Tylko na Pressmania.pl Paweł Miter, prawnik i były dziennikarz w pierwszym wywiadzie o sprawie swojego zatrzymania i zarzutów. Ten bezkompromisowy człowiek jest przez prawicowe media atakowany za krytykę obozu władzy, a jego wiedza o tym, co mogło dziać się w Mlekovicie, firmie wspierającej prawicowe gale, gdzie wręcza się wyróżnienia dla premierów i ministrów rusza w posadach polityczno-biznesowy „układ zamknięty”.

– „Sapiński ma zbyt duże ego, aby przyznać się, że nie dopilnowali Ewy K. Człowiek, który ma swoje gipsowe popiersia, jogurty nazywa zdrobnieniami swego imienia, nie może mieć nigdy ochoty na przyznanie racji w tak trudnym problemie” – mówi w rozmowie z naszymi dziennikarzami Miter.

Ujawniamy treść ugody, jaką Mlekovita chciała podpisać z pracownikiem od nagrań. Do podpisania ugody nie doszło więc firma zbudowała zdaniem naszego rozmówcy kreację obronną o rzekomym szantażu. Publikujemy także wiadomość z której wynika, że Mlekovita nie wiedziała, kto po przedstawieniu nagrań  „nie chce nic”, to zdaniem Mitera jest niejako zaprzeczenie wersji firmy o szantażu. Z tej samej treści wiadomości wynika, że obawiano się go przekupić. Czy wersja Mlekovity jest prawdziwa? Miter twierdzi, że nie, a całą sprawę rzekomego szantażu firma zbudowała, bo nie podpisała ugody ze zwolnionym pracownikiem i bała się publikacji.

W wywiadzie przeczytacie także o tym, kiedy i dlaczego postanowiono zatrzymać Mitera. W rozmowie z naszymi dziennikarzami Paweł Miter apeluje też do prezesa Mlekovity, aby się opamiętał.

Pressmania.pl: W ostatnich dniach napisano o tobie wiele złego, zrobiły to media, dla których kiedyś byłeś osobą godną szacunku za swoją pracę, kto przestawił wajchę?

Paweł Miter: – Niestety tak to wygląda. Media rzetelne chcą oddać ludziom prawdę, a nie zmanipulowane fakty, dlatego w mojej sprawie nie nazywajmy ich mediami, a szczujnią. Nie nazywajmy szamba perfumerią. Tu nie ma wajchowego, jest za to prezes Sapiński z dużym ego i ważnym mecenasem u boku.

28 września 2020 roku zostałeś zatrzymany przez jedną ze służb, twoje mieszkanie w ciągu doby było przeszukane dwukrotnie, w tym jedno odbyło się w nocy, prokurator składa wniosek o areszt, ale sąd na ten areszt się nie zgadza, dlaczego?

– Zacznijmy od tego, że smutni panowie przyszli o 6, ale na wycieraczce czekali do 7.40, dopiero wtedy ich wpuściłem do mieszkania. Miałem w mieszkaniu materiały objęte tajemnicą adwokacką i dziennikarską, robiłem wszystko, aby te rzeczy zabezpieczyć to był mój obowiązek, wiedząc, jak obecna prokuratura i służby łamią prawo.  Panowie zdawali sobie chyba powagę z sytuacji w jakiej znaleźli się oni i ja i nie weszli mi z drzwiami. Poza tym kontaktowałem się przez tą godzinę z prawnikami i wydawcą.

Skąd w ogóle ta cała sytuacja?

– Mniej więcej rok temu w lipcu skontaktował się ze mną mój znajomy prawnik, do jego kancelarii zgłosił się człowiek, który posiadał wiedzę o procederze mogącym świadczyć o tym, że w Mlekovicie dochodzi do czegoś, co określić można „zmianą dat” na poszczególnych produktach.

Dawałeś wiarę temu?

– Oczywiście, że nie, temat wydawał mi się bardzo ciekawy, byłem jakoś w tym czasie na urlopie, ale podchodziłem sceptycznie. Miałem jednak informację, że potwierdzeniem tego mają być nagrania z monitoringu wewnętrznego firmy, ale także nagrania audio i nagrania dokonane przez tego informatora.

Idziesz do tej firmy i co się dzieje?

– Pierwsze otrzymuję wgląd w te nagrania i przecieram ze zdumienia oczy.

Co na nich widać?

– Ewę K., która czymś co przypomina zmywacz do paznokci dokonuje zmazywania dat i przybijania najprawdopodobniej w to miejsce nowych. Ma datownik w ręku.

O jakie produkty chodzi?

