Dziś nad ranem nad Parkiem Pokoju rozbił się czechosłowacki samolot wojskowy. Lotnik się cudem uratował, wrak samolotu wylądował w Bobrówce, skąd wyjęła go pierwsza samodzielna bojówka skautów nadolziańskich. Nota bene wyspecjalizowana w odławianiu takich sprzętów. Wrak samolotu czechosłowackiego przyczyni się do budowy łodzi podwodnej M.S. Olza, którą miejscowi skauci zamierzają sprowadzać do Polski narkotyki z Ameryki Łacińskiej. Nie brnijmy jednak w wątki poboczne.

Stopień wojskowy jakiś ma czy tylko tak sobie lata – zapytałem groźnie rannego lotnika czechosłowackiego.

– Starszy sierżant Václav Neletadly melduje się na rozkaz… – krzyknął czechosłowacki pilot, który katapultował się w samym centrum Parku Pokoju.

– Ciszej, litości – powiedziałem, wczoraj mieliśmy ważne posiedzenie, mów pan ciszej bo mi bębenki uszach pękną.

– Owszem uczono mnie techniki cichego mówienia, rzekł czechosłowacki pilot. Potrafię mówić milimetr ponad progiem ciszy. Ciszej już nikt na świecie mówić nie potrafi. – powiedział ranny pilot czechosłowacki.

– Opatrzę panu ranę, gdyż widzę, że krwawi panu lewa ręka. – zaproponowałem pomoc medyczną.

– Nie obchodzi mnie ona, nigdy do niczego nie była potrzebna, niech się wykrwawi. – powiedział pilot czechosłowacki po czym splunął przez lewe ramię.

– Mieszkam niedaleko, w tej żółtej kamienicy. Zaparzę panu herbaty. I doleję do niej prądu, jak to u nas się mówi. Walnie pana pod sam beret. Mt tu dużo w ogóle pijemy. Pijemy, bo rzeczywistość jest nieznośna. Próbujemy ją oswajać, ale ona i tak swoje. Dlatego pijemy.

– Dużo pijecie – zapytał czechosłowacki pilot.

– Bardzo dużo, piją też i dzieci. Wszyscy jesteśmy na okrągło pijani. Dzieci jednak nie mogą pić wódki, tylko piwo i wino. Nad ranem przed szkołą dwa piwa wypija i dzień w szkole jakoś zlatuje. W kiblu na przerwie walnie sobie setkę i do popołudnia dociągnie. Współczesnej młodzieży nie zrozumiesz…

– I co ja mam teraz ze sobą zrobić? – zapytał czechosłowacki lotnik.

– Ty zrobić? Raczej to ja zrobię. – Jesteś aresztowany za pogwałcenie naszej nienaruszalnej i dziewiczej przestrzeni powietrznej. Z dożywotnim zakazem latania.

– Ale serio, jestem wykluczony z dalszego latania – zapytał czechosłowacki lotnik.

– Na 100%. Możesz sobie jeździć traktorem, ale nie wolno ci już latać. Bo nie umiesz – powiedziałem stanowczo.

– Całe życie marzyłem o nielataniu. To w sumie był bardzo dobry wypadek. Teraz będę mógł jeździć na traktorze, o którym od dziecka marzyłem.

Przytuliłem czechosłowackiego pilota i opowiedziałem mu bajkę na dobranoc. Przytuliwszy go czułem jakbym obejmował szerokim ramieniem starą Czechosłowację, z Zakarpaciem. Opuszkami palców wyczuwałem Zakarpacie.

W piątek 10.02.2023 r. w samo południe zamykam sklepik z książkami i lecę do Republiki Indyka. Tydzień sklepik będzie nieczynny. Następna wysyłka po 20.02. br. Zamów tutaj.