Media tzw. głównego nurtu ponoszą bezpośrednią odpowiedzialność za to, że w krajach Zachodu kariery polityczne robią coraz częściej ludzie skrajnie niekompetentni, niezdolni do myślenia w kategoriach strategicznych, narcystyczni, płytcy a wręcz żenujący.

Im słabszy kraj, tym większą siłę polityczną mają w nim „niezależne” media głównego nurtu. To one stają się wówczas realną siłą polityczną decydującą o karierze polityków. To ich kandydaci wygrywają na ogół wybory, gdyż znaczna część społeczeństwa czerpie swoją wiedzę o świecie wyłącznie za ich pośrednictwem.

Establiszment medialny, chociaż pozornie samodzielnie nie tworzy polityki, w praktyce ma decydujące znaczenie w zakresie narzucania społeczeństwu zarówno tematyki, jak i formatu sporu politycznego.

Aby wyjść z impasu, w którym polityka jest domeną „najgorszych z najgorszych” – trzeba poważnie zastanowić się nad funkcjonowanem współczesnej demokracji, w szczególności nad rolą tzw. „czwartej władzy”. Czwarta władza w warunkach zglobalizowanego kapitału nie jest ani demokratycznie wybierana, ani nie reprezentuje interesu społecznego. Reprezentuje raczej pewien konglomerat opinii globalnych elit zainteresowanych utrzymywaniem status-quo i niechętnych wszelkim poglądom partykularnym.

W warunkach polskich – kraju słabego, którego emancypacja stanowi zagrożenie dla stabilności ładu regionalnego – media głównego nurtu wspomagają elity kompradorskie działające na korzyść mocarstw zewnętrznych osłabiając realną sprawczość naszego kraju.

Rzucam pytanie:

Na ile blokada CPK jest celem „samym w sobie” rządzącej obecnie koalicji, a na ile jest celem na obecnie rządzące elity PROJEKTOWANYM przez kompleks medialny zainteresowany wytworzeniem społecznego nastawienia przeciwnego temu projektowi?

Odnoszę wrażenie, że proporcje nie są tu wcale takie oczywiste!

Chociaż ekipa Tuska naprawdę na poważnie zabrała się za uwalenie CPK, to robi to tak nieudolnie, że opinia publiczna zaczyna się odwracać od takiego gwałtu na naszym interesie narodowym. W tym momencie to właśnie media w rodzaju TVN czy Gazety Wyborczej zaczynają „grzać temat” jakby bardziej niż sama władza zainteresowana chyba już przede wszystkim w tym, aby cały problem jakoś wyciszyć.

A jednak to właśnie media nadają ton produkując raz za razem kolejne „fakty prasowe”, które w tępy i monotonny sposób starają się ideę CPK zdezawuować. To media wytwarzają sytuację, w której politycy Koalicji czują się zobowiązani do zaprezentowania swojego sprzeciwu wobec tej inwestycji nawet wówczas, kiedy tematyka ta jest im – w przypaku konkretnych osób – kompletnie obca i leżąca poza ich kompetencjami.

Raz po raz czytam teksty dziennikarskie, jak np. najnowszy Mateusza Madejskiego w Business Insider Polska, które są napisane tak, jakby to sztuczna inteligencja otrzymała zadanie, aby napisać tekst niby-obiektywny, ale tak żeby wywołać jak najbardziej niekorzystne wrażenie. Powtarzane uparcie dawno „zdebunkowane” argumenty (jak np. lotnisko za „setki miliardów złotych” – kiedy wiadomo, że koszt portu lotniczego, to jedynie ułamek kosztów, z których ogromną, przytłaczającą większość stanowi komponent kolejowy). Jakieś kretyństwa o „braku empatii” wobec wywłaszczanych właścicieli gruntów. Zarzut, że projekt lotniska wykonało uznane biuro projektowe, gdyż „może Polacy woleliby projekt skromniejszy” – wskazania tego, co w obecnym projekcie jest „nieskromne” próżno jednak szukać…

Coraz bardziej skłaniam się do przekonania, że rzeczą kluczową w przypadku zmiany władzy w Polsce będzie rozbicie obecnego ładu medialnego. W naszym kraju ukształtowało się silne lobby medialne, które prowadzi zakulisową grę polityczną i to ono bardziej kształtuje dziś naszą scenę polityczną niż sami politycy.