– I to jest ważne, bo jak potem ustalam, modus operandi tego oddziału firmy w Kościanie był taki, że dokonywano zmian na produktach, które szły w wiaderkach do restauracji, aresztów, jednostek wojskowych, przedszkoli i szpitali w Poznaniu, odbiorcą był także jeden z producentów wędlin. Produkty te podlegały ponownemu przetworzeniu, przez co trudniejsza stawała się sytuacja do wykrycia tego procederu dokonywanego w mojej ocenie przez Ewę K. To nie dotyczyło produktów, które mnożna kupić w sklepach i od razu wykryć, że coś z nimi może być nie tak.

Jaka była reakcja firmy, gdy do nich wysłałeś pytania?

– Kompletna konsternacja. Otrzymuję zapewnienie, że sprawa zostanie zbadana, a ja otrzymam odpowiedzi na wszystkie pytania. Proszę, aby odpowiedzi były konkretne. Potem dowiaduję się, że zarząd firmy w nocy do siedziby ściągał oddział z Kościana, była narada, co z tym zrobić. Prezes przesłuchiwał szefostwo Kościana, chciał chyba zapewnienia, że moje pytania, to jakiś blef.

Odpowiedzi nadeszły?

– Tak, problem polegał na tym, że odpowiedzi były na około.

Strata czasu?

– Nie do końca, oczywiście już po pierwszej odpowiedzi wiedziałem, że firma nie zamierza sprawy wyjaśnić jak należy, a przynajmniej nie w sposób uczciwy. Inna firma, poważna firma, zaczęła by ustalać możliwy towar i partie do wycofania od podmiotów, którym go dostarczyli, zwłaszcza, że sytuacje dotyczyły względnie świeżego okresu działania pani Ewy K. o którą pytałem. A która nagle z oddziału w Kościanie zniknęła.

Nie zrobili nic?

– Nie podjęli działań tego typu, ale powołali wewnątrz firmową komisję, która miała zbadać temat. Ustalono, że wszystko jest OK. Chyba trzy takie komisje powołano. To były jakieś ruchy obliczone na laurkę, że jest super.

I faktycznie było wszystko OK?

– (śmiech) Proszę państwa w tym samym mniej więcej okresie rozpoczęto tworzyć kwity, które miały być, przepraszam za dosadność – dupokrytką dla tej firmy.

To znaczy?

– Jakoś przełom lipca i sierpnia 2019 roku, bo wtedy to się działo, w tej firmie malowano nawet trawę na zielono. A mówiąc poważnie, do zakładu w Kościanie skierowany zostaje człowiek od zadań specjalnych, niejaki pan Mirosław K., jego siostra wcześniej związana była z Mlekovitą także, to on ma za zadanie znaleźć tego, który tę wiedzę i nagrania wyniósł na zewnątrz firmy. Trwa polowanie na tego, który odważył się na ten ruch. W oddziale trwają spotkania, gdzie szeregowi pracownicy dowiadują się, że kapuś zostanie namierzony, że ten, który wyniósł nagrania jest już w jego zainteresowaniu, ogólnie trwa spektakl i cyrk w tej firmie, a w centrali firmy trwa panika. Dochodzi do sytuacji, kiedy pracownicy oddziału z którego pochodzą nagrania, mają podpisać się pod określoną podyktowaną na zebraniu treścią oświadczeń, że nie dokonywali zmian dat, że nic nie wiedzą, jednym słowem, zarząd chciał mieć podkładkę, że jest słodko i cacy. Tyle, że było słodko-kwaśno już wtedy. A listy były pisane w stylu listów do słoneczka umiłowanego Kima, rodem z Koreii Północnej.

Co się dzieje dalej, pada propozycja jakiegoś spotkania?

– Po pierwsze wiedząc o tym, jaka rozpętała się burza w tej firmie, a ja muszę dbać o anonimowość źródeł. O ustalenia, gdzie byłem zobligowany do tajemnicy. Widząc, co się dzieje, robię to, co do mnie należy, staram się ustalić, czy firma może i w jakich okolicznościach zmieniać daty i etykiety. Zarząd proponuje spotkanie, godzę się, ale pod warunkiem, że uzyskam szczegółowe odpowiedzi, inaczej nie widzę innej możliwości.

Na spotkaniu mieliby szansę wykazać swoje racje, prawda?

– O ile dobrze pamiętam, bardzo szybko przeszli do ataku, mój wydawca otrzymał pismo, skargę na mnie, ja sam otrzymałem zapowiedź pozwu. Proszę sobie wyobrazić, wysłałem tylko kilka pytań i już działania mające być straszakiem i presją. Ja nie lubię takich sytuacji. Nie mieli prawa, nie znając całości treści tekstu dokonywać gróźb tego typu w moją stronę. Pamiętam, że chyba nawet poinformowałem ich, że tego typu działania nie są fajne. Stale też otrzymywałem zapewnienia, że chcą się spotkać, rozmawiać, że pokażą mi zakład jaki mają świetny, że są patriotami, że prezes patriota, wspiera polskie interesy, że nie mogę dopuścić się działań zmierzających w celu uszczerbku ich dobrego imienia. Tego typu rozmowy lubię, jak wiem, że nie jestem okłamywany i wprowadzany w błąd.

