Trochę przyjrzymy się wojnie dronowej, a de facto gospodarczej między Ukrainą a Rosją i spróbujemy zrozumieć grę, jaka się tu toczy.
Przy okazji, Ukraina obrywa tu rykoszetem za naprawdę żenujący poziom jej dyplomacji.
Ale po kolei.
O ile na początku Ukraina była wyłącznie celem uderzeń rosyjskich i skupiała się na obronie swojego nieba, to obecnie, jak wiemy te uderzenia są wzajemne.
Ukraina dysponuje mniejszymi zasobami, niż Rosja i jej salwy są znacznie słabsze. Za to skutki wielokrotnie poważniejsze.
 |
| O ile rosyjskie salwy idą w tysiące dronów i dziesiątki rakiet miesięcznie, co przy wysokim współczynniku zestrzeleń i tak daje setki i tysiące trafień… |
 |
| O tyle ukraińskie skuteczne trafienia są poniżej stu miesięcznie. Rosjanie nie podają liczby zestrzelonych rosyjskich środków napadu powietrznego, więc można przyjąć, że współczynnik zestrzeleń nie jest duży i nie ma się czym chwalić |
W konkretnych wydarzeniach wygląda to tak:
2 lipca – Rafineria NORSI w Kstowie koło Niżnego Nowogrodu. W wyniku ataku zakład stracił ponad połowę mocy przerobowych.
6–7 lipca – Największa rosyjska rafineria Omsku (przerób na poziomie dwudziestu dwóch ton ropy rocznie), położona około dwa i pół tysiąca kilometrów od ukraińskiej granicy.
10 lipca – W wyniku trafienia w rafinerię w Ilskach wybuchł pożar.
29 lipca – po ataku na rafinerię w Riazaniu przerób został wstrzymany.
2 sierpnia – podobnie w Saratowie po trafieniu w rafinerię nastąpiło wstrzymanie przerobu.
8 sierpnia – kolejne trafienie w rafinerię w Ilskach.
26 sierpnia – znowu rafineria NORSI i pełne wstrzymanie przerobu.
2 września – po trafieniu drugiej co do wielkości rosyjskiej rafinerii KINEF w Kiriszi nastąpiło pełne zatrzymanie produkcji.
10–11 września – kolejne trafienie w rafinerię w Saratowie.
15–16 września – w Syzraniu uszkodzona została główna instalacja destylacji.
17 września – trafienie w rafinerię w Jarosławlu
20 września – po trafieniu w rafinerię Kapotnia w Moskwie przerób został wstrzymany.
2 października – podobnie po uderzeniu w rafinerię w Wołgogradzie nastąpiło pełne wstrzymanie przerobu.
9 października – trafiona została rafineria w Uchcie i obiekt chemiczny w Twerze, gdzie produkuje się paliwo do rakiet. Oberwała także rafineria w Omsku oraz obiekty Gazpromu w Baszkortostanie i Astrachaniu.
Potem nastąpiła przerwa na żądanie prezydenta Trumpa, który ogłosił rozejm energetyczny. Ponieważ Rosja nadal atakowała ukraińskie instalacje energetyczne, Ukraina wróciła do ataków na obiekty rosyjskie.
15 października poszły ciosy w rafinerię Riazaniu.
18 i 19 października trafione zostały obiekty naftowe koło Petersburga.
24 października miał miejsce atak na zakłady petrochemiczne w Togliatii oraz ponownie w rafinerię w Omsku.
Ta konsekwentna strategia doprowadziła do tego, że moce przerobowe rosyjskiego przemysłu naftowego spadły do poziomu najniższego od dwunastu lat. Spadek produkcji benzyny przekroczył dwadzieścia procent rok do roku, a wytwarzanie oleju napędowego zmniejszyło się o prawie jedną trzecią rok do roku. Rosyjska firma Seala AI oceniła, że z powodu „nieplanowanych remontów”, w tym będących skutkami ukraińskich ataków wyłączona jest ponad połowa pierwotnych mocy produkcyjnych, wynoszących nominalnie ponad sześć i pół miliona baryłek dziennie (czyli po ludzku rosyjski przemysł naftowy przetwarza mniej, niż cztery miliony baryłek ropy dziennie.
Dla porównania amerykański potencjał przetwórczy to około osiemnastu milionów baryłek dziennie (z czego wydobycie w Stanach daje czternaście milionów baryłek dziennie).
Przy czym Seala AI jako powiązana z Kremlem i uprawiająca na swojej stronie typową propagandę sukcesu, może dane zawyżać. I mówimy tu o produkcji zarówno benzyny, jak i oleju napędowego, jak i innych produktów ropopochodnych (to będzie ważne w dalszym kontekście).
Do tej pory struktura wykorzystania produktów paliwowych w Rosji szła tak, że w pierwszej kolejności zasilana była armia, w drugiej rynek wewnętrzny, a nadwyżka szła do magazynów na eksport. Realnie w przypadku diesla dzieliło się to tak, że z osiemdziesięciu dwóch ton oleju napędowego armia zużywała ponad niecałe dziesięć milionów ton, z czego około pięciu milionów ton pochłaniały działania na Ukrainie. Jeśli doliczyć policję, więziennictwo i inne służby, to generalnie państwo rosyjskie zużywało około dwunastu tysięcy ton oleju napędowego rocznie. Rynek cywilny zużywał ponad pięćdziesiąt ton. Reszta szła na eksport i do rezerw strategicznych.
