Świat wkroczył w długotrwały okres rozpadu dotychczasowego ładu międzynarodowego, turbulencji, chaosu, konfliktów handlowych, gospodarczych, migracyjnych, kosmicznych, wodnych oraz lokalnych konfliktów militarnych. Nie można wykluczyć także konfliktu globalnego. Obejmują one zarówno całą półkule północna, jak i południową część Azji, a także Afrykę. Wydaje się, że tylko Południowa Ameryka jest od nich wolna, ale i ta część świata, bardziej w sposób przedmiotowy niż podmiotowy, jest także wciągana w międzynarodową rywalizację.
Zagrożenia dla Europy
Obecnie Europa wolna w swej dominującej części od wojen od ponad 80 lat staje się terenem rywalizacji, zewnętrznych, ale i wewnętrznych dążeń ekspansjonistycznych, budową nowych ośrodków siły, zmieniających dotychczasowy układ sił i zagrożona jest zarówno kryzysem migracyjnym, jak też i rosyjskim militaryzmem. Świat staje się coraz bardziej skłócony i niebezpieczny. Jawiące się zagrożenia mogą być jeszcze bardziej niebezpieczne niż te, z którymi mieliśmy do czynienia w czasie II wojny światowej.
Oczywiście nie ma determinizmu i jest możliwe rozbrojenie najbardziej niebezpiecznych zagrożeń i uniknięcie wojny totalnej. Niemniej nadchodzące dekady będą okresem chaosu, rywalizacji i zagrożeń dla pokoju, zanim wyłoni się nowy porządek międzynarodowy.
I choć Europa staje się terenem także dla globalnych rywalizacji, bo współczesny świat się zmniejszył i nie sposób dziś stać z dala od zasadniczych wyzwań w polityce światowej, to Europa ma także własne kontynentalne zagrożenia dla niej specyficzne, choć także wpisujące się w globalny kontekst. Europa choć jeszcze stosukowo zamożna i bogata, z każdym rokiem osuwa się w udziale w światowej gospodarce i popada w technologiczne zapóźnienie.
Dotychczasowe przewagi, choć jeszcze na jakiś czas dają jej miejsce w polityce światowej, są eliminowane przez samobójczą politykę gospodarczą, katastrofę demograficzną i samobójczą politykę kulturową. Europa z każdym rokiem coraz mniej się liczy w światowej polityce, staje się coraz bardziej jej przedmiotem, a nie podmiotem. Co nie znaczy ze nie ma swojej autonomicznej polityki, która także może prowadzić do przyspieszenia jej upadku, a także do zintensyfikowania konfliktów zagrażających jej pozycji. Przede wszystkim mamy do czynienia z silną presją migracyjna z Afryki i Azji. Nastąpiło odrodzenie ekspansjonizmu rosyjskiego, który ze względu na pozycję Chin w Azji może kierować się tylko w kierunku zachodnim. I wreszcie gospodarka europejska, nie tylko w szybkim tempie traci swoja konkurencyjność, zwłaszcza w zakresie wysokich technologii, ale także stała się strefą zgniotu amerykańsko-chińskiego.
Wszystkie te wyzwania podminowują pozycję Europy we współczesnym świecie i prowadzą do jej marginalizacji. Zwłaszcza presja migracyjna będzie trwała co najmniej przez parę dekad. To wraz z katastrofą demograficzną europejskich narodów będzie prowadziło zarówno do przyśpieszenia procesów degradacji ekonomicznej, jak i do swoistej bałkanizacji poszczególnych państw i narodów, który to proces przyspieszy eliminacje tych narodów z podmiotowej polityki światowej. Bałkanizacja narodów europejskich praktycznie wykluczy te narody z podmiotowej polityki nie tylko światowej, ale także w sposób bardzo istotny osłabi ich możliwości przeciwdziałania rosyjskiej ekspansji militarnej i chińskiej ekspansji gospodarczej.