Jak to się stało, że prezes Dariusz Sapiński przyjechał do kancelarii?

– Firma wypuszcza szczury, aby temat możliwej publikacji zatrzymać. Do mojej redakcji wysyłani są panowie, aby odwieść mnie i mojego wydawcę od publikacji. Docierają do naszych wspólnych znajomych, ogólnie zaczyna się coraz większa presja na mnie i na moje otoczenie znajomych. W tym samym czasie, ale na drugim planie Sapiński chce się dogadać z pracownikiem, którego zwolnili. Sprawa zawisła przed sądem pracy za naruszenie dóbr tego pracownika. Nie chcę teraz mówić o szczegółach, ale dysponuję materiałem, który wskazuje, że firma dokonać chciała odkupu nagrań, robią to oczywiście w formie na około. Są spotkania umawiane i odwoływane, była to gra na czas, aby uzyskać zabezpieczenie zakazu publikacji dla mnie.

A dlaczego Sapiński zjawił się w kancelarii?

– Jego człowiek od zadań specjalnych zobaczył w kancelarii pewien ciągnik rolnika, gdzie wywożono zepsute produkty, ja ustaliłem nawet nazwisko tego rolnika, gdzie mieszka i jego telefon.  Zobaczył także, o ile mi wiadomo inne nagrania i był do żywego poruszony działaniem pracowników tego oddziału. Od razu telefonicznie przekazał to prezesowi Sapińskiemu i zapadła decyzja o natychmiastowym spotkaniu.

Pada propozycja ugody, czy nie?

– Ja nie wnikałem w to, jak ta firma chce zakończyć spór ze swoim pracownikiem, oczywiście miałem o nim wiedzę, rozmawiałem o tym ze znajomym prawnikiem, temat był na pewnym etapie dla mnie tak rozdęty, że śmialiśmy się, że utopią nas w kwaśnej maślance. Dla mnie była ważna publikacja, i pełna zgoda źródeł. Dostawałem sugestie wprost, aby temat odpuścić, bo będę miał problemy. Prezes Sapiński zjawił się w kancelarii z propozycją ugody, ale jej treść była poza wszelkimi standardami, z jednej strony nakazywała pracownikowi milczeć na temat tego, co widział na zakładzie, z drugiej strony poniekąd oskarżała go o działanie mające na celu przyznanie się, że działał na nie korzyść firmy, chodziło oczywiście o nagrania a także inne na szybko tworzone wobec niego w notatkach służbowych zarzuty. Zrobiono z niego złodzieja, buntownika, w kilka dni zrobili na zakładzie z niego złego człowieka. Z tego co wiem, w kancelarii zjawił się też warszawski mecenas Maciej Zaborowski, ale został z niej wyproszony, stał przed kancelarią i marzł, bo to był akurat chłodny dzień.

Padła kwota? Jeśli tak, to jaka?

– Ugoda padła, ze strony Mlekovity padła. W mojej ocenie, była ona niejako obroną przed powództwem jakie wytoczył firmie zwolniony pracownik, ponieważ zrobiono z niego osobę, która fałszuje nagrania, pomawiano go w tamtym czasie na forum tej firmy. Niszczono go i gnojono. O ile mi dobrze wiadomo, nie jest to ta kwota, która trafiła do mediów. Zresztą ustalmy sobie jedno, firma ta, jak i prokurator może sobie puszczać śmierdzące bąki o kwotach idących w dziesiątki milionów, dopóki media nie napiszą ani słowa o tej ugodzie, te kwoty możemy sobie mnożyć i włożyć między opowieści o mchu i paproci. Nikt nie mówi o tym, że ugodę w tej sprawie proponowała Mlekovita. Ugodę pozasądową.

Jaka padła kwota?

– Ja w ogóle nie mogę na ten temat mówić, są to materiały objęte tajemnicą śledztwa, dotyczące innych osób, nie mnie, ja miałem o nich wiedzę, wiedziałem, że ta firma brudno gra, że szuka sposobu na dogadanie się, aby temat wyciszyć. Był to czas, kiedy zacząłem być brutalnie atakowany przez środowisko prawicowych dziennikarzy. Docierały do mnie sygnały, że wynajęto agencje do czarnego PR skupionego na mnie. Potem poniekąd potwierdził mi to jeden z dziennikarzy i inny rozmówca. Mam na to stosowne potwierdzenia.

W końcu na wigiliach tej firmy bywają redaktorzy naczelni prawicowej prasy, a więc w tej sytuacji nie dziwi atak na ciebie z ich strony, i to tak zajadły, tak brutalny.