Po wymuszonym atakami ukraińskimi spadku Rosja ma do dyspozycji około pięćdziesięciu-sześćdziesięciu milionów ton. Armia i służby nie wezmą mniej. Towar zakontraktowany za granicą musi wyjść, choć i tak w wyniku zakazu wydanego przez Kreml spadł do bardzo małego wolumenu. Cięcia idą po rynku cywilnym, gdzie dramatycznie brakuje paliwa. W czasie tegorocznych zbiorów brakowało oleju napędowego dla rolników, a właściciele pojazdów prywatnych to już zupełnie mogą zapomnieć o kupnie paliwa.
I teraz wchodzą dwie kwestie.
Pierwsza to taka, że paliwo, jak wszystko, leżące w magazynie z czasem traci swoje walory. To znaczy, że to, co jest magazynowane musi zostać zużyte i zastąpione świeżym towarem.
Rezerwy paliw w Rosji były zawsze nieduże ze względu na ogromną produkcję bieżącą i dużą nadwyżkę. Według oficjalnych danych przed wojną Rosja miała w rezerwie strategicznej wiosną bieżącego roku nieco ponad półtora miliona ton benzyny. Danych co do oleju napędowego nie ma, ale można je szacować na kilka milionów ton.
Pytanie, czy w obecnej sytuacji Rosja zaczyna dodatkowo magazynować zapas paliwa kosztem rynku wewnętrznego?
Trudno odpowiedzieć na to pytanie, ale dość logiczne jest, że powinna, szczególnie, że ataki ukraińskie dają swoistą „zasłonę dymną” do takiej operacji.
Osobna kwestia, czy Rosja ma zaplecze logistyczne do takiego magazynowania? To nie mogą być odkryte silosy w portach, które są łatwym łupem ukraińskich dronów, tylko specjalne podziemne bunkry.
Odpowiedź na te pytania określa, czy Rosja jest w stanie wykonać realny atak na NATO.
Szacunki analityków mówią, że Rosja jest w stanie ze swoich sił zbrojnych wydzielić około dziewięćdziesięciotysięczną grupę operacyjną, którą może skierować na inny front, niż ukraiński. Jeśli liczące około siedemset tysięcy bojców siły rosyjskie na Ukrainie zużywają między pięć a sześć milionów ton ropy naftowej, to ponad siedmiokrotnie mniejsza grupa wyznaczona do działań przeciw NATO będzie potrzebowała relatywnie mniej paliwa. Zasoby na poziomie powiedzmy pięciu milionów ton diesla pozwalają takiej grupie prowadzić skuteczne działania przez mniej więcej trzy lata.
Jeżeli oczywiście takie rezerwy faktycznie istnieją. Front obciąża rosyjską armię na tyle, że – jak już pisałem – można zauważyć obecność jednostek stosujących podręcznikową taktykę przełamania pancernego, bez uwzględnienia doświadczenia Ukrainy. Są to najprawdopodobniej właśnie uzupełnienia „szkolne”, złożone z poborowych i świeżo wyszkolonej kadry.
Może się zatem okazać, że owe szacowane dziewięćdziesiąt tysięcy bojców jest jedynie na papierze w analizach, a nie w rzeczywistości.
Drugi temat jest ciekawszy – wrócę do niego dalej i w następnym wpisie, a tu tylko zasygnalizuję – otóż prezydent Trump ogłosił, że zawarł telefoniczne porozumienie z jednym z Putinów w sprawie skierowania na rynek amerykański w transzach łącznie około pięciu milionów ton oleju napędowego, co ma spowodować spadek cen paliw w USA.
Pomijam tu, że to „porozumienie na gębę”, czyli żaden realny kontrakt.
Pomijam, że owe pięć milionów ton diesla to jest ułamek amerykańskiego zużycia.
Pomijam, że transport ropy naftowej po odblokowaniu cieśniny Ormuz wrócił mniej więcej do stanu sprzed wojny, co w efekcie wkrótce przyniesie spadek cen.
Ale skąd Kreml weźmie dodatkowe pięć milionów ton oleju napędowego, skoro sama została zmuszona do kupna paliw na rynkach zagranicznych?
Jedyne, co jest tu pewne, to faktyczne czasowe zniesienie sankcji na import rosyjskiej ropy do USA do kwietnia 2027 roku. Oferta, której Rosja nie jest w stanie spełnić.
Jak mówię, wrócimy jeszcze do tego, bo musimy złapać szerszy kontekst.
Wracając do ukraińskich ataków na Rosję. Po rafineriach przyszedł czas na magazyny firm e-commerce.
Pierwsze uderzenie w magazyny firmy „Wildberries” miało miejsce 18 lipca koło Tambowa. Na początku trafione zostały huby „Jagódek” pod Moskwą i Petersburgiem oraz magazyn w Jekaterynburgu. Po czym pod koniec sierpnia jeszcze raz magazyn w Kotowsku.
 |
| Rosjanie zaczęli drzeć japę, że ataki na cele cywilne, ale Ukraińcy odpowiedzieli, że firma Wildeberries jawnie i po cichu dostarcza wyposażenie rosyjskiej armii, więc jest celem wojskowym… |
Ale czynnik wojskowy jest tu w rzeczywistości drugorzędny. „Wildberries” wraz z podobną siecią OZON (jej magazyny zostały trzepnięte między 22 a 27 sierpnia) co prawda handlują towarami o zastosowaniu militarnym, ale nie w tym rzecz. Handel internetowy, czyli eCommerce to najbardziej dynamicznie rozwijająca się gałąź gospodarki (w zasadzie jedyna, która się rozwija) i stanowi około czterech procent wartości PKB.
