Kiedy Krzysztof Bosak nazwał podpalenie drzwi warszawskiej siedziby Platformy Obywatelskiej „prowokacją”, media sprzyjające rządowi natychmiast ruszyły do ataku: „skrajna prawica”, „ekstremiści”, „terroryści”. Jednak ci, którzy mają pamięć dłuższą niż filmik z TikToka, zadają inne pytanie: czy to nie przypadkiem powrót podpalacza budki sprzed rosyjskiej ambasady z 2013 roku?
Bo scenariusz wygląda znajomo. Zbyt znajomo.
Płoną drzwi Platformy, a przekaz już gotowy
Podpalenie siedziby PO to gotowy materiał na medialną kampanię strachu. Przekaz? Prawica znów groźna. Trzeba „zdelegalizować narodowców”. A potem może zdelegalizować wolność słowa.
Tyle że nie pierwszy raz w Polsce coś się „samo” podpala. W 2013 roku, podczas Marszu Niepodległości, spłonęła budka strażnicza pod ambasadą Rosji. Odpowiedzialnych nie znaleziono do dziś. Ale wskazanych – owszem: uczestników marszu, środowiska narodowe, wszystkich, którzy nie pasowali do wizji „postępowej” Polski.
Tego samego dnia policja brutalnie pacyfikowała legalny marsz patriotów. A media – w porozumieniu z rządem – wprowadziły narrację o „faszystach w Warszawie”.
Państwo Tuska: policyjne pałki zamiast argumentów
Nie trzeba mieć krótkiej pamięci, by pamiętać, czym był aparat represji za pierwszych rządów Donalda Tuska. To nie były pojedyncze incydenty, to był systemowy terror wobec Polaków niewygodnych dla władzy.
W 2011 i 2013 roku uczestników Marszu Niepodległości bito, kopano i gazowano, mimo że szli legalnie i pokojowo.
W 2015 roku strzelano gumowymi kulami do protestujących górników w Jastrzębiu-Zdroju.
Policja działała nie jak służba porządkowa, lecz jak zbrojne ramię rządu junty Tuska, którego jedynym celem było pacyfikowanie patriotyzmu.
Prowokacja jako narzędzie rządzenia
Gdy rząd nie ma już żadnych sukcesów, a społeczeństwo zaczyna się buntować – sięga po stare metody. Prowokacja to ulubione narzędzie władz, które tracą kontrolę.
Dzisiejsza rzeczywistość to chaos. Protesty rolników. Fala nielegalnej migracji. Kolejne kompromitacje ministra Źurka. Upadek służby zdrowia. Społeczne niezadowolenie rośnie. A wtedy – nagle – ktoś podpala drzwi do siedziby PO.
Zbyt wygodne. Zbyt idealne dla władzy, która potrzebuje nowego wroga. A jeśli nie da się go znaleźć – trzeba go wykreować.
Seryjny samobójca znów w grze?
Rządy Donalda Tuska to nie tylko prowokacje i policyjna brutalność. To także ciąg niewyjaśnionych zgonów, które do dziś budzą niepokój.
Pamiętamy:
Tajemniczą śmierć Andrzeja Leppera. Samobójstwa osób związanych z aferą hazardową i aferą Amber Gold oraz Zamachem Smoleńskim. Znikających świadków i milczenie prokuratury.
W Polsce czasów rządów Platformy Obywatelskiej zrodziło się pojęcie „seryjnego samobójcy”. I choć brzmi jak czarny humor – dla wielu rodzin ofiar to dramat bez wyjaśnienia.
Medialna propaganda w pełnej mobilizacji
Po przejęciu mediów publicznych w grudniu 2023 roku, nowa władza zamieniła dziennikarzy w funkcjonariuszy propagandy. TVP, TVN, Onet, Gazeta Wyborcza – wszyscy mówią jednym głosem.
Opozycja jest „faszystowska”. Marsze patriotyczne to „zagrożenie dla demokracji”. Sprzeciw wobec Unii Europejskiej to „rosyjska narracja”.
Ludzie przestają myśleć – zaczynają powtarzać slogany.
To nie wolność mediów. To mediokracja, w której rząd nie musi już uciszać opozycji siłą – robi to mikrofonem i kamerą przy pomocy mediów.
Dehumanizacja przeciwnika – wstęp do przemocy
Niepokoi także język, jakim obecna władza mówi o swoich przeciwnikach. „Szury”, „foliarze”, „katole”, „ciemnogród” – to nie jest polityczna debata. To język nienawiści, mający odebrać człowieczeństwo tym, którzy myślą inaczej.
W ten sposób buduje się społeczne przyzwolenie na represje. Skoro przeciwnik to „szur” – można go zablokować w mediach. Skoro to „ciemnogród” – można odebrać mu prawa obywatelskie.
To nie są przypadkowe słowa. To język nowoczesnego totalitaryzmu, który nie potrzebuje obozów – wystarczy mu Internet i kontrola przekazu.
Nie dajmy się wciągnąć w ich grę
Podpalenie drzwi PO to nie tylko incydent. To jasny sygnał, że reżim Tuska szykuje nową ofensywę. Szuka pretekstu, by zaostrzyć represje i wyciszyć sprzeciw.
Musimy być mądrzejsi od nich. Nie możemy dać się sprowokować. Nie dajmy się władzy zastraszyć.
Polska jest dziś na rozdrożu – między społeczeństwem obywatelskim a państwem policyjnym. I tylko od naszej odwagi zależy, którą drogą pójdzie.
To już było, ale wróciło?
Donald Tusk i jego koalicja 13 grudnia budują państwo oparte na przemocy symbolicznej, medialnej i fizycznej. W ich rękach są służby, sądy, media.
Ale w naszych rękach pozostaje prawda. I tego nie są w stanie nam odebrać.
Niech pamiętają – historia zna wiele przykładów, kiedy reżimy upadały nie z powodu rewolucji, lecz z powodu własnych kłamstw, które w końcu przestawały działać.
Zostaw komentarz