– Tak, dotarłem do fotografii, na której widać Tomasza Sakiewicza, zrobiono je na wigilii Mlekovity, występowała tam jak dobrze pamiętam piosenkarka Halina Frąckowiak. Ale mam też wiedzę o innych powiązaniach z prawą stroną. Zresztą, Mlekovita wspiera prawicowe gale, gdzie wręcza się nagrody premierom i ministrom tego rządu. Jedna z osób, z którą rozmawiałem twierdziła nawet, że sklepy firmowe tej marki zatrudniają chyba byłych pracowników jednej z prawicowych stacji. Tego typu wiedza może być niejako potwierdzeniem na to, co obecna polityczna prokuratura może być wstanie zrobić dla tej firmy.

Czy ugoda zostaje podpisana?

– Z mojej wiedzy wynika, że nie, ja zresztą, gdy dostałem jej treść uznałem, że to jest kupowanie ciszy, ale i oplucie. Pan Sapiński proponował na spotkaniu w kancelarii nawet powtórne zatrudnienie zwolnionego i pomówionego pracownika. Proszę sobie zadać pytanie teraz, po co zaproponowali ugodę? W mojej ocenie po to, aby zatrzymać moje źródła, a gdy warunki ugody, jej treść została odrzucona, wtedy pobiegli do prokuratury, że są rzekomo szantażowani. Nie dogadali się, więc poszli krok dalej bojąc się, że za chwile kwaśne mleko się rozleje.

Wtedy już jest zawiadomienie w prokuraturze, prawda?

– Tak, na spotkaniu w sprawie podpisania ugody pozasądowej proponowano wycofać zawiadomienie, dotyczyło ono tylko artykułu 191 i 306 kk. Po tym, jak ugoda została odrzucona, na szybko skierowano do prokuratury uzupełnienie o rzekomy szantaż.

Miałeś wiedzę z innych źródeł?

– Tak, na pewnym etapie miałem kilka źródeł, rozmawiałem z nimi, to był też okres, gdzie czując presję zapowiedziałem materiał na swoim profilu Twitter, pokazałem zdjęcia z nagrania. Był to efekt coraz większej presji wywieranej na mnie. Sapiński zwrócił się nawet do jednego posła prawicy, aby poczynił starania w mojej sprawie. Chodziło zapewne o wstrzymanie moich działań. Dziś wiem, że mogła to być próba uwikłania do sprawy innej ważnej osoby. Służby podsłuchiwały już mój telefon i czytały, co do mnie spływa, co uważam za złamanie prawa i tajemnicy, bo nie mieli żadnych podstaw do wszczynania czynności operacyjnych w tej sprawie. Za to obwiniam Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika.

Co robi prokuratura?

– Pozorne ruchy. Od samego początku nie jest zainteresowana materiałem, którym dysponuję, tym, co udało mi się ustalić. Działanie poznańskiej prokuratury wygląda na klasyczne zamiatanie sprawy pod dywan. Proszę prokuratora, aby skorzystał z tego, co ustaliłem. Chcę mu dać nagrania, ale prokuratura ani razu nie zgłasza się do mnie i wydawcy po tę wiedzę. Prokurator Michał Smętkowski, dzisiejszy szef prokuratury poznańskiej, która prowadzi śledztwo zapewnia mnie, że postępowanie prowadzone jest prawidłowo.

Jak myślisz, dlaczego?

– Jestem prawnikiem, miałem do czynienia z kilkoma ciekawymi sprawami, wiem, jak robi się śledztwa, aby nie dotykać sedna problemu, przede wszystkim nie można wpuścić do akt wiedzy, która będzie musiała być zbadana. Nagrania, to wiedza, dość istotna dla kierunku śledztwa w kwalifikacji 306 kk, czyli przebijania dat. Prokurator miałem wrażenie robił wszystko, aby ślepo wierzyć Mlekovicie, przede wszystkim nie było dla mnie zrozumiałe to, że nie chce nagrań, każdy śledczy marzy o mocnych dowodach, a nagrania z kamer to mocne dowody.

Byłeś przesłuchany?

– Nie. Do czasu zatrzymania nie byłem. Wcześniej przesłuchiwano pracowników na terenie firmy, co dla mnie także było skandalem w tym postępowaniu, wskazywałem prokuratorowi, aby prowadził to postępowanie z zachowaniem minimalnej higieny. Jak pracownik firmy może zechcieć mówić prawdę, jeśli przesłuchiwany jest w firmie, gdzie obok siedzi szefowa, pan mający ustalić źródła wycieku, po czym przesłuchujący daje pendraiva temu panu, aby poszedł wydrukować protokół z przesłuchania, a tym samym mógł zapisać treść przesłuchania na komputerze firmowym, co daje im dalszą możliwość zamiatania sprawy. Tak wyglądało to śledztwo i działanie prokuratur i CBŚP.

