Od kilku miesięcy szykuję się do napisania tego tekstu, ale za każdym razem odkładałem ten temat różnych powodów na bok. Jednak w świetle ostatnich wydarzeń teraz jest chyba jest czas na taki tekst.
Stawiam dość prostą tezę – moim zdaniem wchodzimy w niebezpieczny okres, w którym rosyjskie kierownictwo subiektywnie będzie uważać, iż otwiera się dla niego fantastyczne okienko możliwości dla ataku (w tej czy innej formie) na państwa NATO. Cały szereg czynników w tej chwili działa na korzyść Rosji. Albo przynajmniej Rosja będzie uważać, że tak działają. Spróbujmy krok po kroku omówić te czynniki.
1. Kreml żyje we własnym świecie. Gdzieś pół roku temu napisałem tekst pod tytułem „Jak wybuchają wojny światowe”, gdzie stawiałem tezę, iż wielkie wojny wybuchają nie dlatego, że ktoś celowo do nich dąży, lecz dlatego, że mocarstwa, podnosząc w grze stawkę, źle oceniają swoich rywali i w pewnym momencie zamiast się poddać, druga strona podejmuje wyzwanie. Więc w wypadku oceny, na ile możliwy jest rosyjski atak, należy nie tyle oceniać obiektywny bilans sił i obiektywne nastroje społeczne, lecz badać subiektywny sposób traktowania przez Kreml rzeczywistości. Co Rosjanie odbierają jako siłę, a co jako słabość i jakie czynniki oni biorą pod uwagę, a jakie ignorują. Niżej więc wyliczę te czynniki, które według mojej analizy (a będąc osobą ze Wschodu, obserwuję uważnie rosyjskie procesy polityczne od ponad 20 lat) dla Rosji będą miały największą wagę.
2. Utrata szansy na przełamanie frontu. W wojnie na Ukrainie moim zdaniem można wyodrębnić trzy etapy. Celem Rosji na każdym etapie była zawsze cała Ukraina, a nie opanowanie jakiegoś jej kawałka. Pierwszy etap – atak na Kijów i szybkie opanowanie oraz przeformatowanie ukraińskiego państwa. Wynik – niepowodzenie. Drugi etap – metodyczna wojna z próbą zniszczenia znaczących sił ukraińskiej armii na froncie, by na tle porażki narzucić swoje warunki pokoju, otwierające Rosji drogę do podporządkowania sobie Ukrainy. To również się nie udało. Trzeci etap – stawka na wojnę na wyniszczenie, gdzie rachunek był prosty: wykończyć ukraińskie zasoby szybciej, niż skończą się rosyjskie. Zapasy sprzętu i amunicji na Zachodzie się wyczerpywały, ukraińska zbrojeniówka była zniszczona, zasoby ludzkie były i są o wiele mniejsze niż rosyjskie. Do tego dochodzi Trump, który odciął Ukrainę od amerykańskich dostaw i wsparcia. Wydawało się, że zwycięstwo jest pewne. Ale w 2026 roku jasne już jest, że ta stawka była błędna. Ukraińcy odpowiedzieli na braki w sprzęcie „dronizacją” frontu, a niedobór rekruta zrekompensowali powstaniem tzw. „strefy śmierci”, no i najważniejsze: powstała nowa ukraińska zbrojeniówka, której fundamentem jest… potężne wsparcie finansowe z Europy. W sensie taktycznym sądzę, że Putin uważa, iż na froncie jego armii idzie całkiem dobrze. Jego generałowie malują mu taki obraz. Natomiast nawet opanowanie całego Donbasu strategicznie niczego nie zmienia. Ukraina nie skapituluje z powodu utraty tych miast, a ukraińska produkcja dronów i rakiet, w tym balistycznych, będzie i tak rosła w tych warunkach, więc w sensie strategicznym to niczego absolutnie nie zmieni i problemu dla Putina nie rozwiąże. W tej sytuacji trzeba albo iść na realne porozumienie i podpisywać zawieszenie broni, albo… podnosić dalej stawkę. Spróbujcie przeanalizować, jak Putin postępował wcześniej w podobnych sytuacjach, kiedy nie dostawał tego, czego chciał: czy on się cofał, czy jednak podnosił za każdym razem stawkę? Odpowiedź jest oczywista: sama sytuacja geopolityczna, w jakiej jesteśmy teraz w naszym regionie, jest odpowiedzią.