Nie to jest jednak kluczowe. Handel internetowy w głubince to w zasadzie jedyny dostęp do nowoczesnych technologii. Często jest to podstawa pracy lokalnych sklepów z artykułami nieżywnościowymi. Uderzenie w obie sieci, które stanowią prawie połowę rynku eCommerce, zdemolowało także wiele firm, które korzystały z obu platform. Ponieważ magazyny nie były ubezpieczone, a zarówno „Wildberries”, jak i OZON nie wypłacają odszkodowań za zniszczony towar, finansowo stracili dostawcy. Ich wsparcie musiał wziąć na siebie budżet centralny. W dodatku, jak w każdym kraju postkomunistycznym, większość naprawdę dochodowych i rozwijających się firm jest powiązana z zarówno z lokalną, jak i z centralną administracją i oligarchią.
Sama „Wildberries” to okolice Kremla, o czym pisałem jakiś czas temu.
Uderzenie w eCommerce nie tylko radykalnie zredukowało zapasy magazynowe materiałów wojskowych i podwójnego zastosowania (i walnęło po kieszeni firmy łamiące sankcje).
 |
| OZON oferuje na przykład rewelacyjne kamizelki kuloodporne (plate carrier) polskiej marki Helikon-Tex! Nie wiem, czy to aktualne zakupy, czy też zapasy magazynowe (po prawie pięciu latach?), niemniej wygląda to źle |
Uderzenie poszło więc głównie po szwach gospodarczych. Raz, że to demolka po PKB i mocne uszkodzenie dużego rynku. Dwa, że w konsekwencji iluś ludzi będzie musiało ograniczyć zakupy w wyniku nagłego zubożenia, co może pociągnąć za sobą efekt domina (ludzie rezygnują z towarów luksusowych -> padają firmy produkujące i sprzedające towary luksusowe -> wzrasta liczba ludzi o ograniczonych dochodach -> padają firmy produkujące i sprzedające towary niepierwszej potrzeby -> do już zubożonych dołączają kolejni, których stać tylko na jedzenie itd. – w ten sposób zaraza ziemniaczana i wzrost cen żywności wygenerowały kryzys europejski w 1846 roku). Oczywiście, dziś państwo ma narzędzia, żeby wpłynąć na rozwój sytuacji i wyhamować katastrofę, ale to znów uderza w finanse państwa, co osłabia możliwości militarne.
W październiku poszły duże uderzenia w rosyjskie serwery i bazy danych firmy „Yandex”. I nie tylko jej.
Po kolei.
8 października – uderzenie w centrum danych Yandex w Sasowie (obwód riazański) wyłączyło obiekt całkowicie. W tym miejscu znajdowały się dwa z trzech superkomputerów Yandex używanych do trenowania modeli AI (YandexGPT). Według zdjęć satelitarnych spłonęło skrzydło budynku z serwerownią.
9 października – po trafieniu w centrum danych Yandex w Kałudze nastąpiło jego częściowe wyłączenie, kilka modułów wypadło z użytku. Produkująca drony i rakiety ukraińska firma Fire Point potwierdziła użycie dronów FP-1 (zasięg ponad dwa i pół tysiąca kilometrów, masa ładunku bojowego do stu dwudziestu kilogramów).
11 października – poważnie uszkodzone zostało centrum danych Yandex we Włodzimierzu. Znaczące uszkodzenia.
Łącznie zniszczone zostały trzy z sześciu głównych centrów danych Yandexu. Spowodowało to zakłócenia w funkcjonowaniu usług tej firmy, w tym tych, związanych z obsługą płatności (o kwestii rosyjskich botów za chwilę).
13–14 października – uderzenie w centrum danych Sberbanku MegaCOD w Bałakowie (obwód saratowski). Duży obiekt w budowie, planowany jako jeden z największych w Rosji, z miejscem na superkomputer. Uderzenie potwierdzone przez monitoring i firmę Fire Point. Sberbank twierdził, że systemy bankowe działały normalnie, ale użytkownicy zgłaszali problemy z aplikacją i płatnościami. W tym samym ataku trafiona została też też strefę przemysłowa zakładu metalurgicznego MZ Bałakowo.
18 października – ukraińskie pociski spadły na centrum danych VKontakte (VK) w obwodzie leningradzkim, niedaleko Sankt Petersburga. VK to rosyjski odpowiednik Facebooka.
23 października – oberwał jeden z dwóch głównych obiektów rosyjskiej administracji skarbowej, przechowujący rejestry państwowe i bazy podatkowe, czyli centrum danych Federalnej Służby Podatkowej w Gorodcu (obwód niżnonowogrodzki).
W tym samym czasie raportowane były też uderzenia w zakład chemiczny Uralchem Azot w Bereznikach (dostawca dla przemysłu materiałów wybuchowych).
