Facebook zatracił już zaiste wszelkie hamulce w swojej działalności cenzorskiej. Działania serwisu w blokowaniu treści około-„pandemicznych”, innych od bardzo wąskiej oficjalnej narracji, stały się już wręcz śmieszne. Banują naukowców i lekarzy, jeśli w czymś urażą święte oblicze „pandemii”. Blokują fachowe informacje, podważające jedyną słuszną prawdę covidową. Ostatnio głośno było o zablokowaniu fanpage’u pewnej partii politycznej. Jej przewodniczący zapowiedział, że będzie się sądził, że nie odpuści. Myślę, że jest to „słuszna koncepcja”, choć wiadomo – nie będzie łatwo. Na pewno jednak łatwiej, niż tysiącom zwykłych użytkowników, piszących „zakazaną prawdę”, co chwila karanych przez wszechwładny portal społecznościowy. Za „naruszanie standardów społeczności”, za głoszenie treści, których nieprawdziwość została dowiedziona przez „niezależnych weryfikatorów” (bardzo jestem ciekaw tej niezależności). Za szerzenie „fizycznego zagrożenia” (to dopiero dobre). Cóż. Istne kuriozum.

Ale właściwie – może ktoś spytać – czemu mieliby treści, które im się nie podobają, nie blokować? Przecież to prywatna firma. Robią u siebie, co chcą!

Ale właśnie – czy tak? Czy aktualnie jest jeszcze FB taką tylko zwykłą prywatną firmą? Czy jednak nie powinny obowiązywać go podobne standardy, jak innych podmiotów o podobnym oddziaływaniu na opinię publiczną, w państwie (czy też państwach), gdzie teoretycznie cenzury nie ma. Niedawno pisałem też na Pressmanii o tym jak to próbuje dochodzić swoich praw w zakresie wolności słowa i swobody wyrażania poglądów na FB brytyjska redakcja czasopisma medycznego „The BMJ”. Życzmy i im powodzenia. Walczą za nas wszystkich.

Zatem wracając – z pewnością nie jest łatwo sądzić się z takim gigantem jak FB. Wiadomo, może i sąd niezawisły, nieprzekupny, jednak prawnicy broniący interesów wielkich korporacji zawsze jakby „lepsi” od tych siedzących z drugiej strony sali rozpraw. Zwykły „Kowalski” nie ma w takim starciu żadnych szans, bo na tak „dobrych” prawników po prostu „go nie stać”. Prawda powszechnie znana, nikogo nawet nie dziwi. Gdzie tu sprawiedliwość? Ech. Naiwny człowieku…

Ja osobiście jak na razie daleko mam do najaktywniejszych wojowników z systemem, których oko wielkiego brata facebookowego nie raz już wypatrzyło i przykładnie ukarało. Może jestem zbyt ostrożny, może mało aktywny. W każdym razie mnie ten zaszczyt spotkał dopiero trzykrotnie. Ostatnio (dziś właśnie) za zacytowanie zamieszczonych na Pressmanii kilku rzeczowych pytań, zadanych przez Profesora Normana Pieniążka. Zatem to właściwie, pośrednio, jego zbanowano. A ten ban to chyba najlepszy dowód, że zadał pytania ważne, prawdziwe i godne uwagi. Serdecznie zatem polecam zapoznać się z nimi, kto oczywiście jeszcze nie miał tej okazji.

Co ciekawe! Po usunięciu mojego wpisu złożyłem do Wysokiej Rady FB „wniosek o weryfikację”. I dostałem odpowiedź, że to pomyłka! Że przepraszają! Post wrócił na mój profil. Niebywałe! Jednak ja pozostałem zablokowany. Nie wiem zatem z jakiego powodu… Ale cóż. Trudno szukać w tym logiki. Tak czy inaczej mam od „fejsa” tydzień przymusowego odpoczynku.