To, co zrobił Patryk Jaki – nagrywając rozmowę z dziennikarką TVN i emitując ją niezależnie, obnażając w ten sposób mechanizm, za pomocą którego stacja ta formatuje dyskurs polityczny – było może drastyczne, ale jest konieczne. Prawicowa opozycja musi odzyskać język a może to zrobić wyłącznie wówczas, gdy mechanizmy te zostaną ujawnione i w ten sposób pozbawione skuteczności. Ludzie muszą zobaczyć, że media głównego nurtu nie podają im informacji, ale przede wszystkim gotowe jednostronne interpretacje zbudowane za pomocą montażu wycinającego wszelkie niuanse i problematyzację.

Media głównego nurtu działają bowiem tak, że kontrowersje są zawsze tylko po jednej stronie. Powtarzam – nie chodzi o to, że kłamią (kłamią rzadko), ale o to, co przemilczają, o czym nie rozmawiają, oraz o to, jak ustawiają określone poglądy i przekonania jako „kontrowersyjne” stwarzając w ten sposób sztucznie wykreowaną „normę społeczną”, na tle której odbywa się dalej dyskurs polityczny, normę, wobec której indagowani są później politycy.

Patryk Jaki, który nie chciał pozwolić na to, aby dziennikarka TVN skonstruowała taką „normę” poprzez pytanie „czy nie wstydzi się Pan polubienia tego antyimigranckiego klipu” w sposób perfekcyjny wyłapał istotę tego mechanizmu. Właściwe bowiem pytanie jest takie, czego właściwie miałby się wstydzić? Czego konkretnie dotyczy zarzut? Takie pytanie prowadzi jednak wprost do zderzenia się dwóch światopoglądów: takiego, który dopuszcza ocenę danej polityki na podstawie doświadczenia, w jaki sposób funkcjonuje dana grupa społeczna, oraz takiego, który uważa, że wszelkie takie generalizacje są krzywdzące, bo zachowanie grupy nie determinuje tego, jak zachowują się poszczególne jednostki. Łatwo wówczas wykazać hipokryzję stojącą za tym ostatnim, skoro ci sami ludzie, którzy uważają, że nie wolno ograniczać imigracji z powodu „strachu” przed związaną z imigracją przestępczością są często tymi samymi, którzy nalegają np. na fabryczne ograniczenie prędkości pojazdów – są bowiem kierowcy, którzy nic sobie nie robią z przepisów i są sprawcami śmieci na drogach. Czego zatem się boją? Skoro, jak mówią, „źli imgranci” to jedynie margines, to przecież łatwo dowieść, że i „źli kierowcy”, to jedynie margines… Dlaczego mamy się bać „złych kierowców”, dla których przepisy nic nie znaczą, a mamy się nie bać „złych imigrantów”, którzy mają nasze prawa w tzw. głębokim poważaniu? Dlaczego w jednym przypadku norma ogólna ma działać ograniczając wszystkich a w drugim nie?

Taka dyskusja szybko ukazałaby, że za określonymi poglądami stoi coś więcej niż tylko „dobra intencja”, że są one oparte o pewne ukryte założenia co do natury ludzkiej, obowiązków moralnych oraz oczekiwanego ładu publicznego – założenia, które nie są ani oczywiste ani powszechnie podzielane. Ich dyskursywne ukrycie a zarazem ukazanie wniosków z nich płynących jako „oczywistych” jest dziś główną techniką propagandową mediów głównego nurtu.