Ostatnie miesiące to wstrząs jaki w Europie spowodował gigantyczny wzrost cen gazu. Jeśli osobiście ktoś konsekwencji jeszcze nie odczuł to niedługo będzie miał okazję: w rachunkach za prąd i ciepło, we wzroście kosztów w zasadzie wszystkiego a nawet zwyczajnie nosem, bo ludzie będą bali się likwidować kopciuchy więc smog w miastach raczej nie zmaleje. W tym roku powstał Nord Stream 2, który na lata zmieni sytuację w Europie. Niemcy ogarnęło zbiorowe szaleństwo, w którym pod płaszczem polityki klimatycznej likwidują czystą energię nuklearną i wchodzą w spiralę uzależniania od paliw kopalnych, co doprowadzi do dziesięcioleci narastających sporów związanych z polityczną i gospodarczą rolą gazu w Europie. Wszystko wskazuje na to, że przed nami ciekawe czasy. Winter is coming.
„Cały świat jest dotknięty skokiem cen energii. Jest jednak coś specyficznego w sytuacji UE. Jesteśmy zbyt uzależnieni od gazu, zbyt uzależnieni od importu gazu. Czyni to nas bezbronnymi. Musimy zdywersyfikować dostawców, ale przede wszystkim przyspieszyć przejście na czystą energię”- powiedziała niedawno Ursula van der Leyen. Słowa szefowej Komisji Europejskiej w wielu krajach uznano za przełomowe, na szansę na nowe spojrzenie na problem.
Kończy się 2021, ludzie robią podsumowania, dla mnie okazja do powspominania tematu gazu z perspektywy… ćwierćwiecza.
25 lat temu został wyemitowany w TVP jeden z pierwszych programów telewizyjnych dotyczących sytuacji na rynku gazu w Polsce i Europie.
Dokładnie 20 lat temu, 27 grudnia 2001, odwołano wszystkich członków Rady Nadzorczej PGNiG w konsekwencji przyjęcia tzw. pierwszej umowy norweskiej.
Pewne idee, zanim trafiły do mainstreamu polityki europejskiej, wykuwały się w czasach kiedy stanowiły obszar sprzeciwu wobec ugruntowanych mechanizmów uznawanych na politycznych i ekonomicznych salonach. Wiązały się z ryzykiem życiowym i zawodowym. Widać to lepiej z perspektywy czasu.
O tym jest ten wpis.
25 lat temu byłem dziennikarzem. Przez wiele miesięcy w latach 1995-96, wspólnie z Aleksandrą Zieleniewską, pracowaliśmy nad filmem dokumentalnym „Wielka Rura”. Dotyczył konsekwencji uzależnienia Polski i Europy od dostaw gazu z Rosji oraz pokazywał towarzyszące temy gry polityczne.
Wczoraj odgrzebałem kilka pożółkłych kartek scenariusza filmu z przed 25 lat:
„Jeżeli Polska nie znajdzie możliwości alternatywnego źródła gazu może się zdarzyć, że to Gazprom będzie decydował o poziomie dostaw tego surowca do Polski i Europy. Jeżeli Moskwa postanowi przerwać lub drastycznie ograniczyć dostawy rząd w Warszawie niewiele będzie mógł poradzić nie mając alternatywnego dostawcy mimo, że Polska jest krajem tranzytowym, a nie odbiorcą końcowym. Należy też pamiętać, że z chwilą wejścia w życie Europejskiej Karty Energetycznej nastąpi liberalizacja dostępu do rynku odbiorców nośników energii. Tak naprawdę zatem nie chodzi tylko o rurociąg i jego eksploatację ale o to kto faktycznie będzie handlował gazem w Polsce, kto będzie dostarczał do mieszkań prywatnych odbiorców i sprzedawał przemysłowi” – powiedzieliśmy w reportażu zrealizowanym w 1996 roku.
Godzinny film szczegółowo pokazywał ekonomiczne i polityczne konsekwencje jakie będzie niosło ze sobą stopniowe uzależnianie Europy od dostaw z Orenburga, a pózniej z Jamału.
Ćwierć wieku przed przełomowymi słowami prezydent UE.
Warto dodać, że kiedy realizowaliśmy nasz reportaż rurociąg Jamalski… jeszcze nie istniał. (Dla trochę młodszych czytelników dodaję, że nie chodzi o Nord Stream ale tak właśnie dopiero budowany był Jamał). Włoskie rury dopiero zwożono statkami do Szczecina.