Ewa K. która dokonuje ingerencji w etykiety, czy też daty, zostaje przesłuchana w takich samych warunkach?

– W ogóle z tą osobą jest związana pewna zabawna historia. Kiedy wysyłam pierwsze pytania, nagle okazuje się, że Ewa K. zapada się pod ziemię. Udaję mi się ją odnaleźć, została przeniesiona z oddziału w Kościanie do oddziału w Zakopanem. Podejmuje próbę kontaktu z tą osobą, ale mówiąc wprost, ta pani zbyt pewna siebie w sposób bardzo bezczelny odgania mnie od siebie, dochodzi nawet do okłamywania mnie, dlaczego ją przeniesiono, Ewa K. straszy mnie, że pójdzie do prokuratury. Wiem, że została przesłuchana.

Co zeznała?

– Nie mogę tego powiedzieć, ponieważ postanowienie o umorzeniu postępowania w części art. 306 kk objęte jest chyba nadal tajemnicą śledztwa. Nie chcę się narażać na zarzuty ujawnienia informacji z postępowania przygotowawczego.

Potwierdziła, że dokonywała zmian dat lub etykiet?

– Proszę mnie nie naciskać. Mogę wskazać tylko na to, że jej zeznania w określonym zakresie wpisują się niejako w moją wiedzę i moje ustalenia.

Z naszej wiedzy wynika, że Ewa K. to bardzo ważny świadek dla tego postępowania.

– Istotny owszem, trzymanie jej w ryzach i strukturze firmy leży dziś w ich bardzo ważnym interesie. Na pewno będę wnioskował o jej przesłuchanie, sam też zamierzam przed sądem ją przesłuchać, chyba, że prokuratura odstąpi od zarzutów dla mnie, to nie będę miał tej okazji.

Na jakim materiale opierał się prokurator, kiedy ją przesłuchiwał?

– (śmiech) … na żadnym proszę Państwa, domyślam się tylko, że prokurator Stanke przesłuchał ją w oparciu o jedno lub dwa nagrania, jakie firma dostała ode mnie przy pytaniach. Zresztą jej zeznania są bardzo ciekawe, kiedy tłumaczy to, co widać na nagraniu. Dochodzą jeszcze wewnętrzne przepisy i procedury, je jak i tzw. HACCP zmieniono w tej firmie po moich pytaniach.

Dlaczego ciekawe są jej zeznania?

– Bo ja o tę kwestię Mlekovitę także pytałem i nie dostałem odpowiedzi żadnej. Proszę zrozumieć, ja robiłem solidne śledztwo, czy i kiedy firma ma prawo zmienić etykiety, czy daty. I wiem to wydaje mi się lepiej niż prokurator umarzający postępowanie w części dotyczącej tej kwestii.

Umorzył dla spokoju?

– Do sprawy zaangażowano mecenasa Macieja Zaborowskiego, ma opinię mecenasa władzy i osób powiązanych z tą władzą, człowiek od zadań specjalnych, znajomy ministra Ziobry, zasiada w radach nadzorczych spółek skarbu państwa. Od początku mnie przekonywano, że ten pan dla Mlekovity jest zbawieniem.

Uzyskał zabezpieczenie zakazu publikacji w październiku 2019 roku dla pana, to faktycznie okazał się być ich zbawieniem.

– Owszem, bo dałem się zwodzić prezesowi Mlekovity opowieściami, że są tacy fajni i prawi. Zwlekałem, bo broniłem w tamtym czasie pracę dyplomową, skupiony byłem na sprawach prywatnych. Pamiętam, że zanim dostałem sądowy zakaz publikacji i wypowiadania się o Mlekovicie, prezes Sapiński do mnie zadzwonił, chciał spotkać się w „cztery oczy”, twierdził, że bardzo mnie ceni za moją wcześniejszą pracę na rzecz kraju, zapewniał, że przyjedzie do Wrocławia specjalnie dla mnie. Zapytałem, dlaczego w cztery oczy i czy odpowie mi na pytania, wtedy możemy się spotkać, żeby mieć o czym rozmawiać. Zapytałem go, dlaczego wywiera na mnie presję i wydzwania po posłach i wynajmuje ludzi, aby mnie blokować, odpowiedzi konkretnych nie otrzymałem, rozmowę zakończyłem. Ja powiem szczerze, wydaje mi się, że Sapiński to dziś uczciwy człowiek, ale ktoś mu źle doradził, bo ta sprawa pokazuje już na tym etapie ludziom, jakie metody stosuje jego firma.

Dlaczego mówisz „to dziś uczciwy człowiek”?

