Wracaliśmy z Częstochowy. Kilkoro Przyjaciół, moje Siostry i moja Mama (Pani Ewa, jak mawiano). To byla ważna wyprawa. Na moje 18 urodziny kupowaliśmy mi gitarę (do dziś mocno używaną).
Wychodziliśmy z klasztoru nieco szybciej. Do pociągu nie było dużo czasu. Nagle moja Mama zobaczyła młodą dziewczynę, chyba nikt z nas, młodych jej nie dostrzegł. Pamiętam, że siedziała na ziemi, jakby w innym świecie. Nie wiem czy coś brała, czy nie. Jakby nie do końca była świadoma. Mama nas zatrzymała, podeszliśmy do niej. Pomogliśmy wstać.
Pociąg był niebawem, kolejny do Łodzi miał być za kilka godzin. Mama powiedziała, że jakoś musimy jej pomóc. Poszliśmy z nią przed Obraz Maryi, na chwilę. Potem pamiętam jakieś jedzenie zorganizowaliśmy. Następnie, ktoś z służb, z Jasnej Góry podszedł i zapewnił, że dziewczyną się zajmą.
Do pociągu nie było szans by zdążyć, ale pamiętam, że spróbowaliśmy. Na dworzec wpadliśmy całkiem spóźnieni… I okazało się, że pociąg też punktualny nie był. Wsiedlismy do cudownie spóźnionego pociągu i prawie o czasie wróciliśmy do domu.
Piszę to bo uświadamiam sobie, że właśnie moja Mama nauczyła mnie dostrzegania drugiego człowieka, tak jak właśnie tej dziewczyny (wcześniej w ogóle walczyła o mój wzrok).
Mocno w tym dostrzegania niedoskonały jestem, dzisiaj pewnie bardziej przekonany o własnej wizji świata. Ale tak sobie myślę, że czasem w tym temacie warto Mamę o radę poprosić. Mamę, która widzi więcej.
(Fot.: The Guardian)
Autor: dr hab. Błażej Kmieciak
Polski pedagog specjalny, socjolog, bioetyk, doktor habilitowany nauk społecznych w dyscyplinie nauki prawne, nauczyciel akademicki Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, specjalności naukowe: socjologia prawa, socjologia medycyny, bioetyka, prawo medyczne, prawa człowieka, publicysta.
Zostaw komentarz