Ataki te to przede wszystkim uderzenia w gospodarkę rosyjską i funkcjonowanie Rosji jako państwa. W czasach, kiedy wszystko oparte jest na systemach cyfrowych, każde zakłócenie funkcjonowania sieci internetowej prowadzi do poważnych zakłóceń gospodarki.
No i tu pojawia się najbardziej dziwna plotka ostatnich tygodni, czyli opowieść o tym, że uderzenia w centra danych Ynadexu wyłączyły rosyjskie boty.
 |
| Informacja o tym wyszła od czeskiego europosła Tomasza Zdechovsky’ego |
Zdechovsky to dość ciekawy polityk, należący do czeskiej partii chrześcijańsko-demokratycznej, wchodzącej w skład Europejskiej Partii Ludowej, czyli tak, jak od nas Koalicja Obywatelska.
Tyle, że jego poglądy są bliższe prawicy…
Nie on pierwszy i pewnie nie ostatni.
I media oszalały, a za nimi cała masa politykierów z komentarzami:
– Ha, ha, onuce, nagle zamilkliście.
Nikt z tych dzbanów nie zauważył, że na Xrze kampania „Rosja nie jest moim wrogiem” trwała w najlepsze i nic nie wskazywało na mniejszą aktywność prorosyjskich kont.
 |
| Zamieszanie wynikło z tej oto grafiki wykonanej przez CloudFlare Radar |
Pokazuje ona, że po atakach nastąpił spadek zapytań HTTP z adresów IP należących do Yandex (AS13238). Prawie cały ten ruch to zweryfikowane boty Yandex, pracujące wewnątrz sieci firmowej. Ponad dziewięćdziesiąt dziewięć procent tego ruchu ma charakter automatyczny. Są to głównie: crawler wyszukiwarki (YandexBot), boty indeksujące, podglądy linków, Metrica itp.
Nie ma to żadnego związku z botami wykorzystywanymi do dezinformacji.
Ale dzięki temu zamieszaniu konta faktycznie będące botami do mieszania w głowach mogły zacząć uchodzić za prawilne. W końcu działały, kiedy „boty padły”!
I wielu ludzi tę bajkę kupi.
Czy Tomasz Zdechovsky zdawał sobie sprawę, że właśnie pomaga uwiarygodnić rosyjską dezinformację?
Nic nie wskazuje na jego świadome działanie, choć ktoś mógł mu to podsunąć celowo wprowadzając w błąd.
Równocześnie lecą ciosy w rosyjskie lotniska:
3 lipca –Saki i Gwardyjskie na Krymie – uderzenia w hangary z Su-30SM, Su-30, Su-24 oraz magazyny Szahidów. Według SBU deklarowało zniszczonych lub uszkodzonych zostało co najmniej siedem samolotów.
8 lipca – lotnisko Borisoglebsk (obwód woroneski), które jest bazą samolotów Su-34, Su-35, Su-30SM. W wyniku ataku wybuchł pożar w rejonie zbiorników paliwa i miejsc postoju samolotów.
20 lipca – Baza Engels-2. SBU twierdzi, że zniszczyło co najmniej jednego Tu-95MS.
25–27 lipca – Seria uderzeń w wykonaniu SBU: lotnisko Belbek na Krymie i radar Nebo-U, skład paliw na lotnisku Saki, elementy systemu S-400 i Tor-M2 oraz system EW Pole-21 w Rostowie nad Donem, magazyny dronów na Krymie i w okupowanym Donbasie, łódź rakietowa typu Molnija na Morzu Kaspijskim.
30 sierpnia – Lotnisko Millerowo w obwodzie rostowskim – zdjęcia satelitarne potwierdziły zniszczenie w wyniku ataku magazynu amunicji, warsztatu obsługi oraz uszkodzenie radarów RSP-27 i Nebo-SV.
4 września – Lotnisko w Soczi. Uszkodzone zostały lub zniszczone śmigłowce Ka-52, Mi-28 i Mi-8.
6–7 października – Lotnisko Seszcza w obwodze briańskim oraz stacje radarowe i EW w tej samej okolicy.
14–15 października – Ukraińska marynarka wojenna przeprowadziła uderzenie rakietami Neptun w lotnisko Borisoglebsk (obwód woroneski). Zdjęcia satelitarne wskazują na zniszczenie 4 Su-34M i poważne uszkodzenie 2 kolejnych.
23–24 października – Na lotnisku Jejsk trafiony został samolot. Tego samego dnia przeprowadzone zostało uderzenie na lotnisko Baltimor w rejonie Woroneża, zakłady wojskowe Proton-Elektroteks w Orle, produkujące elektronikę do rakiet oraz zakłady petrochemiczne w Togliatti.
24–25 października – Zaatakowana została baza samolotów MiG-31 na lotnisku Sawaslejka około siedmiuset kilometrów od Ukrainy oraz centrum rakietowo-kosmiczne Progress w Samarze położone około dziewięćset kilometrów od Ukrainy. Ataki przeprowadzono rakietami Flamingo.
Do tego dochodzą uderzenia w terminale zbożowe i porty do przeładunku produktów żywnościowych, ale o tym dalej.