Militaryzm Niemiec i Rosji jako cel dominacji w Eruopie
Otóż w Europie mamy do czynienia z państwami, w których ekspansjonizm jest silnie zakodowany w ich DNA. Są to Francja, Wielka Brytania, Niemcy, Rosja i poza Europą Turcja. Francja i Wielka Brytania chylą się zdecydowanie ku upadkowi i jedynie posiadanie broni nuklearnej chroni ich częściowo przed wyeliminowaniem z polityki światowej, a nawet polityki europejskiej, ale w sposób drastyczny ogranicza ich możliwości działania. Natomiast zarówno Rosja, jak ostatnio i Niemcy zwracają się w stronę militaryzmu, jako ostatniej nadziei utrzymania i ewentualnego rozszerzenia swojej dominującej pozycji na naszym kontynencie.
Warto zwrócić uwagę, że militaryzm jest często ostatnią nadzieją upadających mocarstw, które w nadziei odniesienia militarnych sukcesów widzą szanse na odwrócenia tendencji dekadenckich. Oczywiście militaryzm jest zorientowany przede wszystkim przeciwko własnym najbliższym sąsiadom, kosztem których dąży się do wzmocnienia własnej pozycji. W sposób jawny ten kierunek ekspansji definiuje Putin i jest on zgodny z wielowiekową rosyjska kulturą strategiczną. Ale w sposób podobny także definiują władze post hitlerowskich Niemiec. Niemcy swoją ekspansję definiują jako niemieckie przywództwo w „zjednoczonej” Europie, rozumiane jako centralizacja Unii pod niemieckim przywództwem. W celu wzmocnienia swojego „przywództwa” także wracają do militaryzmu i budując na nowo armię, dążąc do narzucenia i zagwarantowania, także siłą, własnej hegemoni, której zasady sformułowane zostały już w czasie I wojny światowej przez Friedrycha Naumana w książce „Mitteleuropa”.
Niemcy i Rosja to dwa rewizjonistyczne państwa, które dążą do zmiany europejskiego ładu. I choć oba mają rewizjonistyczne cele, to jednak na tym etapie są to cele konfliktowe. Nie znaczy to, że Niemcy nie chcą się porozumieć z Rosją, ale chcą się z nią porozumieć na własnych, a nie na rosyjskich warunkach. To znaczy liczą, tak jak w czasie I wojny światowej, że obecny konflikt rosyjsko-ukraiński pozwoli przesunąć linie własnych wpływów bezpośrednio na granicę zachodnią Rosji. To różni tą politykę Niemiec od polityki w czasie II wojny światowej, w czasie której mieli nadzieję na zniszczenie państwa rosyjskiego i jego całkowite podporządkowanie III Rzeszy. Niemcy liczą na wykorzystanie potencjału państw unijnych do obrony niezależności Ukrainy od Rosji i jej podporządkowanie własnym wpływom, co wyraźnie wzmocniłoby niemieckie pozycje w Europie Wschodniej. Obrona suwerenności Ukrainy ma w planach niemieckich wzmocnić niemiecką hegemonię także w Europie Zachodniej. A ekspansjonizm rosyjski w tej koncepcji ma pełnić rolę wymuszającą podporządkowanie się państw wschodniej części kontynentu niemieckiej polityce.
Niemiecko-ukraińskie zagrożenie dla Polski
Dziś głównym narzędziem podporządkowania sobie Europy Wschodniej ma być sojusz niemiecko-ukraiński. Sojusz, który z jednej strony odpycha Rosję od Europy Wschodniej, ale z drugiej, izolując Polskę, podporządkowuję tę część kontynentu Berlinowi. Ten sojusz jest także korzystny dla Ukrainy. Bo z jednej strony daje gwarancje pomocy militarnej Unii Europejskiej, ma charakter antyrosyjski, ale także ma charakter antypolski. Trzeba pamiętać, że oprócz ukraińskich tradycji współdziałania z Polską, na Ukrainie jest silna tradycja samobójcza konfliktu z Polską i szukania sojuszu z wrogami Polski.