– Ustaliłem w aktach IPN nie ciekawe rzeczy o prezesie Mlekovity, był swego czasu podejrzany o fałszowanie dokumentacji przy rozdziale chłodziarek, sam prosił o przyjęcie do organizacji ORMO, ustalam też, czy faktycznie był członkiem PZPR, bo źródła moje twierdzą, że był, ale nie mam tego potwierdzonego z IPN, na pewno był podejrzany do sprawy fałszowania dokumentacji w sprawie przydziału chłodziarek, ale postępowanie umorzono a prokurator, który je umorzył dziś jest w Prokuraturze Krajowej. Takiej karty prawica nie wybacza wielu osobom, ale prezesowi Mlekovity chyba wybaczono. W końcu wspiera prawą stronę.

Mecenas Zaborowski miał złożyć pozew przeciwko panu o naruszenie dóbr osobistych, do dziś ten pozew do pana nie dotarł, trochę to dziwne?

– Sztuczki tego pana mnie zdumiewają. Musze przyznać, jest mistrzem w fikołkach. Ale pewnych rzeczy mecenasowi nie wypada, po prostu. Po pierwsze uzyskał zakaz publikacji dla mnie, ale pamiętajmy, że we wniosku o zabezpieczenie tego typu można tak naprawdę kłamać, sąd nie bada tego, wystarczy uprawdopodobnienie. Wniosek ma, jak dobrze pamiętam 800 stron i jest właściwie wydrukiem z neta, że po pierwsze Mlekovita jest cudowna, a Miter zły. Przywykłem, mam skórę słonia.

To skandal, że sąd wydał ci roczny zakaz publikacji.

– Szanowałem to postanowienie, choć się z nim nie zgadzałem. W ostatnim czasie na prawej stronie podniesiono wrzawę, bo Piotr Nisztor otrzymał taki sam zakaz jak ja w sprawie Zbigniewa Bońka. Ale zakaz Nisztora jest lepszy niż mój. Proszę porównać teraz interes społeczny zakazu dla mnie, a interes zakazu dla Nisztora. Tu chodzi o produkty żywnościowe, interes społeczny bardzo znaczący, tam o dokuczenie Bońkowi. W zakresie objętym zabezpieczeniem milczałem rok. Warunkiem, aby ono nie upadło było wniesienie pozwu przeciwko mnie. Bardzo chciałem poznać treść pozwu. Proszę sobie wyobrazić, że przez rok nie zdołano mi tego pozwu dostarczyć. Po pierwsze mecenas stosował zabiegi tego typu, że wskazywał adres, pod którym nigdy nie odbierałem korespondencji, adres wydawcy. Mimo, że dysponował adresem moim prywatnym, na który słał mi inne swoje straszydła.

Sąd to tolerował?

– Ależ oczywiście, że nie. Wniosłem do sądu o zmianę właściwości miejscowej, zaznaczyłem, że czynie to przed wdaniem się z nim w spór. Sąd uznał moje żądanie i zmienił właściwość wedle mojego miejsca zamieszkania. Pozew opiewa na kwotę 10 tys. zł. Formalnie do dziś mi go nie doręczono.

W czerwcu do mediów trafiła informacja, że Mlekovita wycofuje serki zakopiańskie z zakładu w Zakopanem, czy o tej sprawie miałeś wiedzę?

– Jestem w posiadaniu rozmowy ze źródłem, gdzie rozmawiamy o zakładzie tej firmy w Zakopanem, mogę powiedzieć, że z mojej wiedzy wynika tylko tyle, że to nie pierwszy raz, kiedy tam są problemy tego typu. Ja zresztą pytałem o kwestie bakterii w zakładzie zakopiańskim już we wrześniu 2019 roku. Nie dostałem odpowiedzi. Ja nawet miałem opis, jaki bodajże kawałek rurki wymieniono, zamiast cały osprzęt, bo to nie było gwarancją usunięcia bakterii. Ale nigdy nie zdołałem ustalić tego w samej firmie. Źródło mówiło mi, że więcej kosztował hotel kogoś z centrali i dojazd specjalistów od tego, niż koszt wymiany całości odpowiedniej części.

A co z zakazem publikacji, które kończyło się teraz 2 października 2020 roku?

– I to jest właśnie przyczyna mojego zatrzymania i przeszukania mi mieszkania.

Dlaczego?

– Mecenas Zaborowski starał się o przedłużenie dla mnie zakazu. Ale warszawski Sąd Okręgowy stanął na wysokości zadania, a przede wszystkim litery prawa i wniosek ten oddalił. Pierwszy wniosek oddalił w lutym. Kolejna odmowa nastąpiła 1 września.

W Mlekovicie od 1 wrzesnia 2020 roku była już zapewne panika, miesiąc do końca zakazu, a tu nie ma nowego zakazu i jest Miter z wiedzą i taśmami.

– Dokładnie. To jest trudny czas dla mecenasa Zaborowskiego i Mlekovity. Jestem w tym czasie już mocno atakowany przez prawicowych dziennikarzy m. in. Cezarego Gmyza, który jest klientem mec. Zaborowskiego.