Przechodząc do uderzeń rosyjskich przeciw Ukrainie trzeba od razu powiedzieć, że nie da się zrobić takiego zestawienia, jak powyżej. Po prostu dlatego, że jest ich zbyt dużo. Tylko przeciw ukraińskiej energetyce Moskale wykonali niemal dwa i pół tysiąca uderzeń z wykorzystaniem dronów i rakiet balistycznych, a w rejonach bliskich linii frontu także z użyciem bomb szybujących. Ataki objęły także ukraińskie porty i kanały eksportu produktów rolnych (o tym dalej).
Tym, co różni moskiewską kampanię rakietowo-dronową w tym roku od poprzednich jest skala ataków na cele cywilne, która jest znacznie większa, niż w minionych latach.
 |
| Do końca września na Ukrainie zginęło i zostało rannych więcej cywilów, niż przez cały rok 2025. Z latami poprzednimi nie ma porównania. |
1–2 lipca – Kijów – przynajmniej trzydziestu zabitych i stu rannych, uszkodzone ponad sto budynków, w tym magazyn Czerwonego Krzyża, uszkodzona infrastruktura energetyczna.
6 lipca – Kijów dziewiętnastu zabitych, siedemdziesięciu dziewięciu rannych.
29/30 lipca Raduszne koło Dnipro – rakieta zniszczyła dom, w którym zginęła sześcioosobowa rodzina.
6–7 października – masowy atak na różne cele na terenie Ukrainy, łącznie od około stu trzydziestu zabitych i rannych (w tym dzieci). W Pryłukach koło Czernihowa w trafionym bloku mieszkalnym zginęło około dwudziestu osób, w tym pięcioro dzieci.
8 października w Kramatorsku bomby szybujące trafiły w dwa cywilne autobusy zabijając około trzydziestu osób.
10 października – Zaporoże – pięć szybujących bomb kierowanych trafiło w budynki mieszkalne zabijając co najmniej dwadzieścia osób, w tym czworo dzieci. Ponad trzydzieści osób zostało rannych.
19 października – Nowa Wodołacha koło Charkowa – w wyniku na park sześć osób, w tym dwoje dzieci zginęło, a czternaście zostało rannych.
Szkoła w Sumach zbombardowana bombą szybującą. Na szczęście nikt nie zginął
Tego nie da się „wytłumaczyć” błędami, przypadkiem, złym rozpoznaniem. To po prostu ataki terrorystyczne, których celem jest zabicie jak największej liczby ludzi.
 |
| Największą masę wystrzelonych pocisków stanowią wciąż drony (słupki granatowe), które w większości udaje się strącić (słupki niebieskie). Ta mniejszość, która się przebija to dwieście-trzysta maszyn tygodniowo. Rakiety (słupki pomarańczowe) wystrzeliwane są w znacznie mniejszej liczbie, choć część – szczególnie balistyczne – przebija się. Chodzi jednak o pojedyncze sztuki. Największym problemem są obecnie bomby szybujące (zielone słupki). Szansa na ich zestrzelenie jest znikoma, a w ich zasięgu znajduje się kilka miast (przy odpowiednim pułapie bombowca mogą razić nawet Kijów). |
 |
| Spośród dronów największe zagrożenie stanowią obecnie odrzutowe Geran-4, które są rozwojową wersją Szahidów – osiągają prędkość do pięciuset kilometrów na godzinę, a ich głowica bojowa ma masę do dziewięćdziesięciu kilogramów… |
.jpg) |
| oraz Geran-5, który jest rozwojową tanią wersją rakiety manewrującej i osiąga prędkość sześciuset kilometrów na godzinę. Głowica bojowa też ma masę dziewięćdziesięciu kilogramów |
Problem z tymi nowymi (wprowadzonymi na przełomie zeszłego i obecnego roku do użycia) dronami wynika z faktu, że latają one znacznie szybciej i wyżej (do sześciu kilometrów nad ziemią), niż wcześniejsze modele (Geran-3 miał pułap maksymalny trzy i pół tysiąca metrów, a praktyczny – tysiąc metrów). Oznacza to, że dotychczasowe metody ich zwalczania poprzez ostrzał z broni automatycznej z ziemi i klasyczne drony przechwytujące, stały się niewystarczające.
O ile skuteczność zwalczania dronów wcześniejszych typów oscyluje w okolicach osiemdziesięciu-dziewięćdziesięciu procent, to w przypadku Geran-4 i Geran-5 wartość ta spada do pięćdziesięciu-sześćdziesięciu procent.
Siły Powietrzne Ukrainy niszczą nowe typy moskiewskich dronów głównie za pomocą lotnictwa (samoloty odrzutowe), a także nowymi odrzutowymi dronami przechwytującymi, sterowanymi AI systemami karabinów wielkokalibrowych oraz systemami przeciwlotniczymi. Walka z tym paskudztwem nie różni się już od zwalczania normalnych celów powietrznych.
I tu przechodzimy do kolejnego wątku, czyli ponownego zablokowania przez Rosję tak zwanego korytarza zbożowego na Morzu Czarnym.
Krótko historia.
