Rosyjski nazista Aleksander Dugin mówi często o „geografii sakralnej”. Niestety, dostrzegam coraz więcej podobieństw do Dugina u części ukraińskich nacjonalistów. Poglądy Dmytra Jarosza i innych przedstawicieli tego nurtu można określić analogicznie mianem „etnografii sakralnej”. Oni sami takiego terminu nie używają, ale moim zdaniem dobrze oddaje on istotę ich myślenia.

Jarosz powiedział ostatnio wprost:

„Wzywam was, abyście przyjęli, że na naszej ukraińskiej ziemi byliście okupantami — tak jak Rosjanie są dzisiaj. A my, Ukraińcy, mieliśmy i nadal mamy absolutne prawo niszczyć najeźdźców i agresorów na naszej danej przez Boga ziemi”.

Od dawna zwracam uwagę, że wielu Ukraińców wyznaje wiarę w istnienie odwiecznych i wyłącznych terytoriów etnicznych, przynależnych im niejako „z Bożego nadania”. Uważam, że właśnie takie podejście doprowadziło do masowej eksterminacji Polaków. Radykalni nacjonaliści mówią o tym wprost. U tych bardziej umiarkowanych można to często odczytać między wierszami.

Ostatnio Dmytro Jarosz wyraził tę ideę wyjątkowo jasno. Dał wyraz przekonaniu, że Ukraińcy posiadają własne „etniczne” terytorium — rzekomo odwieczne, niezmienne, nienaruszalne i wyłączne. Na takim „etnicznym terytorium”, „danym przez Boga”, mają rzekomo prawo zabijać „czużyńców”, i to nie tylko żołnierzy czy funkcjonariuszy, ale także cywilów, włącznie z kobietami i dziećmi.

Jarosz usprawiedliwia dawnych banderowskich ludobójców, ale jednocześnie wyraża ten sam sposób myślenia. W imię tej sakralnej etnografii Ukraińcy mają mieć prawo zabijać przedstawicieli innych narodów tylko dlatego, że zamieszkują terytorium uznawane za „dane przez Boga”.

Ten ich „Bóg” przypomina raczej tego czarnego i z rogami, ponieważ tego rodzaju etniczne teorie są nie tylko zbrodnicze, ale również całkowicie sprzeczne z rzeczywistością. Terytoria zamieszkiwane przez poszczególne narody czy grupy etniczne zawsze były zmienne, trudne do jednoznacznego określenia, a pomiędzy nimi istniały strefy przejściowe i mieszane. Dotyczyło to nawet terenów górskich, gdzie granice wydają się naturalne, jak między Polską a Słowacją. Tym bardziej strefy przejściowe występowały na równinach i stepach.

Niestety, ukraińscy nacjonaliści tacy jak Stepan Bandera czy Dmytro Jarosz wierzą w istnienie „odwiecznych terytoriów etnicznych”, należących wyłącznie do Ukraińców, a obecność mniejszości narodowych na tych terenach może być — w ich logice — zwalczana w imię tego, co nazywam „sakralną etnografią”, analogiczną do rosyjskiej „sakralnej geografii” Dugina.

Tego, co mówi Dmytro Jarosz i jemu podobni, nie należy lekceważyć. W przyszłości takie poglądy mogą przełożyć się na konkretne działania również wobec obecnych granic Polski, ponieważ ukraińscy nacjonaliści za swoje „ziemie dane przez Boga” uważają m.in. Podkarpacie, Chełmszczyznę oraz znaczną część Podlasia.

Na razie jednak to Ukraińcy padają ofiarą Rosjan myślących w sposób analogiczny do Dmytra Jarosza. Rosyjscy nacjonaliści już kilkanaście lat temu rozpoczęli swoje działania od argumentów etnicznych, uznając wschodnią Ukrainę za „ziemie etnicznie rosyjskie”. Z kolei najbardziej radykalni zwolennicy „geografii sakralnej” Dugina traktują całą Ukrainę jako „odwieczne terytorium świętej Rusi”.

Źle się dzieje we wschodnich głowach — i nie dotyczy to wyłącznie Rosjan.