Gdybym wierzył w szczerość intencji protestujących przed zmianami w TVP, to sam bym na ten protest 11 stycznia 2024 pojechał. Ale im po prostu nie wierzę. I na dodatek jeszcze dodam, że nie poprę ich dlatego, iż gdy mówiłem do nich przy różnych okazjach – personalnie wskażę (Terlecki, Biernacki –to przy okazji ustawy o szkolnictwie wyższym z 2018), i inni pomniejsi, których nie wymienię, bo pewnie by się wyparli lub co najmniej jak strusie głowę w beton wbili; ale też z sejmowej mównicy i przy okazji moich wystąpień medialnych, że stwarzają prawo i metody, które PO i jej koalicjanci, gdy przejmą władzę wykorzystają, to pukali się w swoje głowy, że to niemożliwe. Ta ich krótkowzroczność politycznie może jeszcze ich nie zabiła, ale na pewno okrutnie pokaleczyła. Lizać rany pewnie im pomoże naiwna część społeczeństwa, wpatrzona w rzekomą ich prawicowość, choć jej w ogóle nie ma (dowód pierwszy z brzegu to poparcie dla finansowania przez państwo in vitro).
Oczywiście nie wierzę też w to, że PO uczyni telewizję państwową telewizją publiczną. Obsada kierowniczych stanowisk, w tym przywrócenie Sławomira Zielińskiego nie jest nawet tego dowodem, bo to moim zdaniem zwykła prowokacja i uderzenie w twarz antykomunistycznej opozycji za czasów Polski Ludowej i jej ideowych spadkobierców. Ale też niczym się nie różni od tych zachowań, choćby Terleckiego i innych rzekomych prawicowców, którzy nie reagowali na informacje o ormowcu stojącym na czele „Solidarności” w UP Kraków (https://pressmania.pl/byly-ormowiec-jan-wladyslaw-frog-przewodniczacy-solidarnosci-na-up-krakow-nie-respektuje-jej-statutu-i-decyzji-wladz-regionu/). To przejęcie „już” TVP jest dowodem wkurzenia się Tuska na to, że TVP nie zauważyła zmian politycznych w Polsce i nadal go atakował.
Protest pewnie trochę potrwa, ale protestujący spośród posłów będą się musieli zmieniać – by nie stracić nie tyle mandatu poselskiego, choć ci zagrożeni orzeczeniem Trybunału Stanu muszą wziąć to pod uwagę, ale to potrwa (w grę chodzi czas trwania takiego postępowania i sejmowe quorum przy ich postawieniu przed TS, ale pozostałym grozi jedynie utrata części uposażenia poselskiego. Jest wielu takich, którzy na pewno będą wierni prezesowi Kaczyńskiemu, bo zbyt wiele mu zawdzięczają i jeszcze wiele będą zawdzięczać (listy wyborcze). Ale prezes Kaczyński i współprotestujący z nim muszą uwzględnić i to, że część posłów PiS będzie się jednak wykruszać z klubu PiS. Narzędzi ich pozyskiwania jest sporo. To przede wszystkim frukty w spółkach skarbu państwa dla ich rodzin i bliskich.
PiS i Kaczyński muszą więc postawić na nowych protestujących. Owszem członkowie klubów Gazety Polskiej i Akademickich Klubów Obywatelskich im. Lecha Kaczyńskiego i im podobne środowiska to dużo. Zresztą jest to środowisko, któremu tak naprawdę nic nie grozi. Ani utrata pracy – bo to zazwyczaj emeryci i renciści. Ani utrata stanowisk. Pogoda protestującym też sprzyja. Nie jest za zimno. Co najwyżej wyniosą ich z budynku lub placu przez telewizją państwową. Ale na bardziej drastyczne działania Tusk pamiętający medialny i publiczny protest z powodu tłumienia manifestacji górników, gdy rząd Kopacz oskarżano o strzelanie do nich, na pewno się nie odważy. Dlatego jak na wstępie tego akapitu zaznaczyłem PiS i Kaczyński musi postawić na innych protestujących i inne formy protestu. Inni to grupy rozczarowanych i zdesperowanych. A ich pewnie będzie przybywać wraz z decyzjami rządzących. Pierwszą grupę już mogą stanowić rozczarowani brakiem podwyżek emeryci i renciści. I choć Tusk w kampanii jej zapowiadał, to one uzależnione są od inflacji, a ta nie będzie prawdopodobnie wyższa niż 5% procent, co stanowiłoby powód podniesienia emerytur i rent. Jednak ta grupa antytuskowych manifestantów musi być „wzbudzona” brakiem tych podwyżek i propagandą – pewnie Radia Maryja.
Druga grupa protestujących – bardziej skuteczna, to „Solidarność”. Na razie Piotrowi Dudzie trudno jest znaleźć bezpośredni powód protestu tym może być brak zgody na emerytury stażowe i niewprowadzenia ustawy o nich pod obrady Sejmu albo ich odrzucenie. Ale tu też Tusk ma argument – „zamrażarka” Hołowni.
Trzecia grupa to – najbardziej prawdopodobna – rozczarowani wprowadzaniem legislacji unijnych. Ale to też potrwa.
I choć pewnie protesty przeciw przejęciu przez Tuska telewizji będą się ciągnąć, to będą słabnąć. Tusk może też stworzyć pozory pluralizmu – zaproponować jakiś ogólnie dostępny program dla całej opozycji, wydzielając w telewizji czas antenowy dla niej. Późna pora, całą opozycja, która będzie się kłócić i to będzie murowany argument, że faktycznie telewizja jest pluralistyczna, a potem i ten program można usunąć.
Czy Tusk powinien się obawiać mediów niezależnych?
Owszem tak. Pierwsze to media Tadeusza Rydzyka, które nie są finansowo uzależnione od władzy – przelewy telewidzów Telewizji Trwam i radiosłuchaczy Radia Maryja są wystarczające na funkcjonowanie tych mediów. Jeszcze jeśli Kościół katolicki je umiejętnie zareklamuje, to będzie to bardzo poważne antytuskowe medium praktycznie w każdym przedziale wiekowym. Zresztą Tadeusz Rydzyk może też stworzyć medium dedykowane trochę innej grupie odbiorców. Tym bardziej nastawionym gospodarczo a mniej ideologicznie. Pieniądze na to ma, technologie też, choć na razie brakuje mu ludzi.
Druga grupa antytuskowych mediów, to media społecznościowe dedykowane niewielkim grupom odbiorców – już, kilka tygodni po wyborach widać trend, że w nich ilość antytuskowych odbiorców i kreatorów jest coraz większa.
Trzecia grupa antytuskowych mediów to ta powiązana ze Stankiewiczem i Karnowskimi. Ona jest najsłabsza. Także dlatego, że przez 8 lat rządów PiS interesowała ich głównie kasa i ciepełko z kontaktów z władzą. Oni nie stanowią żadnego zagrożenia. Bo też nie stworzyli zaplecza dziennikarskiego.
Autor: dr hab. Józef Brynkus, prof. UP Kraków
Pracownik Katedry Edukacji Historycznej Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Pochodzi z rodu górali podhalańskich i orawskich. Polski historyk i nauczyciel akademicki, profesor UP Kraków, poseł na Sejm VIII kadencji.
Zostaw komentarz