Tak było w czasie I Rzeczpospolitej i tak było w XX wieku i jest obecnie. Wyrazem tej samobójczej polityki była umowa perejesławska i opcja na Niemcy w czasie I i II wojny światowej. Załamanie się Rzeczpospolitej, czy jej porażka, oznaczały jednocześnie klęskę Ukrainy. Doświadczenie historyczne wskazuje, że tylko sojusz Ukrainy z Polską może przynieść zarówno korzyści ekonomiczne Kijowowi, jak też daje szanse utrzymania niepodległości. Tym razem ta samobójcza polityka kieruje się ku szukaniu w Berlinie własnego patrona. Sojusz niemiecko-ukraiński jest fundamentalnym zagrożeniem nie tylko dla Polski, ale także dla innych narodów naszej części Europy, w tym narodu ukraińskiego. Bo dla Niemiec Ukraina nie ma pełnić roli podmiotowej, ale ma być trwale uzależniona od polityki Berlina, z jego także grą z Moskwą w celu utrzymania podporządkowania Kijowa polityce Berlina. A słabniecie w dłuższej perspektywie czasowej Niemiec podważa jakość niemieckich gwarancji dla Kijowa.
Otóż gwarancją trwałego pokoju w Europie oraz wolności narodów naszej części kontynentu nie jest dominacja Niemiec na kontynencie europejskim. Niemcy z jednej strony są zbyt duże, żeby pełniły konstruktywna rolę w europejskim ładzie politycznym. Mają bowiem trwałą pokusę dominacji, a jednocześnie są zbyt słabe, żeby Europie zapewnić bezpieczeństwo. Dlatego opcja na Berlin to rezygnacja z własnej podmiotowości w zamian za tylko iluzję trwałych i silnych gwarancji własnego bezpieczeństwa. Nadal gwarantem bezpieczeństwa europejskiego pozostaną Stany Zjednoczone, a nie Niemcy, nawet gdy rozbudują swój potencjał militarny. Jedyną realną gwarancją, poza amerykańska, jest stworzenie w Europie Wschodniej takiego potencjału siły, który jednocześnie balansowałby, zarówno niemiecki, jak i rosyjski ekspansjonizm.
Stworzenie takiego potencjału siły w Europie Wschodniej powinno być celem strategicznym państw tego obszaru w budowie nowego ładu europejskiego. Takim ośrodkiem siły była I Rzeczpospolita od XV do XVII wieku. Pierwsza Rzeczpospolita była jednym państwem, ale o federacyjnym charakterze. Dziś sama Polska nie jest w stanie stworzyć takiego potencjału, dlatego najlepszym rozwiązaniem byłby sojusz militarny państw leżących na terenach I Rzeczpospolitej. Upadek takiego ośrodka siły, jakim była Rzeczpospolita, przekreślał jakiekolwiek marzenia o odzyskaniu podmiotowości narodów żyjących pomiędzy Rosja a Niemcami. Sojusz ukraińsko-austriacki w czasie I wojny światowej i ukraińsko-niemiecki w czasie II wojny światowej uderzał w Polsce, państwo w oparciu o które mógłby powstać taki ośrodek. W tamtym czasie Polska była jeszcze za słaba, ale dziś jest w stanie z innymi narodami tej części kontynentu wytworzyć taki ośrodek. Byłoby to rozwiązanie optymalne pod warunkiem, że wszystkie państwa tego obszaru dążyłyby lojalnie do jego stworzenia. Natomiast dziś wyraźnie widać, że Ukraina, podobnie jak w przeszłości, wybrała inną strategię. Strategię współpracy z Niemcami i osłabiania Polski. Otóż budowanie własnej tożsamości narodowej przez Ukrainę na tradycji antypolskiej i zbrodniczej UPA jest kierunkiem, który legitymizuje wrogą wobec Polski politykę Kijowa i odrzucenie koncepcji budowania wspólnego bloku, balansującego zarówno potencjały Rosji, jak i Niemiec.
