Co można powiedzieć?

Pamiętam, że kiedy wojna wybuchła większość moich znajomych była przekonana, że skoro Ukraina odparła pierwszy impet wojsk rosyjskich, to „wspierana przez Zachód” szybko wygra wojnę przepędzając Rosjan gdzie pieprz rośnie. Dostawałem bęcki, kiedy tłumaczyłem, żeby nie wierzyć w szybką porażkę Rosji, bo Rosja ma rezerwy i długą historię „powolnego zbierania sił” na wojnach. Dominowało jednak przekonanie, że wobec przewagi technicznej zachodniego uzbrojenia oraz nieuchronnych sankcj Rosja po prostu się załamie.

Chociaż rozwój wypadków wojennych pokazał, że miałem rację, to większość naszych rodaków nadal w głębi ducha wierzy, że moskiweski reżim to jakaś figura z zlepiona z gnoju, trzymająca się kupy się jedynie dzięki temu, że jest owinięta srebrną taśmą i drutem kolczastym – więc wystarczy mocniej pstryknąć, to się rozleci i upadnie.

Wciąż różni mądrale przekonują, że dawkowana kroplomierzem pomoc udzielana Ukrainie przez Zachód, to wyrafinowana strategia wykrwawiania Rosji, która prędzej czy później przyniesie wyczekiwane efekty.

Tymczasem jasne jest, że nie było żadnej „wyrafinowanej strategii” wykrwawiania Rosji, ale raczej granicząca z tchórzostwem ostrożność przywódców Zachodu oraz różne cyniczne kalkulacje polityczne w rodzaju „ile trzeba zrobić, żeby nic się nie zmieniło?”

Ostrożność, bo Rosja to mocarstwo atomowe i nikt nie ma ochoty na odważne testowanie tego, jaka jest jego cierpliwość wobec zaangażowania Zachodu w pomoc Ukrainie.

Ostrożność, bo szybko stało się jasne, że możliwości wojskowe Zachodu są bardzo ograniczone. Całe dekady radosnej polityki globalistów doprowadziły do tego, że państwa „wolnego świata” wyzbyły się zdolności koniecznych do prowadzenia wojny z przeciwnikiem o porównywalnym potencjale wojskowym.

Cyniczne kalkulacje, bo nie wszystkim w smak było szybka porażka Rosji – zbyt wiele mogłyby wówczas stracić takie kraje jak Niemcy czy Francja – kraje, które korzystają z tego, że Europa Środkowo-Wschodnia czuje na plecach oddech rosyjskiego niedźwiedzia, co wiąże nasz region z kontrolowaną przez nie Unią.

Cyniczne kalkulacje, bo przegrana Rosji, to ryzyko destabilizacji tego wielkiego kraju, z czego mogą wyniknąć różne kłopoty, przy których wojna na Ukrainie to małe piwo – a przynajmniej wielu tak to widzi.

Pierwszy rok wojny minął zatem tak, że przegapiono jedyną szansę, kiedy można było Rosję na Ukrainie pokonać wykorzystując to, że kiedy nie udał się moskiewski plan błyskawicznego zwycięstwa, nie była gotowa na kontrofensywę i ponosiła druzgoczące porażki na froncie. Jednak Zachód przykręcił wówczas kurek z pomocą wojskową i ukraińska kontrofensywa stanęła. Rosjanie pozbierali się, okopali, zaminowali możliwe kierunki ataku, zaczęli mobilizować siły i dużo ostrożniej i inteligentniej podciągali logistykę. Rozpoczęła się wojna na wyniszczenie i to Ukraina wykrwawia się dziś szybciej niż Rosja.

Co zatem będzie dalej?

Trudno zgadywać, ale – odnoszę wrażenie – że plan jest taki mniej więcej, żeby osiągnąć „zgniły pokój” z Rosją przed wyborami prezydenckimi w USA. Najważniejsi gracze nie chcą, aby tak kluczowa sprawa była załatwiana przez kogoś, komu nie ufają. Ponieważ Europa nie ma dość zdolności, aby w krótkim czasie zapewnić Ukrainie niezbędną pomoc wojskową bez USA, czyli nie może po prostu „wypiąć się” na Trumpa, to potrzebuje osiągnąć rozejm zanim on dojdzie do władzy, co jest nader prawdopodobne.

Przyświeca temu nadzieja, że uda się z Putinem dogadać nawet kosztem poważnych kontrybucji, kosztem bezpieczeństwa naszej części Europy, co da Niemcom czas na rozruszanie ich przemysłu wojennego. Niemcy liczą na to, że ok. 2030 r. Bundeswehra będzie już na tyle zregenerowana, że wraz z potencjałem wojskowym pozostałych krajów Unii Europa uzyska „suwerenność strategiczną” i Rosja nie będzie już dla niej zagrożeniem.

Trudność zrealizowania tego planu leży w tym, że Niemcy, a właściwie cała Unia Europejska nie ma dość środków na szybką odbudowę przemysłu wojennego. Na drodze stoją ogromne koszty transformacji energetycznej oraz rosnący niepokój ludności spowodowany obniżaniem się poziomu życia. Stąd nagłe przyspieszenie procesów federalizacyjnych, które mają oddalić ryzyko, że wybory demokratyczne w krajach UE wpłyną na uzgodnione już polityki.

Kraje „Doliny Renu”, gdzie ulokowane jest gros europejskiego przemysłu mogłyby obniżyć koszty tych procesów, gdyby udało się wrócić do wcześniejszego modelu handlu z Rosją. Dostęp do tanich surowców z Rosji pozwoliłby zwłaszcza Niemcom na odzyskanie równowagi, lecz oznaczać będzie również gwałtowny wzrost dochodów Rosji. W praktyce – Niemcy i Rosja będą się gwałtownie zbroić a Polska będzie miała coraz mniej do powiedzenia, gdyż zgodnie z koncepcją federalizacji Unii – polityka zagraniczna, a zatem także polityka wschodnia będzie w coraz większym stopniu kompetencją Brukseli.

Jestem głęboko przekonany, że wzmocnione wojskowo Berlin i Moskwa powrócą do starej gry i będą dzielić się wpływami w naszej części kontynentu wg własnego uznania a wszystkie decyzje będą podejmowane ponad Warszawą. Zasadniczo, wraz z wypchnięciem USA z Europy będzie to oznaczało koniec suwerennej polskiej państwowości. Polska zostanie w ten lub inny sposób przymuszona do uznania nowego status-quo, albo pod pełne podporządkowanie się Brukseli w ramach Federacji Europejskiej, albo zostanie postawiona wobec szantażu utraty wsparcia ze strony Zachodu na wypadek ataku Rosji.

Polakom zostanie postawione ultimatum: czy wybierają europejską Eudajmonię – szczęśliwe życie we wspólnocie, która jakoś o nich zadba, chociaż nie będą mieli w niej za wiele do powiedzenia, czy raczej pójdą za Arete – za starożytną cnotą, która nakazuje walczyć o swój kraj do upadłego wierząc, że jedynie prawdziwa niepodległość jest dość dobra dla naszego narodu.

Wydaje się, że część Polaków wybrało przyszłą drogę już teraz.

A Ukraina?

A Ukraina zostanie podporządkowana Rosji tak jak Białoruś. Zajmie to lata, ale jeśli Moskwa się nie wykopyrtnie w jakiś nieprzewidywalny sposób, to już jej z ręki nie wypuści a nikomu na niej aż tak jak nam zależeć nie będzie.

Przepraszam za pesymizm, ale – cóż zrobić? :-/