Ależ się nasłuchałam lamentów i głosów oburzenia z powodu sylwestrowych rac. Że jak można! Pieski się trzęsą i bolą je brzuszki ze stresu, kotki dostają depresji, a ptaszki wyfruwają wystraszone i albo giną na atak serca, albo zabijają się, uderzając w drzewa lub mury domów. Horror jednym słowem.
Apelowano, aby każdy, kto kocha zwierzęta i przyrodę protestował przeciwko temu barbarzyństwu. I ślubował nie używanie petard.
Barbarzyństwo Sylwestrowe (poza Sylwestrem Marzeń) trwało jednak tylko kilka do kilkunastu minut. I jeśli spowodowało dramaty zwierząt i ptaków, to chwilowe i niewielkie.
A co mają powiedzieć mieszkańcy Powsina?
Mówię głównie o mieszkańcach zwierzęcych: ptakach, ale pewnie jeżach, kretach, zajączkach i innych zwierzętach z pobliskiego Lasu Kabackiego. Toż muszą czuć się zagubione i przerażone. Bo Ogród Botaniczny, naukowa placówka Polskiej Akademii Nauk, z założenia mająca chronić przyrodę i jej piękno, upowszechniać dobre obyczaje w pielęgnowaniu drzew, kwiatów i innych roślin – także rzadkich, miejce cudownych spotkań z magnoliami, azaliami i rododendronami nagle zmienił się w najbardziej obrzydliwy, tandetny, bo ja wiem co – jarmark brzydoty, tandety i hałasu. Przez całą zime jest to bowiem Ogród Świateł.
Zamieszczałam zdjęcia tych paskudności w formie nadmuchiwanych pajaców, potworów, Indian, makro-zjedżalni, tworów z horrorów itd. Wszystko to świeci, dzwoni, miga, mruga i hałasuje ile wlezie. Im więcej laserów, migających świateł i ogłuszającej muzyki czy rozdzierających i przerażających dźwięków tym – podobno – atrakcyjniej. Tym większa uciecha.

Ludzie już nie przychodzą. Nacieszyli się, napatrzyli, napodziwiali. Za spore pieniądze. Teraz to wszystko świeci i hałasuje sobie a muzom (jakim?).
W okresie, kiedy tak się martwimy o ceny prądu – można sobie oglądać do woli jego marnotrawienie na najbardziej durne widowisko, jakie można wymyślać.
Podobno Ogród Botaniczny „ma z tego pieniądze”. Jeśli chodzi o dochody, to można na terenie Ogrodu wybudować elegancki dom schadzek dla homo i heteroseksualistów. Będzie i nowocześnie i przyjemnie i zarazem cicho. Ptaszkom uciechy burdelowe nie bedą przeszkadzały, a może nawet pensjonariuszki o dobrych sercach podokarmiają sikorki czy wróbelki.
Fot. Materiały prasowe
Autor: Jolanta Makowska
Absolwentka socjologii UW, doktorantka Instytutu Pedagogiki, dziennikarka i publicystka m.in. Twojego Dziecka, „Przegladu Katolickiego”, „Przegladu Tygodniowego”, „Listu do pani”, redaktorka „Wiadomości o Senacie”, autorka książek dla dzieci, ksiażek wspomnieniowych, varsawianów oraz wielu powieści obyczajowych.
Zostaw komentarz