Jeżeli taki ośrodek nie powstanie, to znaczy, że tej części naszego kontynentu grozi niestabilność i podatność nie tylko na wpływy zewnętrzne, ale także na dominację terytorialną. Polsce pozostaje wtedy polityka z jednej strony blokowania proniemieckiej Ukrainy, z drugiej wysiłek stworzenia sojuszu militarnego z pozostałych państw graniczących z Rosją – od Szwecji i Finlandii po Turcję. Stworzenie sojuszu militarnego, który stopniowo by także zastępował dekadencką Unię Europejską we współpracy gospodarczej. Słabnące Niemcy w długiej perspektywie czasowej nie będą w stanie zagwarantować Ukrainie suwerenności, nie mówiąc już o integralności. Niemcom bowiem zagraża nie tylko ekspansjonizm zachodni Rosji, ale przede wszystkim kryzys migracyjny, bałkanizacja tego państwa i wyczerpanie dotychczasowego modelu rozwoju gospodarczego, związanego z odwrotem od globalizacji i wzrostem chińskiej konkurencji. A po wojnie Ukraina będzie słabym państwem, które nie może liczyć na efektywną pomoc unijną, bo państwa wspólnoty same będą ulegały ekonomicznej degradacji. Co więcej, proniemiecka Ukraina będzie blokowana przez Polskę w jej akcesji i w uzyskiwaniu środków rozwojowych. W polskim interesie nie leży ani proniemiecka polityka Kijowa, ani jej konkurencja zwłaszcza w rolnictwie i transporcie z Polską. Zablokowanie członkostwa proniemieckiej Ukrainy w Unii jest naszym fundamentalnym celem.
Oczywiście pozostaje problem samej Unii, która ulega przyspieszonej dekadencji gospodarczej. Powstaje pytanie, jak długo państwa europejskie wytrzymają antyrozwojową politykę Komisji Europejskiej. Wydaje się, że upór KE w forsowaniu własnych antyrozwojowych regulacji wydatnie przyspieszy procesy rozkładowe tej organizacji. Bo nawet Niemcy, dla których Unia prowadzi bardzo korzystną politykę, nie są w stanie zaakceptować jej szaleństw ideologicznych, związanych z religią klimatyczną. Unia niewątpliwie weszła na ścieżkę samozniszczenia, choć trudno zdefiniować jego tempo i zakres.
Jednak nie ulega wątpliwości, że ukraińskie nadzieje, związane z wykorzystaniem Unii do jej rozwoju, są w znacznym zakresie złudne i oparte jedynie na złudzeniach a nie na realnej ocenie rzeczywistości. W tej perspektywie to nie Ukraina, a Niemcy będzie beneficjentem jej złudzeń. Co więcej polska blokada ukraińskiego akcesu będzie dla Berlina wygodna, bo nie będzie on musiał ponosić żadnych istotnych kosztów własnej polityki wobec Ukrainy.
W tej sytuacji Polska powinna w sposób zdecydowany przeciwstawić się ukraińskiej i niemieckiej polityce. Jej wymiar jest zarówno bilateralny, jak i regionalny. Naszym strategicznym celem jest wypchnięcie Rosji z polityki europejskiej. To znaczy, że Ukraina ma zachować własną suwerenność, ale już niekoniecznie własną integralność. W polskim interesie leży trwały konflikt rosyjsko-ukraiński, a gwarantem tego konfliktu będzie rosyjska okupacja części ziem ukraińskich. Także w polskim interesie jest kontynuacja wojny do czasu, gdy Ukraina jest w stanie zadawać bolesne ciosy rosyjskiej gospodarce. Te zniszczenia mogą znacząco osłabić możliwości rosyjskie do kontynuowania ekspansji, nawet po zakończeniu, czy tylko przerwaniu zbrojnej fazy konfliktu z Ukrainą.
Im dłużej trwa niszczenie rosyjskiej gospodarki, zwłaszcza jej segmentu energetycznego tym bardziej zmienia się układ sił ekonomicznych w naszej części świata, a w konsekwencji może to prowadzić do wewnętrznej rewolty osłabiającej państwo rosyjskie i jego możliwości prowadzenia zewnętrznej polityki. Strategicznym celem Polski jest wyparcie Rosji z polityki europejskiej, a to oznacza zarówno likwidację okręgu królewieckiego, na tym etapie jego demilitaryzację, jak też wypchniecie wpływów rosyjskich z Białorusi. W długiej perspektywie Rosja słaba i podzielona jest celem naszej polityki, co nie znaczy naszych aktywnych działań. Czas pracuje przeciwko Rosji i nie należy przyspieszać naturalnych procesów, a zwłaszcza przez polskie działania. To byłoby niebezpieczne dla Polski, dlatego należy te procesy pozostawić naturalnemu biegowi.