Zmasowany atak szedł od stycznia na ciebie, dla bacznych obserwatorów było to widoczne i wiadome, że chodzi o ten temat, ale i temat CBA i wiedzy, którą zapewne masz?

-Tak, dokładnie, już wtedy sugerowano mi, że ws. Mlekovity będę żałować swoich działań, dokonywano pomówień mnie, właściwie to ujawniano nawet kwestie związane z tą sprawą, robił to Łukasz Pawelski wraz z Gmyzem, atakowano, zniesławiano, zarzucano mi znajomość z prawnikiem z Leszna, widziałem, że operują wiedzą z CBŚP. Robiono wszystko, aby mnie odwieść od tematu, a ja sobie czekałem spokojnie na upadek zakazu. Ale się tym nie przejmowałem. Skierowałem zawiadomienia do prokuratury w sprawie tych działań. Na marginesie dodam, jeśli mogę, w piątek (09.10.2020 r.) sąd uznał, że doszło być może do przestępstwa z art. 212 kk, czyli zniesławienia mnie i skierował sprawę do Prokuratury Regionalnej, aby ta oceniła działanie podrzędnego Prokuratora Okręgowego, który to, co ważne moje zawiadomienie w sprawie hejtowania mnie umorzył po kilku dniach. Prokuratura jest upolityczniona, nie ruszy Gmyza i innych osób mnie atakujących, póki co, ale ja nie odpuszczę, a ich ochrona trwa do czasu.

A nie masz wrażenia, że na twoje zatrzymanie nałożyły się dwie sprawy, Mlekovita to jedno, ale chodzić też może o twoją wiedzę o Wąsiku i Kamińskim, nie masz takiego wrażenia? Zbierałeś materiały o wrabianiu sędziów, sam zresztą wskazywałeś, że twój materiał o sędzim W. Łączewskim, to poniekąd robota ludzi Wąsika, ten atak i najazd na ciebie miał dla nich znaczenie strategiczne, w dodatku nie chodziłeś na ich smyczy? Jednym najazdem załatwili dwa bolące ich tematy?

– Jeśli wiem, że w nocnym przeszukaniu, na które pofatygował się osobiście z Poznania do Wrocławia prokurator Stanke zabrał mi tylko teczkę z opisem, że są to materiały dotyczące CBA, oraz wniosek o zabezpieczenie z Mlekovity od Zaborowskiego, to oczywiście mam takie wrażenie i wiem, że jest ono całkowicie zasadne, bo pracowałem także przy wrabianiu sędziów Sądu Najwyższego przez osoby związane z CBA i oni o tym wiedzieli, Gmyz także, bo mnie za to atakował.  Zresztą napisałem o tym dwa teksty. Ta teczka objęta była tajemnicą, prokurator miał gdzieś zakazy z tym związane, brutalnie zabrał mi ją z mieszkania i zapewne zrobił to na polecenie szefów służb. Nie zdołali przejąć nagrań i to jest ich cierń, pozwolicie, że Wam nie powiem w której części ciała uwiera ich ten cierń.

Ale wróćmy do mlecznej krainy. Czy dziś ten zakaz ciebie jeszcze obowiązuje, z tego co mówisz, warszawski sąd stanął po twojej stronie, jest zakaz, czy go nie ma? Ludzie coraz bardziej chcą poznać te taśmy, kiedy to może nastąpić?

Pozwólcie mi proszę dokończyć. Sąd warszawski oddala dwa wnioski o zabezpieczenie w przedmiocie zakazu publikacji. 1 września 2020 roku oddala kolejny wniosek i zaczyna się prawdziwa jazda. W prokuraturze poznańskiej rodzi się diabelski plan, aby dokonać zmiany kwalifikacji prawnej postępowania. Po umorzonym 306 kk, przebijanie dat, pojawia się art. 258 kk działanie w grupie. To jest już poważny kaliber sprawy, w oparciu o taką kwalifikację wydane jest postanowienie wejścia do mnie do domu i przeszukania. Wiem, dlaczego do tej zmiany doszło. Owszem, wiedziałem, że prokuratura poznańska zamiata tę sprawę pod dywan i działa jak mi mówiono na telefon, ale nie sądziłem, że zrobią taki manewr w momencie, kiedy mec. Zaborowski nie otrzyma dla Mlekovity zabezpieczenia w postaci zakazu publikacji dla mnie.  Koincydencja czasowa jest bardzo zastanawiająca, nie ma przypadków na tej sprawie, są tylko znaki.

Sąd poznański nie zgadza się na areszt dla ciebie i nikogo z rzekomej grupy przestępczej szantażującej Mlekovitę, której miałeś być członkiem, wychodzisz po wpłaceniu 50 tys. kaucji, co to oznacza?

