Z wielką prośbą o uważna lekturę- BO SPRAWA JEST ABSOLUTNIE FUDAMENTALNA- i, jeśli uznacie to za stosowne, o podanie dalej.

To, ile za Uśmiechniętej Władzy pojawiło się pożytecznych idiotów Putina (lub w pełni świadomych agentów wpływu Kremla) poraża.
Takiego zagęszczenia tego typu osobników w instytucjach państwowych nie było od lat 90tych.

Czasem zresztą ich prosyjskość wynika ze skrajnej proniemieckości, tej w wersji schroederowskiej.
Poniżej opowiem Wam o jednym z nich, o dyrektorze Instytutu Pileckiego, Ruchniewiczu. Osobnik ten został wyznaczony przez Uśmiechniętą Polskę do konkretnego zadania. Zniszczyć niegdyś prężną, walcząca z rosyjską propagandą instytucję, o międzynarodowej renomie- Instytut Pileckiego. Zrobił to wszystko przy akceptacji swoich patronów, Rypsona i min kult Wróblewskiej.

To co, porozmawiamy o rosyjskich wpływach w Polsce na poważnie, bez bredni Piątka?

Ruchniewicz jak w soczewce pokazuje nowe „standardy” Uśmiechniętej Polski. I powiem jedno. Wyć się chce nad tą podłością, amatorką i zwyczajną zdradą polskich interesów

Dyrektor Instytutu Pileckiego, prof Krzysztof Ruchniewicz, nie ma dobrej passy.
Co rusz wybuchają afery, piszą o nim od lewa do prawa jako osobie nieudolnej, która blokuje i niszczy tak istotne dla państwa polskiego programy – Centrum Lemkina czyli dokumentowanie świadectw rosyjskich zbrodni, czy muzeum obławy augustowskiej, jedną z najważniejszych inwestycji ostatnich lat państwa polskiego. Zasłynął zablokowaniem badań nad zrabowaną sztuką – odwołał konferencję w Berlinie ze względu na dobrostan Niemców oraz postanowił całkowicie przekształcić program Zawołanych po imieniu. Nie wspominam już o prawdziwej obsesji Krzysztofa Ruchniewicza czyli jego walce i kolejnych próbach zniszczenia prężnego oddziału w Berlinie.

O dyrektorze słusznie mówi się że to proniemiecka opcja nordstream. Tzn proniemiecka rozumiana w sensie imperialnych deali między Rosją a Niemcami, Ruchniewicz to wielki miłośnik SPD i nieprzypadkowo w trzy miesiące po inwazji Rosji na Ukrainę postulował honoris causa na swojej macierzystej uczelni dla prezydenta Steinmeiera (z sukcesem) – tak to ten który wspierał nord stream i o którym w tym samym czasie w Niemczech pisano najostrzej jako o tym, który był wspólodpowiedzialny za pelnoskalowa wojnę. To dlatego trzeba zobaczyć jako nieprzypadkowe zamykanie programów o zrabowanej sztuce w Berlinie, czy generalnie walkę z ideą aktywnego instytutu w Niemczech, walke z programami z opozycja białoruska czy blokowaniem ukraińskich projektów. Wszystko co szkodzi niemieckiej racji stanu rozumianej w duchu partii Schroedera musi zostać zablokowane w zarządzanej przez niego instytucji.

Nie znaczy to oczywiście, że Ruchniewicz nie może się pochwalić sukcesami.

Wymieńmy je.
W oddziale w Szwajcarii – po szumnych deklaracjach o rzekomych malwersacjach, z których nic się nie ostało – Ruchniewicz otworzył z dumą restauracje i skomentował że „wreszcie ruszyło”.

Więcej sukcesów brak. Bo już w oddziale w USA nie dzieje się nic. Generalnie w Instytucie nie dzieje się nic. Dyrektorem jest już 8,5 miesiąca ale trzeba zrozumieć – Krzysztof Ruchniewicz jeszcze do niedawna pracował na 4 etatach, aktualnie pracuje na 3. Dlatego – co jest tajemnicą poliszynela – przychodzi do pracy incydentalnie 2 dni w tygodniu, w porywach do trzech, choć często bywają i takie tygodnie w których nie ma go w ogóle. W Augustowie był – uwaga – dwa razy, w USA ani razu. Złośliwi twierdzą że to dlatego że Ruchniewicz nie zna angielskiego i też dlatego odrzucił projekt Jacka Fairweathera o polskich więźniarkach w Ravensbrueck bo nie był w stanie zrozumieć kosztorysu. Ale to plotki. Faktem jest że jako swojego zastępcę ds naukowych z zadaniem tworzenia programów badawczych nad XX wiecznymi totalitaryzmami uczynił autora licznych popularnych dla młodzieży publikacji o królach polskich. Tak, albowiem dyrektor ds naukowych Instytutu Pileckiego, którego zadaniem jest wspierać badania w obszarze tak ważnym dla polskiej historii jest… mediewista. Trudno określić czy dobry badacz i znany ale przede wszystkim to bliski przyjaciel Ruchniewicza. Najważniejsze że wspólnie mają problemy na uniwersytecie wrocławskim, w związku z niejasnościami finansowymi i podejrzeniem malwersacji w Centrum Willy Brandta. Prokuratura wszczęła pod koniec kwietnia śledztwo w sprawie.

Obraz Uśmiechniętej Zmiany w Pileckim jest po prostu przerażający – wszyscy, którzy się tam jeszcze ostali mówią to samo- o kompletnym szaleństwie i antyzarządzaniu, poniżaniu i przemocy wobec pracowników jakich dopuszcza się kierownictwo. Absurdy i kompletny chaos, zarządzanie mające poważne znamiona mobbingu, polowanie na czarownice, szukanie haków i preparowanie fałszywych zarzutów, blokowanie jakiejkolwiek działalności, chwalenie się nieswoją pracą oraz duże i rozbudowane delegacje zagraniczne dyrekcji – to główne cechy obecnej sytuacji w Instytucie. Wszystkim tym często podłym zachowaniom daje patronat pani ministra – Hanna Wróblewska, a także szara eminencja ministerstwa Piotr Rypson, o którym mówi się, że niszczenie wszystkiego co cenne w instytucie sprawia mu przyjemność. Ma to być ten akt zemsty na Glińskim ale przede wszystkim na twórczyni i wizjonerce Instytutu – Magdzie Gawin.

Casus Ruchniewicza pokazuje najważniejsze modus operandi Tuska i jego nominatów. Zasada jest prosta – to co się udało za PiS trzeba zniszczyć a ludzie mają byc poniżani, okradani z dobrego imienia i niszczeni.

A że przy okazji zrobi się dobrze Putinowi? Zaczynam mieć wrażenie, że tym lepiej.

Autor: Dawid Wildstein