Należy także dążyć do osłabienia Niemiec. Dziś państwo niemieckie chce poprzez centralizację Unii i własne zbrojenia wykorzystać potencjał krajów unijnych do budowy własnej hegemonii i własnej przewagi. Przyjazne stosunki z Niemcami, jak pokazuje historia, były wtedy, gdy państwo to było słabe i podzielone. Po pierwszej wojnie światowej państwa alianckie, zwłaszcza Francja, zamiast przywrócić podział Niemiec, w nadziei uzyskania reparacji, wzmocniły ich centralizację. To był fundamentalny błąd, który zemścił się II wojną światową. Osłabianie rozwoju Niemiec w naszym przypadku, oprócz blokowania centralizacji Unii, oznacza polską dekolonizację gospodarczą, w stosunku zwłaszcza do Niemiec. Także blokada antyrozwojowej polityki Unii i deregulacja prowadzenia działalności gospodarczej, zwłaszcza w sektorze małych i drobnych przedsiębiorstw, oraz polskie zbrojenia, w tym przywrócenie obowiązkowej służby wojskowej, tak abyśmy nie byli zależni militarnie od Niemiec. Nie mniej dopóki niemieckie państwo jest częścią Europy Wschodniej, to znaczy ich terytorium leży na wschód od Łaby, zawsze będziemy mieli do czynienia w naszym życiu narodowym z niemieckim wyzwaniem. Otóż Łaba jest zasadniczą granicą geopolityczną w Europie. Europa bowiem nie jest zjawiskiem geograficznym, a kulturowym i cywilizacyjnym, a jej granice nie leżą na Uralu, jak to sobie wykoncypował car Mikołaj II, ale tam gdzie sięgają gotyckie i barokowe kościoły, czyli na wschodniej granicy I Rzeczpospolitej. I podział na Łabie dzieli Europę na wschodnią i zachodnią. Koncept „Europy środkowej” nie jest konceptem geopolitycznym a literackim, wymyślonym w okresie komunizmu przez ówczesną opozycje antykomunistyczną.
Ekspansja Niemców za linię Łaby uczyniła ich narodem także wschodnioeuropejskim, otwierając im szerokie możliwości. Dopóki Niemcy są narodem także wschodnioeuropejskim, zawsze będą miały pokusę i silną skłonność do ekspansji na Wschód. To czyni to państwo naszym strategicznym przeciwnikiem. Dopiero wypchniecie Niemców za Łabę, co w warunkach obecnej katastrofy demograficznej w Polsce jest niestety niemożliwe, lub ich podział, co także jest bardzo mało prawdopodobne, stworzyłoby warunki geograficzne likwidacji niemieckiego zagrożenia geopolitycznego i stworzyłoby trwałe warunki pokoju z Niemcami.
Trzeba bowiem pamiętać, że stworzenie potencjału balansującego Niemcy ma wymiar nie tylko militarny, ekonomiczny, ludnościowy, kulturowy i moralny, ale także geograficzny.
Polska strategia wobec Ukrainy
W tej sytuacji pozostaje zdefiniowanie naszej polityki wobec Ukrainy. Likwidacja rosyjskiego zagrożenia wymaga nie tylko wypchnięcia Rosji z polityki europejskiej, a to oznacza utrwalenie niezależności państwa ukraińskiego od Rosji. Naszym celem strategicznym jest bowiem trwałe osłabienie państwa rosyjskiego i jego podział. Przyjazne stosunki z Rosją są wtedy tylko możliwe, gdy jest słaba i podzielona. Istnienie niezależnego od Rosji państwa ukraińskiego nie tylko wypycha Rosję z Europy na kierunki południowo-wschodnie, ale także rozwiera obcęgi niemiecko-rosyjskie, ściskające cały obszar naszej części kontynentu europejskiego. I choć stwarza zagrożenie samobójczą polityką Ukrainy, orientowania się na Moskwę, to jednak daje Warszawie istotne instrumenty nacisku na Kijów. I to zarówno poprzez aktywną politykę sojuszniczą państw wschodnich – od Skandynawii po Turcję, jak też umożliwia aktywną politykę kooperacji, także z Rosją. Nie po to, aby zlikwidować ukraińskie państwo, a po to, żeby je przywołać do rzeczywistości. Otóż niepodległa Ukraina stwarza warunki do bardziej partnerskiej polityki wobec Rosji. Wbrew pozorom, nie jest to polityka „równego dystansu”. Nie może być taka, bo mamy do czynienia z podmiotami o bardzo nierównym potencjale. Jest to polityka, która w sytuacji zagrożenia suwerenności Ukrainy ma ją wspierać, ale za wymagane przez Polskę koncesje polityczne, militarne, gospodarcze i kulturowe.