Na początku inwazji Rosja wprowadziła blokadę ukraińskich portów, uniemożliwiając wwożenie i wywożenie jakichkolwiek towarów drogą morską. Na tym etapie Ukrainie pomogły kraje europejskie, przede wszystkim Polska, które wprowadziły specjalne reguły traktowania ukraińskich towarów na granicy. Jak wiemy, ukraińskie firmy nadużyły tej uprzejmości, co
doprowadziło do protestów w Polsce i kryzysu w relacjach polsko-ukraińskich. Zbiegło się to w czasie z wyborami w Polsce, a
Donald Tusk był w ukraińskiej propagandzie przedstawiany jako zbawca. Niewiele z tego wynikło, bo były wiceminister rolnictwa Rzeczypospolitej Polskiej
Michał Kołodziejczak storpedował negocjacje (niezłe, że dopiero teraz ktoś się ogarnął, że facet regularnie chodził naćpany).
Wtedy już Ukraina nie potrzebowała kanału lądowego, gdyż w lipcu 2022 roku Turcja wypracowała porozumienie w sprawie korytarza zbożowego, które obowiązywało rok. W lipcu 2023 roku Rosja zerwała porozumienie, ale Ukraina poprzez uderzenia dronowe wypracowała sobie panowanie w zachodniej części Morza Czarnego.
Taki stan istniał do lipca bieżącego roku.
13–14 lipca miały miejsce ataki na statek „Aida” w porcie Piwdennij (Południowy) – trzech zabitych i „Atlas Bay” w Odessie – zabity kapitan.
19 lipca trzy pociski manewrujące (Ch-59/Ch-69) trafiły masowiec „Golden Leo” pod banderą Gwinei-Bissau (turecki właściciel), który wychodził z Czornomorska z kukurydzą. Zginęło około dziesięć osób załogi i ukraiński pilot. Statek zaczął dryfować i 26 lipca zatonął koło Odesy.
Według prokuratury w Odesie od czerwca do końca lipca Rosja uderzyła w co najmniej cywilnych jednostek. W lipcu odnotowano sto dwadzieścia cztery ataki na porty i drogi wodne Wielkiej Odessy (zginęło przynajmniej dwadzieścia osób).
W efekcie w końcu lipca ruch w ukraińskich portach zaczął spadać.
Przez sierpień i wrzesień Moskwa kontynuowała ataki rakietowe i dronowe zarówno na porty, rzeki i urządzenia portowe, jak i na statki. Łącznie zaatakowanych miało być ponad pięćdziesiąt jednostek cywilnych.
W październiku Rosja rozszerzyła ataki na wody terytorialne państw NATO.
5 października drony zatopiły masowiec „Royad Mammadov” wiozący zboże z Izmaiłu do Włoch. Atak nastąpił w rumuńskiej strefie ekonomicznej. Zginęły dwie osoby, reszta uratowana.
6 października w bułgarskiej strefie ekonomicznej został zatopiony statek „Alfa Watan”. Zginęło około dziesięciu osób (oficjalnie uznane są za zaginione). Tego samego dnia w tym samym rejonie uszkodzony został statek „Able”. Osiemnastoosobowa załogo została uratowana.
13 października koło Bułgarii został zatopiony „HS Dignity”. Zginęło (uznani za zaginionych) jedenastu marynarzy oraz uszkodzony został statek „Chelsea-3”. Wszystkich piętnastu członków załogi uratowano.
14–15 października koło Suliny w Rumunia zaatakowane zostały tankowce „Yara J”, który znajdował się na rumuńskich wodach terytorialnych (uszkodzony silnik) i „Wine Trader”, który zatonął z siedmioma członkami załogi).
17 października – Rumunia zestrzeliwuje dwa drony nad swoimi wodami.
Sytuację na Morzu Czarnym najlepiej obrazuje mapka ruchu statków z portalu
Marine Traffic.
Ruch w portach Wielkiej Odesy spadł z około czterystu statków w lipcu do mniej więcej dziesięciu we wrześniu i październiku.
Ukraina zwróciła się do sąsiadów o pomoc w tranzycie jej zboża do portów europejskich. Najpierw na początku października do Polski i Rumunii o znaczące poszerzenie puli tranzytu, ale spotkała się z odmową. W połowie października ponownie poprosiła tym razem także Węgry i Słowację (która obecnie jest głównym kanałem kolejowym dla ukraińskiego eksportu). Zgodę wyraziły Budapeszt i Bratysława pod warunkiem, że produkty nie trafią na węgierski i słowacki rynek. Rumunia się nie zgodziła, Polska „prowadzi rozmowy”, co jest dyplomatycznym, miękkim wyrażeniem odmowy.
Cóż…
Cwaniactwo się nie opłaca.
Ale zanim zaczniecie współczuć Ukrainie, której eksport dławi Moskwa, warto zauważyć, że tym razem rosyjskie uderzenia były odpowiedzią na ataki ze strony Ukrainy.
Na początku lipca, zanim Rosja przeprowadziła pierwszy atak na port Piwdennij, Ukraina zaczęła operację „MoŁoCzKa”, która była elementem uderzeń w rosyjski potencjał eksportu paliw.
Zaczęło się 6 lipca od ataków na rosyjskie tankowce na Morzu Azowskim. 7 i 9 lipca w kolejnych falach nocnych ataków uderzonych zostało około trzydziestu pięciu jednostek. Były to głównie tankowce, ale też masowce i holowniki.
W nocy z 10 na 11 lipca ukraińskie drony zaatakowały łącznie dwadzieścia osiem statków na Morzu Azowskim. Rosja wstrzymała żeglugę na kanale Don-Azow i przestała przyjmować wnioski o przejście przez Cieśninę Kerczeńską. Tym samym wyłączony został kanał żeglugowy odpowiedzialny za jedną czwartą rosyjskiego eksportu płodów rolnych.
