Przykład pożarów w Los Angeles pokazuje, że jeśli nie wprowadzimy prawnych zakazów budowania domów w strefach zagrożonych czy to powodzią, jak w Polsce, czy pożarami, jak w Kalifornii to budżet państwa ( czyli my) będzie regularnie ponosił olbrzymie koszty odbudowy tych terenów. To miliardy złotych, które można przeznaczyć na służbę zdrowia na przykład.
Gigantyczne pożary wokół LA i w samej Kalifornii to nie nowość. Zdarzają się regularnie z powodu zmian klimatu.
I co ważne, duży odsetek odbudowanych domów znów powstaje w strefach zagrożonych pożarem dlatego firmy ubezpieczeniowe powiedziały dość i nie chcą ich ubezpieczać.
Gwałtowność tych pożarów jest spowodowana nie tylko silnym wiatrem, ale łatwopalnymi materiałami budowlanymi stosowanymi przy budowie domów. To karton-gips i deski.
Tam także, podobnie jak w Polsce, nie ma woli politycznej by objąć tereny zagrożone pożarami całkowitym zakazem urbanizacji.
W Kalifornii pożary, a u nas powodzie.
Wszyscy klimatolodzy podkreślają, że zjawiska atmosferyczne będą coraz gwałtowniejsze. Tropikalne burze i powodzie nimi spowodowane. Nasz system przeciwpowodziowy nie jest na nie przygotowany.
Współczuję powodzianom z Dolnego Śląska, którzy potracili domy, ale jeśli je odbudują je w tym samym miejscu, jest duże prawdopodobieństwo, że ponownie je stracą.
Na zmiany klimatu nie ma mocnych. Można jedynie ograniczyć szkody nimi powodowane ograniczając czy wręcz zakazując urbanizacji terenów zagrożonych powodziami.
Ten problem dotyczy także gminy Łomianki, zwłaszcza osiedli łanowych w Łomiankach Dolnych wybudowanych tuż przy Wiśle, na terenach zalewowych.
Wiedzą o tym zarówno deweloperzy jak i indywidualni inwestorzy, którzy zbudowali na nich setki nowych nieruchomości.
Podczas powodzi, piętnaście lat temu, woda na tych terenach sięgała metra. I to nie z powodu przerwania wałów wiślanych, ale wybijania wód gruntowych.
Wiedzą, ale nadal budują bo nie ma prawnego zakazu.
Nasi politycy, podobnie jak amerykańscy, boją się ich wprowadzenia bo to mogłoby spowodować protesty społeczne.
Lepiej więc płacić kolejne miliardy złotych, z naszych pieniędzy, na likwidację szkód powodziowych jak zakazać.
Nie tędy droga.
Woda w czasie powodzi piętnaście lat temu dochodziła pod Łomiankami prawie do korony wałów.

Foto: Jolanta Styrczula
Zostaw komentarz