Nie mając praktycznie żadnych obowiązków człowieka w wieku 83+, poza codziennym, godzinnym pływaniem, robieniem co drugi dzień zakupów w „Biedronce”, a incydentalnie także w „Dino”, wyrzucaniem śmieci, ładowaniem naszych elektryków, cotygodniowymi wizytami w bibliotece, uczestnictwem w turniejach brydżowych oraz odkurzaniem w moim pokoju odziedziczonego po teściu, a kupionego za dolary w Pewexie dywanu, tworzę rozmaite filozoficzno-historyczne hipotezy dodające barw mojemu życiu.
Jedna z nich odnosi się do genealogicznych uwarunkowań wielkości przywódców. Skłonny jestem bowiem sądzić, że największy, wręcz decydujący wpływ na bieg dziejów Polski, aż po czasy nam współczesne, mieli ludzie wywodzący się ze zubożałej szlachty, a więc warstwy społecznej mającej swe korzenie w nobilitowanych za zasługi wojenne rycerzach.
Dziedziczna arystokracja, przynajmniej w moim odczuciu, zbyt często ulegała deprawującemu wpływowi majątku i przywilejów. Jej historyczny bilans nie wypada jednoznacznie dodatnio. Natomiast owi „chudopachołkowie”, nieposiadający wiele poza rodowym herbem, honorem i przysłowiową karabelą, zapisali się w naszych dziejach złotymi zgłoskami. Wystarczy wspomnieć Kościuszkę czy Piłsudskiego.
Zresztą być może nie chodziło wyłącznie o ich status majątkowy. Obaj byli ludźmi pogranicza, wychowanymi na Kresach, gdzie krzyżowały się kultury, religie i interesy narodów. Takie doświadczenie mogło kształtować szczególną wrażliwość polityczną i państwową. Może więc o sile tych postaci decydowała nie tylko genealogia, ale również miejsce, z którego wyrastali.
Przez analogię, porównując sukces państwa polskiego z nieustannymi kłopotami naszych wschodnich sąsiadów, którzy licznie osiedlili się także w mojej małej ojczyźnie i którzy, prawdę mówiąc, zdają się zmierzać ku humanitarnej, demograficznej i politycznej katastrofie, zastanawiam się, czy nie jest to po części konsekwencja odmiennych losów ich elit.
Oficjalne tłumaczenie jest takie :Ukraina przez stulecia nie miała szczęścia do trwałej, rodzimej warstwy państwotwórczej. Jej elity bywały wynaradawiane, rusyfikowane, polonizowane lub fizycznie likwidowane. Ciągłość przywództwa została wielokrotnie przerwana przez historię. Być może właśnie dlatego tak trudno było wyłonić się postaci formatu Piłsudskiego, która przez dziesięciolecia konsekwentnie wyznaczałaby kierunki rozwoju narodowej państwowości.
Nie twierdzę, że genealogia wyjaśnia wszystko. Historia jest przecież bardziej skomplikowana od najzręczniejszej teorii. Jednak im dłużej obserwuję dzieje narodów, tym częściej dochodzę do wniosku, że charakter elit, ich pochodzenie społeczne, doświadczenia wyniesione z domu rodzinnego oraz pamięć własnych ograniczeń mogą mieć dla losów państw znaczenie większe, niż sądzą współcześni politolodzy.
Zostaw komentarz