Dalej już wiecie.
Ukraina na rosyjskie ataki zareagowała kontynuując ataki, ale też uderzając w rosyjskie terminale zbożowe.
Po połowie lipca jednak zakończyła tę operację.
W wyniku własnego niezbyt przemyślanego ataku Ukraina co prawda zamknęła Rosji jeden z kanałów eksportu (których Rosja ma znacznie więcej, więc po prostu przekierowała zboże z Azowa do innych portów), ale jednocześnie wyłączyła własny główny kanał, jakim jest Morze Czarne i to nie tylko w zakresie eksportu zbóż, ale i importu towarów, w tym podwójnego zastosowania (formalnie cywilne, ale możliwe do użycia wojskowo). Sponiewierała tym samym własną i tak już słabą ekonomię.
W dodatku Rosja natychmiast wykorzystała sytuacją propagandowo, sprzedając Globalnemu Południu opowieść o tym, jak źli Ukraińcy powodują głód na świecie blokując rosyjskie statki na Morzu Azowskim.
Jeśli chodzi o dostarczanie wrogom argumentów przeciw sobie, to Kijów jest mistrzem świata.
Oczywiście w ramach kontynuacji robienia sobie samemu krzywdy Ukraina wróciła do antypolskich zagrywek z fetowaniem UPA, ale tym razem nie udało się na razie rozpalić emocji do takiego poziomu, jak pół roku temu.
I tu dochodzimy do trzeciego strzału we własną stopę, czyli do afery o olej napędowy między Stanami Zjednoczonymi, Rosją i Ukrainą.
Skąd się w ogóle wzięła cała afera.
Wojna rosyjsko-ukraińska oraz wojna z Iranem, w tym blokada cieśniny Ormuz doprowadziły do wysokich cen paliw. To szkodzi wizerunkowi administracji prezydenta Trumpa wśród wyborców, a zbliżają się wybory „połówkowe”, czyli midterms. Istnieje duże ryzyko, że Republikanie stracą większość w Kongresie na rzecz Demsów.
Przez cały wrzesień kursy na giełdzie paliw szły w górę. Prezydent Trump, żeby odwrócić uwagę od własnych błędów i tego, że utknął w Zatoce Perskiej, zaczął oskarżać Ukrainę, że wzrosty cen to wina ukraińskich ataków na rosyjskie rafinerie. Że to nie miało sensu, wykazałem wyżej, bo raz, że Rosja sama wcześniej wprowadziła embargo, a dwa, że to, co Rosja może zaoferować nie może zmienić cen globalnych.
Jednak 25 września pojawiają się szanse na zmianę. W Nowym Jorku trwają rozmowy amerykańsko-irańskie, eksport przez cieśninę Ormuz zaczął zbliżać się do stanu przedwojennego, a z Waszyngtonu wyszła sugestia o zakazie eksportu amerykańskiego diesla.
To spowodowało, że ceny na giełdzie zaczęły spadać.
 |
| 9 października cena oleju napędowego California zbliża się do ośmiu dolarów za galon. Lower Atlantic spada do pięciu dolarów i sześćdziesięciu centów za galon. Za chwilę obniżki staną się odczuwalne… |
Najlepszy prezydent Stanów Zjednoczonych i Zbawca Ludzkości kierowany przez samego Chrystusa nie może pozwolić, żeby taka pozytywna zmiana odbyła się bez jego wspaniałego udziału. I podejmuje absurdalną w istocie szarżę.
 |
|
Ogłasza zawarcie przez telefon porozumienia z Putinem, który wkrótce rzuci na rynek amerykański diesla i ceny zaczną spadać
|
To oczywiście bzdura, bo żadnego formalnego porozumienia nie ma. Nie ma dokumentu z podpisami. Co więcej, podany w poscie wolumen to mniej, niż dzienne zużycie diesla w Stanach Zjednoczonych. Mniej, niż JEDNA DZIESIĄTA dziennego zużycia.
Ale w mediach wygląda to wspaniale, no nie?
W ślad za tym poszło czasowe (do kwietnia) zluzowanie embarga na rosyjski olej napędowy z jednej strony, a z drugiej Rosja zluzowała faktycznie swoje restrykcje i zaczęła załadunek tankowca, który w Stanach powinien być… 7 listopada, czyli już po midterms.
Kto nie skorzystałby z okazji, żeby pokazać, jak tocząca wojnę Rosja niesie pomoc cierpiącemu narodowi amerykańskiemu?
Dwa dni po tej deklaracji prezydent Trump ogłosił światu, że obie strony konfliktu zgodziły się na rozejm energetyczny.
Obie strony nic o tym nie wiedziały. Kijów wyraził ostrożny optymizm. Moskwa nie potwierdziła porozumienia. Po czym Rosjanie przeprowadzili potężne, podwójne uderzenie na Kijów, a dzień wcześniej zbombardowali elektrociepłownię w Charkowie.
12 października ceny diesla znowu wystrzeliły w górę.
 |
| Chociaż ceny benzyny nadal spadają |
Przyczyna jest prosta: głównym paliwem wojennym jest… diesel.
To jedna warstwa tej sytuacji. Jest też i druga.
