GDZIE JEST MOJA KOMÓRKA?!
Blogi Zewa
To pytanie, powtórzone po milion razy, dręczy co dzień Naród Polski. Nie co jest pierwotne, duch czy materia, nie co jest ważniejsze cnota, czy pieniądze, nie o co walczymy i dokąd zmierzamy lecz właśnie to – GDZIE JEST TA CHOLERNA KOMÓRKA?!
– Przecież przed chwilą trzymałem ją w ręce! Nóg dostała czy co?! Nie możesz jeść, nie możesz spać, lecz biegasz po swojej przestrzeni życiowej, nieważne czy jest nią auto, czy domek, czy kawalerka i szukasz, szukasz, szukasz…
Nie tak dawno zszedłem na parter, gdzie mieszka Mama, podłączyłem jej komórkę do ładowania po czym palnąłem się w czoło. „No dobrze, a gdzie jest Moja Komórka?! Musiałem ją odłożyć w pokoju Mamy na bok. Szukam pod stołem, w biblioteczce, pod łóżkiem, na łóżku…
Nic!
Pożyczam telefon od Mamy i wybieram mój numer. Słychać sygnał i wibracje, ale jakieś przytłumione. Powtarzam ceremonię szukania. Obłęd pojawia się w moich oczach. Mama patrzy na mnie nieco przerażona. Głos słychać, komórki nie widać. Skracam. Komórka po trzech godzinach się znalazła.
Na piętrze gdzie mieszkamy my. Ładowała się też. Buczenie tłumił sufit… O szczęśliwe czasy gdy telefonu nie miał prawie nikt, a ludzie rozmawiali ze sobą w realu. Bez czata.
Może kiedyś znowu tak będzie…
Zbigniew Zew Wieczorek
Dzyń dzyń!
Zostaw komentarz