Suwerenność, a nie integralność Ukrainy jest celem polskiej polityki...
Nasza pomoc powinna być ograniczona do obrony suwerenności, jeżeli byłaby ona fundamentalnie zagrożona, a nie integralności i zagrożeń, gdy sama Ukraina, bądź przy pomocy innych państw, jest w stanie bronić swojej suwerenności. Lepiej żeby koszty obrony suwerenności ponosiły inne państwa a nie Polska. Natomiast naszym celem taktycznej współpracy z Moskwą mają być z jednej strony nasze korzyści gospodarcze, a z drugiej utrzymywanie w sojuszu z Polską Ukrainy. W sytuacji radykalnego zagrożenia suwerenności Polska powinna wesprzeć Ukrainę, natomiast w sytuacji, gdy Ukraina uzyskała pomoc innych państw i w sytuacji w której nie spełnia naszych postulatów politycznych, zrozumiałe jest jej ograniczenie a nawet jej wstrzymanie. Dziś wstrzymanie pomocy Ukrainie nie zagraża utratą jej suwerenności i osłabieniem jej mozliwości prowadzenia wojny. Co więcej, mamy do czynienia z ujawnieniem sprzeczności naszych długofalowych celów politycznych.
Tą sprzecznością jest ukraińska orientacja na Niemcy i budowanie swojej tożsamości narodowej na kulcie zbrodniczej formacji UPA.
Spór o UPA to nie tylko spór o historię, czy o ekshumacje, co także jest ważne, ale przede wszystkim jest to spór o ukraińską tożsamość narodową i jej politykę. Budowanie swojej tożsamości na kulcie zbrodniczej formacji jest dla Polski ogromnym zagrożeniem i aktem najwyższej wrogości wobec państwa i narodu polskiego. Polska po prostu nie może na to pozwolić.
Dlatego w takiej sytuacji zastosowanie represji ekonomicznych i materiałowych wobec Ukrainy jest zasadne. Niestety państwo polskie nie wykorzystało możliwości lat 90-tych, gdy była możliwość potępienia przez państwo polskie zbrodni UPA, a później także spychało te kwestie na margines swojej polityki.
Odpowiedzialność za to ponoszą ówczesne rządy oraz prezydenci Aleksander Kwaśniewski, Lech Kaczyński i Bronisław Komorowski, a także prezydent Andrzej Duda. Dlatego w takiej sytuacji należy nie tylko wstrzymać wszelka pomoc militarną dla Ukrainy (w obecnej sytuacji i tak od nas nie zależy sytuacja na froncie ukraińsko-rosyjskim), ale także prowadzić politykę dezawuacji ukraińskiej polityki historycznej. Odpowiedzią na nią powinna być popularyzacja zbrodni wołyńskiej w międzynarodowej opinii publicznej, a także stale podnoszony postulat wobec władz w Kojowie potępienia tej zbrodniczej formacji. Jest hańbą, że prezydenci Kwaśniewski, Komorowski i Duda nie zwrócili ukraińskich orderów otrzymanych od prezydentów gloryfikujących zbrodniarzy i morderców Polaków.
Państwo polskie nie może budować potencjału militarnego państwa, które czci morderców Polaków i czyni ich swoimi bohaterami. Wstrzymanie jakiejkolwiek pomocy i pozbawienie obywateli ukraińskich przywilejów w Polsce, to tylko część działań, które powinny być podjęte. Polskie działania mają bowiem na celu oczyszczenie pamięci ukraińskiej i jej moralne nawrócenie. Naród, budujący swoją tożsamość na zbrodni jest bowiem zagrożeniem i dla sąsiadów i dla siebie. Dlatego Ukraina potrzebuje przede wszystkim nawrócenia, żeby stać się częścią wspólnoty cywilizowanych narodów. Na jej tożsamości ciąży bowiem zarówno dziedzictwo cywilizacji turańskiej, jak też wyrastające z niej dziedzictwo sowieckie. Na tym paradygmacie nie sposób budować Ukrainy jako równoprawnego podmiotu rodziny narodów europejskich.