Cała retoryka prezydenta Trumpa opiera się na tezie:
– Dogadajmy się i będziemy handlować.
Gra z Moskwą w paliwa jest elementem tej retoryki. Nic nie znacząca i nie zmieniająca sytuacji oferta jest furtką, zaproszeniem do negocjacji. W ślad za tym idzie konkretna oferta zawieszenia broni w obszarze, który jest dla Moskwy ekonomicznie korzystny.
Piłka jest po stronie Ukrainy i Rosji.
Tylko, że zanim to nastąpiło, prezydent Zełeński na prośbę, żeby przez chwilę nie atakował rosyjskich rafinerii odpowiadał, że będzie atakował, co zechce i nikt mu nie będzie dyktował…
W odpowiedzi dostał oskarżenia o przyczynienie się do wysokich cen paliw, a potem informację o porozumieniu się w sprawie diesla nad jego głową. To ewidentny prztyczek, w stylu:
– Gościu, jak będziesz fikał, to dogadam się bez ciebie.
Potem Rosja stwierdziła, że żadnego rozejmu nie ma, a Ukraina przeprowadziła uderzenia w rafinerie. I zaraz potem nastąpiły zakłócenia systemu Starlink i Starfield (tu też jest niezły bałagan, bo każdy mówi co innego i sam sobie przeczy).
Wbrew narracjom serwowanym w Polsce, ograniczenia te miały umiarkowany wpływ na operacje ukraińskie. Po prostu uczyniły je nieco bardziej upierdliwymi, ale nie sparaliżowały (operacja „Vivaldi” trwała w najlepsze, a kolejne ciosy spadały na terytorium Rosji). Kolejny przytyczek:
– Nie fikaj, bo od nas zależysz.
I tak prezydent Zełeński chcąc podkreślić swoją sprawczość i suwerenność dwukrotnie zaszkodził swojemu krajowi. Łącznie z tym, co pisałem wcześniej, to w sumie czterokrotnie, licząc osobno ataki na Morzu Azowskim i relacje z sąsiadami.
Lista przypałów w jego wykonaniu jest dłuuuuuga i wydłuża się każdego dnia.
Czy ta gra prezydenta Trumpa ma sens?
Tak i nie.
Nie, bo jak już było mówione, Rosja nie prowadzi wojny sama. Jest psem łańcuchowym Pekinu i to w Pekinie zapadają decyzje, jaki kierunek będą miały rosyjskie działania.
Ale…
Tak jak w latach sześćdziesiątych idee fixe amerykańskiej polityki było wyciągnięcie Chin z orbity wpływów sowieckich, tak teraz odwrotnie, roją sobie, że wyciągną Moskwę z rąk Pekinu.
Problem w tym, że Smok trzyma Niedźwiedzia za „klejnoty” (nie tylko na Syberii) i ma czym go szantażować. Zachód nie ma Moskwie nic do zaoferowania.
Tylko w Waszyngtonie nie wszyscy to rozumieją. A nawet jeśli oni rozumieją, to świadomość ta jest wątła wśród Amerykanów bez względu na opcję polityczną. Amerykański wyborca musi co jakiś czas dostawać komunikat:
– Robiłem, co mogłem, ale to oni są uparci i nie chcą.
Musimy przywyknąć, że oni tak myślą i tyle.
20 października w Oslo prezydent Zełeński spotkał się ze Stefkiem Witkowem, prezydentem Finlandii, premierem Norwegii oraz przedstawicielami głównych państw NATO, w tym Polski, gdzie ustalono ramy pokojowe, jakie Witkow przedstawić miał na drugi dzień w Moskwie. W zasadzie było to potwierdzenie tego samego stanowiska, które obowiązywało dotąd, czyli mocno proukraińskiego.
Moskwa zgodziła się na wznowienie trójstronnych rozmów, ale odrzuciła przedstawione propozycje. W geście dobrej woli wypuściła trzymanego w więzieniu amerykańskiego dziennikarza (i od razu na Sachalinie porwała jego japońskiego kolegę Yuki Imai).
Na uboczu tych rozmów doszło dzięki mediacji Melanii Trump do zawieszenia ognia w rejonie Oleszek koło Chersonia. Według Moskwy od wtorku nastąpi wstrzymanie ognia, a mieszkańcy tej miejscowości będą mogli dobrowolnie się z niej ewakuować.
Tak we wrześniu wyglądały Oleszki
Kończąc, żeby nie przedłużać tworzenia tego wpisu (miały być dwa-trzy dni, a są znów dwa tygodnie).
3 Korpus „Azow” zakończył operację „Vivaldi”. Czwarta faza chyba miała być dojściem do Żerebca, ale to się nie udało.
 |
| I tak skala odzyskanego terenu – ponad dwieście siedemdziesiąt kilometrów – robi wrażenie. Do tego dwustu siedemdziesięciu jeńców i całkowite rozbicie 144 Dywizji Zmotoryzowanej. Moskale dawno nie mieli takiego łomotu |
Najważniejszy sukces to odsunięcie zagrożenia Lymanu od północy przez likwidację nawisu. Dodatkowo Moskale ratując ten kierunek musieli ściągać posiłki z innych odcinków.
Ukraina ma szczęście, że przy tak nieogarniętym kierownictwie państwowym ma w większości naprawdę przytomnych i sensownych żołnierzy.
Zostaw komentarz