Chciałbym z okazji tej pięknej rocznicy, ćwierć wieku (!), powiedzieć, że już wówczas istnieli ludzie, którzy zdawali sobie sprawę z wagi tematu i jego znaczenia dla przyszłości Polski i Europy. Powstanie filmu nie byłoby możliwe gdyby nie to, że telewizją kierował wówczas Wiesław Walendziak, który dał zgodę na to, żeby zrealizować i wyemitować film i dodatkowe studio w telewizyjnym primie timie. Dodam, program i film, o tematyce wówczas nie stanowiącej nawet marginesu debaty publicznej. Realizację mocno wspierał ówczesny szef „Pulsu” Marek Budzisz, człowiek który już wówczas zaczynał dzień od lektury „Kommiersanta”. Emisji w telewizji towarzyszyło studio telewizyjne, które prowadził Bogdan Rymanowski, dociskając zgromadzonych w studio ministrów i polityków. Byłem wtedy w reżyserce po drugiej stronie słuchawki i choć w studio było gorąco bo padały pod adresem kilku polityków oskarżenia o ukrywanie faktów, pamiętam, że Bogdan udźwignął trudny temat. Godzinny reportaż i towarzyszące mu kilkudziesięciominutowe studio telewizyjne było pierwszym takim wydarzeniem związanym z trudnym tematem gospodarczym i politycznym na antenie TVP. Choć trzeba przyznać, że wcześniej w „Wiadomościach” temat gazu podejmowała Agnieszka Romaszewska.
Emisja wywołała burzę. Ale nie taką jak możny by się spodziewać.
Wkrótce po zrealizowaniu materiału nowe władze telewizji zaproponowały kontynuację dalszej pracy nad tematem w telewizyjnym programie „Anioł Pański” (to nie żart, taką ofertę dostało też kilka innych osób). Trzeba było szukać nowej pracy.
Czy zrealizowany wówczas materiał i ujawnione w nim fakty miały znaczenie? Jak poważne były pokazane wówczas analizy i oceny rozwoju sytuacji? Kilka lat potem usiłowałem zrobić kopię wyemitowanego wówczas materiału i studia telewizyjnego. Okazało się, że w archiwum znajduje się nagranie z takim samym tytułem w czołówce ale… nie jest to ten sam materiał tylko luźno posklejane obrazki z budowy rurociągu Jamalskiego.
Oryginał zaginął ale ktoś zadał sobie dużo trudu żeby nie tylko go ukraść ale w to samo miejsce podłożyć kilkudziesięciominutowy fejkowy materiał z dorobioną czołówką naszego filmu „Wielka rura”.
I tutaj zbliżamy się do kolejnej rocznicy.
27 grudnia 2001 roku, dokładnie 20 lat temu, wkrótce po podjęciu uchwały o zatwierdzeniu umowy dywersyfikacyjnej, Rada Nadzorcza PGNiG, w której skład wchodziłem, została odwołana. Umowa „Norweska” nigdy nie weszła w życie.
W 2000 roku zrezygnowałem z dziennikarstwa i idąc za radą pewnego ważnego dla mnie wówczas człowieka postanowiłem „w sprawie gazu wreszcie coś zrobić zamiast tylko mówić”. Dzięki środkom Banku Światowego, otrzymałem możliwość zostania doradcą ds gazu w Ministerstwie Skarbu. Chwilę pózniej do Rady Nadzorczej PGNiG powołał mnie Andrzej Chronowski, ówczesny minister Skarbu. Niezbyt wiele osób o tym wie ale osobą, która udzieliła stanowczego wsparcia dla umowy z Norwegią był właśnie minister Andrzej Chronowski.
Na początku września 2001 roku, Rada Nadzorcza PGNiG podjęła uchwałę o zatwierdzeniu umowy na odbiór gazu z Norwegii. Jak podaliśmy w komunikacie: „W 2008 roku do Polski dotrze norweski gaz ziemny, transportowany bezpośrednim gazociągiem z Norweskiego Szelfu Kontynentalnego na polskie wybrzeże.” Długoterminowy kontrakt dotyczył dostaw 74 mld m3 gazu ziemnego w latach 2008-2024. Tamten rurociąg nigdy nie powstał, dopiero w przyszłym roku zrealizuje projekt Baltic Pipe. Po 20 latach.