Bez konwersji cywilizacyjnej ukraińskiej tożsamości kulturowej i moralnej, współpraca z nią powinna się ograniczać do koniecznych działań, wynikających tylko z polskiego interesu narodowego. Polska i Ukraina ma bowiem dwóch wspólnych wrogów. Jest to Rosja oraz banderyzm i oczekujemy, w zamian za naszą pomoc Ukrainie w walce z Rosją, także zaangażowania Ukrainców w walce z ideologią i tożsamością banderowską. Oczekujemy potępienia zbrodni ludobójstwa na ludności polskiej oraz ich sprawców. To warunek naszej współpracy z państwem ukraińskim. Bez spełnienia tego warunku nie sposób sobie wyobrazić funkcjonowanie Ukrainy w jakiejkolwiek wspólnocie cywilizowanych narodów i w jakimkolwiek sojuszu cywilizowanych państw.
Współpracę z państwem ukraińskim można tylko budować na pamięci tych ukraińskich bohaterów, którzy ratowali Polaków przez banderowskim zagrożeniem. I to są prawdziwi bohaterowie Ukrainy, którzy powinni być wzorem dla kształtującego się współczesnego patriotyzmu ukraińskiego.
Warunki bezpieczeństwa europejskiego
Trwały pokój w Europie, który powinien być celem nowego ładu międzynarodowego, ukształtowanego po okresie obecnej „wojny trzydziestoletniej”, można zbudować na fundamencie równowagi europejskiej, której podstawą będzie stworzenie potencjału siły w naszej części kontynentu, balansującego tradycyjne ekspansjonizmy Niemiec i Rosji oraz na moralnym nawróceniu narodów. To są dwa filary pokoju niezbędne do jego trwałości. Wypchnięcie Rosji z polityki europejskiej jest możliwe w perspektywie najbliższych dekad.
Bowiem rosyjski militaryzm nie jest adekwatną odpowiedzią na wyzwania przed jakimi stoi naród rosyjski, a jedynie przyczyni się do pogłębienia jego upadku. I powinniśmy go wykorzystać do wypchnięcia Rosji z Europy.
Natomiast drugi warunek trwałego pokoju, jakim jest wypchniecie Niemiec za Łabę, jest niemożliwy do realizacji w dającej się przewidzieć perspektywie. Tu zasadniczą przyczyną nie jest postępująca dekadencja narodu niemieckiego, ale naszego narodu, zwłaszcza kryzys polskości i katastrofa demograficzna. Dopiero przezwyciężenie tych katastrof otworzy perspektywę dla długotrwałej pracy na rzecz powrotu Niemiec do granic Europy Zachodniej, a tym samym stworzy warunki do zaistnienia w Europie trwałego ładu opartego o bardziej sprawiedliwe warunki niż obecny ład definiowany przez Unię Europejską i udział Rosji w polityce europejskiej. Byłby to ład szanujący podmiotowość polityczną i kulturową europejskich narodów, wyzbyty dotychczasowych ciągot hegemonistycznych i gwarantujący suwerenność i bezpieczeństwo w znacznie większym zakresie niż współczesny system. Byłaby to Europa bardziej sprawiedliwa niż ta obecna. Europa Wschodnia bez Rosji i Niemiec stworzyłaby warunki do trwałego pokoju w Europie. Przekształcenie obecnego ładu międzynarodowego w taki system powinno być celem strategicznym państwa polskiego w tym burzliwym i niebezpiecznym okresie, w jaki świat wkroczył wraz z agresją Rosji na Ukrainę.
Marian Piłka
Historyk, publicysta, ekspert Instytutu Ordo Caritatis, poseł na Sejm I, III, IV i V kadencji, prezes Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego w latach 1996-2000 po tym okresie członek Przymierza Prawicy, Prawa i Sprawiedliwość oraz Prawicy Rzeczypospolitej
Zostaw komentarz