Sąd w Poznaniu, a konkretnie sędzia Banach na posiedzeniu aresztowym wykazał się wiedzą i znajomością akt, był ciekawy mojego stanowiska, wskazał, że prokuratura prowadzi śledztwo „opieszale”. Kaucja zaproponowana została przez mojego obrońcę w celu wykazania dobrej woli dla zabezpieczenia toku śledztwa, prokurator nie chciał się na nią zgodzić, jeśli dobrze pamiętam, bo to były ogromne emocje i nerwy, sąd ostatecznie nie podzielił stanowiska prokuratury w oparciu o zebrany materiał i nie wyraził zgody na areszt.

Prokuratorowi posypała się grupa przestępcza, która w całości wyszła na wolność, o tym media jak i sama prokuratura już pochwalić się nie chcieli.

– No cóż, ja wiem, dlaczego weszli do mnie do domu. I odpowiednie osoby przeproszą za to. Złożyłem już zażalenie do sądu na bezpodstawne zatrzymanie. Prokuratura Krajowa proszę sobie wyobrazić dwa dni po tym, jak sąd mnie wypuszcza, wydaje komunikat, aby ruszyć kolejną lawinę szczucia na mnie, wszystkie komunikaty po prawej stronie i teksty obliczone są na zmasowany atak na moją osobę, nikogo nie interesują fakty i sedno sprawy. A już kwestia ugody proponowanej przez Mlekovitę omijana jest szerokim łukiem.

Wychodzisz 30 września 2020 roku z aresztu, a 1 października warszawski sąd oddala zażalenie Mlekovity i mec. Zaborowskiego w przedmiocie oddalenia ich wniosku o dalszy zakaz dla ciebie, to sukces, bo skład sędziowski jest już tutaj trzyosobowy.

– Tak, mało tego to postanowienie nosi już klauzulę „wykonano” w piątek (09.10.2020 r.), jak dobrze widziałem w aktach warszawskich podpisał je zdaje się sędzia. Formalnie zakaz dla mnie upadł, ale zawnioskuję do sądu o stwierdzenie mi tego na piśmie. Ja już nie chcę pastwić się nad mecenasem Zaborowskim, ale współczuje Mlekovicie, że mają takiego prawnika. Zapętlił tę sprawę tak bardzo, że zgubił to, co najważniejsze, interes prawny swojego klienta. Czytałem wczoraj akta sprawy i naprawdę, nie sądziłem, że można pisać takie kocopały. W istocie rzeczy, pisma Zaborowskiego do sądu, to w olbrzymiej większości wydrukowany internet, jaki to jestem zły, niedobry, oczywiście wszystko okraszone tym, że poznańska prokuratura jest taka fajna, bo umorzyła wątek 306 kk, a Miter chce zniszczyć Mlekovitę polską patriotyczną firmę. Mam wrażenie, że Zaborowski ma taki sam kompleks, jak Gmyz, kompleks o nazwie „Miter”. To takie smutne, ale tak to wygląda. Są granice, które ci dwaj panowie przy tej sprawie przekroczyli kilkukrotnie.

A jakie będą dalsze kroki?

30 września 2020 roku mec. Zaborowski pisze pismo do sądu, zapewne oczekuje, że sąd wyrazi zgodę na areszt dla mnie, bo w tym dniu było posiedzenie aresztowe z moim udziałem, niestety prawdopodobnie wbrew oczekiwaniom mecenasa, sąd nie wyraża zgody na areszt. Pismo napisane 30 września składa w sądzie dopiero 5 października, jest to zażalenie na wydane postanowienie z dnia 1 września oddalające wniosek o zakaz dla mnie. Zażalenie to właściwie przedruk artykułów, że zostałem zatrzymany, taki elaborat o złym Miterze. Chcą w ten sposób wywrzeć na Sądzie wrażenie, jacy to oni są poszkodowani, szkoda tylko, że to, co robią, to w mojej ocenie klasyczny układ broniący się przed publikacją.

Czy mecenas Zaborowski zrobił dla Mlekovity więcej złego czy dobrego, jak pan uważa?

– Nie chcę nawet tego oceniać, ważne, że jemu i skarbówce faktury się zgadzają. Współczuję prezesowi Sapińskiemu, że nigdy nie odważył się na szczerą rozmowę i pozwolił na takie działania i fałszywe oskarżenia. Apeluję do pana Sapińskiego, aby się opamiętał.

Dziękujemy za rozmowę.

Dla przypomnienia kim jest Paweł Miter? To prawnik, autor pracy dyplomowej z działalności służb specjalnych i kontratypów czynności operacyjno-rozpoznawczych. Były dziennikarz śledczy „Warszawskiej Gazety” i „Gazety Finansowej”. Autor książki „Momenty prawdy o służbach w wymiarze sprawiedliwości i w mediach” (więcej).