Patrzyłem jak autokary z trudem mijają się na wąskiej drodze. Nasz kierowca aż wciągnął brzuch, aby się przecisnąć. Udało się. Ja też tak bym potrafił, gdyż codziennie jeżdżę po łódzkich drogach.
W każdym razie te ich autostrady nie mają polskiej megalomanii. Czy w ogóle to są autostrady? Podobno gdzieś mają autostrady, ale nie tu i nie tyle co Polska. A przecież ich stać, bo mają ropę naftową. I mają też masę autokarów na drogach.
W tym momencie się rozmarzyłem, przypominając sobie mój pierwszy wyjazd do Niemiec. Było to w czasie, gdy jeszcze była granica pomiędzy wschodnimi i zachodnimi Niemcami, ale już jej nie pilnowano. Więc wjechaliśmy do niemieckiego raju aż do samego Frankfurtu nad Menem.
I właśnie wtedy zachwycaliśmy się niemieckimi autostradami. Był nawet taki jeden dzień, gdy weszliśmy na most nad autostradą i oglądaliśmy, jak jeżdżą ich piękne samochody. Ten widok nas jakoś zauroczył. Byliśmy dumni z Niemców.
Pojechaliśmy zbierać truskawki, później wiśnie, a następnie roznosiliśmy reklamy. To już był awans społeczny. I my po ich autostradach zapychaliśmy maluchem.
Więc tak sobie myślę, że autostrady i samochody to nasz kompleks narodowy. Taki sam, jaki ma dziecko, które zazdrości kolegom pięknych rowerów. Dlatego później, gdy już dorośnie, kupuje sobie wypasioną kolarkę z profesjonalną przerzutką Shimano Dura-Ace, aby wyleczyć traumę z dzieciństwa. I teraz Norwegowie mogą nam zazdrościć autostrad. Niech przyjeżdżają do Polski, aby wejść na jakiś wiadukt i popatrzeć, jak jeżdżą nasze wypasione samochody.
Bo Norwegia nie ma autostrad typu Shimano. A przecież jest Kuwejtem Europy. Ma masę tuneli, które są im naprawdę potrzebne. Gdybyśmy my mieli ropę – zbudowalibyśmy sobie jeszcze piękniejsze autostrady ze złotymi klamkami. Lub może po prostu ropę zawłaszczyliby nasi oligarchowie, bo u nas prawdziwy kapitalizm i wolny rynek jak na Ukrainie. A nie socjalizm, jak w Norwegii.
Więc tak sobie jechałem autokarem i zastanawiałem się, czy rzeczywiście najbardziej potrzebowaliśmy autostrad. Być może korzystniejsza byłaby gęstsza sieć dobrych dróg. Nie wiem tego, bo nie jestem specjalistą. Ale wiem, że wciąż mamy traumę po komunizmie.
Oczywiście nasze autostrady są zapchane samochodami, ale wciąż pozostaje otwarte pytanie: ilu właścicieli tych samochodów leczy z ich pomocą swoje kompleksy? Bo samochody to też nasz postkomunistyczny kompleks.
Gdybyśmy nie zazdrościli Niemcom ich autostrad i samochodów, nie mieli oligarchów zdolnych wymusić inwestycje, które umożliwiają przelewanie publicznych pieniędzy do prywatnych kieszeni, i nie uzależnili się od funduszy z programów unijnych – w jakim kierunku poszedłby rozwój Polski? Może tak samo, a może całkiem inaczej.
Nieważne. Ważne, że mamy wspaniałe autostrady i cały świat nam ich zazdrości. To jest najważniejsze.
Zostaw komentarz