Tuż przed sylwestrem 20 lat temu z Rady Nadzorczej zostali odwołani wszyscy którzy opowiedzieli się za umową norweską: Krzysztof Głogowski, Rafał Kasprów, Władysław Kozioł, Józef Chrzanowski, Maria Gajda, Lidia Gawlik, Piotr Naimski. Mam nadzieję, że nikogo nie pominąłem. Nazwiska powołanych w nasze miejsce, którzy postanowili nie kontynuować działań można znaleść w KRS.
Nowy rząd miał inne zdanie o potrzebie dywersyfikacji dostaw gazu.
Wkrótce zawarto za to inne umowy. Sytuacja zaczęła się komplikować.
„Zafundowaliśmy sobie sytuację, która skutkować będzie przez dziesięciolecia zmniejszeniem wpływów z tranzytu rosyjskiego surowca, wysokimi cenami gazu, zablokowaną liberalizacją rynku, osłabieniem przemysłu chemicznego. Sporo zarobi tylko rosyjski Gazprom” – pisałem na łamach „Rzeczpospolitej” 20 lat temu.
Co ciekawe już wówczas widoczne było zagrożenie rozegraniem Polski poprzez budowę Nord Stream, w co wielu polityków nie chciało uwierzyć twierdząc, że to ekonomiczna bujda a Rosjanie nigdy nie dadzą rady zbudować rurociągu przez Bałtyk.
„W rezultacie druga nitka gazociągu może nigdy nie powstać i może być zastąpiona planowanym przez Rosjan gazociągiem bałtyckim, a i tak będziemy kupować tyle gazu, ile Gazprom będzie chciał nam sprzedać.” – pisałem na łamach „Rzeczpospolitej” starając się wskazać na zagrożenia, 20 lat temu.
O tym jak wyglądała wówczas sytuacja w sprawie gazu na koniec jeszcze jeden obrazek.
25 lat temu udało mi się dotrzeć „do początku rury” czyli na rosyjski półwysep Jamał gdzie mogłem zobaczyć syberyjskie stacje wydobywcze Gazpromu i potęgę sił natury z jakimi zmierza się rosyjska korporacja. W wyjeździe uczestniczyła duża delegacja polskich mediów. Jadło się mrożone bieługi i piło wódkę chłodzoną w syberyjskim śniegu. Wraz z grupą dziennikarzy miałem też okazję znaleść się na uroczystej kolacji zorganizowanej w „iglicy” Gazpromu w Moskwie. Stół uginał się od wyśmienitych potraw, atmosfera była raczej przyjacielska. Toasty były, jak mówią Rosjanie „duszoszczypatielne”. Aż trafiło na mnie, a ponieważ byłem outsiderem po emisji filmu w TVP i prawdę mówiąc nie chciałem burzyć miłej atmosfery panującej na spotkaniu powiedziałem: „Kiedyś żyli Lech, Czech i Rus. Razem szli przez życie i walczyli. Jednak jak przestali się dogadywać to rozeszli się pięknie. Wznoszę toast za to, że jeśli my Polacy i wy Gazprom, jak nie będziemy się dogadywać, żebyśmy potrafili rozejść się pięknie”.
Po toaście zapanowało milczenie. Ważono moje słowa.
Przerwał je po chwili głośny wybuch śmiechu wiceprezesa Komarowa, który z kieliszkiem w ręku powiedział:
„Rafał, ty jesteś romantyk !”.
No i pośmiali się wszyscy razem – ludzie polskich mediów i gazpromowscy oficjele – wychodząc co chwila z sali na mróz żeby odparować alkohol.
Ale lawina ruszyła i nie dało się jej zatrzymać. PO zbudowało gazoport. PiS da nam Baltic Pipe. Dzisiaj stoją przed nami zupełnie inne zagrożenia związane z kosztem gazu, czystą energią i klimatem. Ale to już inna historia.
Artykuł został pierwotnie opublikowany 31 grudnia 2021 roku w social mediach autora.
Autor: Rafał Kasprów
Polski dziennikarz i przedsiębiorca, były dziennikarz śledczy, głównie „Życia” i „Rzeczpospolitej”. Obecnie Prezes Zarządu Synthos Green Energy S.A. spółki z grupy kapitałowej Synthos.









Zostaw komentarz