Tak się zastanawiam nad kampanią Trzaskowskiego i zauważam jedną rzecz. Oni „sprzedają” nam „fajnego facecika”, to nie znaczy że on jest fajny, oni nam próbują takiego sprzedać.

Teraz mamy obrazek brata łaty, takiego co Zenka Martyniuka lubi posłuchać i nawet jest dla niego miły. Ten znawca win, poliglota, uczeń profesora Geremka, jest łaskaw spotkać się z Zenkiem, no ludzki pan!. Nawet jak pójdzie do sklepu, to go pani oprowadzi, pokaże gdzie bułka paryska, czy parówki, a on się da sprzedawczyni odprowadzić, z uprzejmym uśmiechem, nie że jej naubliża od takich co wyłudza 500+, od takich której rozwrzeszczane dzieciary szczą na wydmach i warszawka nie może odpoczywać, nie on się do niej litościwie uśmiechnie bo co ona wie o życiu? Ona nie była uczniem Geremka, nie rozmawiała z prezydentem Francji bez tłumacza, nie czytała literatury angielskiej w oryginale. A on taki dobry, jak anioł.

Oddał hołd słupkowi, on miłośnik jazzu znosił fałsze na trąbce, a nawet zaśpiewał te piosenkę którą pospólstwo śpiewa w wigilię. Tak się poświęca.

To są ważne informacje dla plebsu, takiego pana sobie mogą wybrać, on ich tak kocha, że zniesie te obrzydliwości które musi robić te wszystkie cierpienia, po to żeby zrobić im łaskę, łaskę bycia ich prezydentem.

To są JEDYNE i NAJWAŻNIEJSZE rzeczy które ma do przekazania Polakom. Swoje uśmiechnięte cierpienie, że musi to wszystko znosić.