Wczoraj Miedwiediew zagroził Zachodowi, że w odwecie za sankcje nałożone na Rosja, cena 1000 metrów sześciennych gazu może wkrótce wzrosnąć do 2000 euro. To dużo, bardzo dużo.

Wzrost cen gazu przełoży się na wszystko. Koszty produkcji, ceny oraz inflację. Ceny gazu ostatnio i tak poszybowały w górę czego doświadczają wszystkie państwa UE, w tym Polska.

U nas już inflacja dochodzi do 10 %, a wzrost cen widzimy wszyscy robiąc każdego dnia zakupy. Gdyby tak się stało jak zapowiada Miedwiediew, żadna tarcza antyinflacyjna nas przed przed tym nie uchroni. A najbardziej odczują to polskie firmy uzależnione od gazu. I to tego z Rosji.

Żeby było jasne, Zachód podjął słuszną decyzję wspierając suwerenność i integralność Ukrainy. Nie można było po prostu inaczej.

Żadnemu państwu nie wolno okraiwać terytorium innego, bo tak mu się tylko wydaje. Dlatego Rosję trzeba było zastopować surowymi sankcjami. Słabym jednak podbrzuszem Zachodu jest – paradoksalnie to – że jest demokratyczny. Zaś w demokracji rola opinii publicznej jest kluczowa, jeśli nie decydująca.

Dziś większość opinii publicznej na Zachodzie popiera Ukrainę i sankcje wobec Rosji. Ale co będzie, kiedy przeciętny Schultz, Kowalski czy Bastein będzie musiał zapłacić za gaz kilkukrotnie więcej jak płaci obecnie? Kiedy inflacja – co jest prawdopodobne – osiągnie wynik dwucyfrowy?

Przed rządami państw członkowskich UE stoją trzy trudne zadnia.

Jedno powstrzymać Putina przed rozlewem krwi na Ukrainie.

Drugie, szybko dywersyfikować dostawy gazu ziemnego.

I trzecie, chyba najbardziej trudne, przekonywać nieustanie własne społeczeństwa, do obranego wobec Rosji kursu.

Już bowiem Chrystus wiedział, że Dobra Nowina nie wchodzi ludziom do głowy kiedy ma się pusty żołądek. Dlatego nakarmił słuchające go tłumy.

Podobnie może być – kiedy zobaczy pusty portfel – z poparciem europejskiej opinii publicznej dla polityki swoich rządów wobec Rosji.

Putin to wie doskonale. Zna mechanizmy rządzące demokracją i siłę opinii publicznej zwłaszcza w państwach gdzie rządzi lewica realizująca model państwa opiekuńczego.

Może już oczyma wyobraźni widzi tłumy demonstrantów na ulicach: Paryża, Berlina, Madrytu, Rzymu gwałtownie protestujące przeciw drożyźnie spowodowanej m.in. wzrostem cen gazu.

Dlatego, oprócz zdecydowanej polityki państw UE wobec Rosji, potrzeba jest rozmowa z własnymi społeczeństwami. Właściwa polityka informacyjna. Kowalskiemu czy Schultzowi muszą wyjaśnić, że są to koszty jakie trzeba czasami zapłacić za wolność. Nie tylko własną, ale i innych.

Nie będzie to łatwe w przesiąkniętej konsumpcjonizmem Europie Zachodniej, ale nie jest też niemożliwe. Tak czy owak, próbować trzeba bo nie ma wolności za darmo.

Antoni StyrczulaAutor: Antoni Styrczula
Opinii publicznej kojarzę się jako rzecznik prasowy Prezydenta RP, a także dziennikarz radiowo-telewizyjny i prasowy. Od wielu lat zajmuję się szkoleniami i doradztwem w zakresie public relations i marketingu politycznego. Jestem ekspertem w kreowaniu wizerunku firmy w e-przestrzeni i social mediach oraz zarządzaniu informacją w sytuacjach kryzysowych. W wolnych chwilach podróżuję. Przede wszystkim do Azji. Więcej tekstów autora przeczytacie na blogas24.pl