3. Zmiana sposobu prowadzenia wojny. Tak, tak, słynna wschodnia dronoza. Nie będę wchodził teraz w dyskusje odnośnie tego, na ile realnie ten system walki z masowym użyciem dronów jest zagrożeniem dla armii natowskich. W kontekście omawianego tematu to nie ma znaczenia. Nawet jeżeli drony są mocno przereklamowane, znaczenie ma tylko to, że rosyjskie kierownictwo będzie uważało, iż w chwili obecnej posiada sporą przewagę nad europejskimi armiami, niegotowymi przeciwdziałać rosyjskim siłom bezzałogowym. NATO coraz częściej robi manewry z zaangażowaniem ukraińskich droniarzy, żeby znaleźć luki w zdolnościach swoich sił i je wypełnić. To jest logiczne, ale Rosjanie będą wyciągać zupełnie inne wnioski – dla nich to jest potwierdzenie tego, że teraz mają w bezpośrednim lądowym wsparciu przewagę. Przy czym z punktu widzenia Kremla to jest przewaga tymczasowa, bo natowskie armie w końcu mogą się tego typu walki z czasem nauczyć.
4. Wzrost partii skierowanych na porozumienie z Rosją. Marine Le Pen we Francji, AfD w Niemczech i wzrost poparcia dla podobnych polityków i partii w wielu innych państwach europejskich, w tym również w Polsce. W ramach naszej logiki atakować Europę w tych warunkach jest nielogiczne – wystarczy poczekać, aż tego typu partie wygrają wybory i im nie przeszkadzać. Ale rosyjska logika jest inna. Rosji nie interesują zasadniczo jakieś przyjazne stosunki z tego typu reżimami w Europie. Oni traktują to jako objaw słabości społeczeństw europejskich, które ich zdaniem nie są gotowe do konfrontacji z Rosją i zmęczeni tematem ukraińskim. W tych warunkach należy Europejczyków przycisnąć. Skoro już teraz są zdemotywowani, to oznacza, że można przeprowadzić deeskalację poprzez eskalację. Postawić Europejczyków przed perspektywą prawdziwej wojny, a oni, przestraszeni, sami zaakceptują porozumienie z Rosją na jej warunkach. No a pierwszym warunkiem oczywiście będzie porzucenie Ukrainy. To jest dokładnie ta sama logika jak i w wypadku inwazji na Ukrainę w 2022 roku. Ukraińcy absolutną większością zagłosowali za Zełenskiego, który kandydował z hasłem porozumienia się z Rosją. Na tej podstawie Kreml uznał, że jeżeli Rosja zaatakuje Kijów, to takie społeczeństwo nie będzie stawiać oporu. Europejskie społeczeństwa głosujące w celu zachowania pokoju na partie gotowe do porozumienia się z Rosją przybliżają wojnę, a nie oddalają ją. Rosja nie chce waszej przyjaźni czy kompromisu – ona chce waszej kapitulacji i zaakceptowania jej warunków.
5. No i przechodzimy być może do najważniejszych czynników. Wcześniej istniał czynnik, który Rosjan powstrzymywał czy przynajmniej wzbudzał niepewność – gwarancje USA w Europie. Teraz, moim zdaniem, ten czynnik właśnie znika. O tym, że USA przekierowują swoją uwagę na Pacyfik, mówimy od dawna, ale dopiero za rządów Trumpa mamy do czynienia z konkretnymi czynami, które Rosja potraktuje jako strategiczny sygnał. USA w chwili obecnej zredukowały swoje siły lądowe w Europie, przy czym pomimo rozmów o świetnych stosunkach i wzorowym sojuszniku, obecnie ta redukcja dotyczy przede wszystkim wschodniej flanki. Ale nawet jeżeli będzie inaczej, ogólna redukcja amerykańskich sił w Europie jest nieunikniona, mimo że te siły i tak były bardzo szczupłe i ograniczały się do kilku brygad. Poza tym jesienią z ust Elbridge’a Colby’ego usłyszymy o konkretach redukcji sił lotniczych i morskich USA w Europie. Stany Zjednoczone wychodzą z Europy. To już nie jest hasło publicystyczne, ten proces jest faktem. Amerykanie mówią zupełnie otwarcie nie tylko o redukcji sił, ale i o zmianie swojej roli w Europie na poziomie strategicznym. Dla Rosji to jest bezpośredni sygnał.
6. Katastrofa wojny z Iranem. Sądzę, że strategiczne skutki wojny USA z Iranem dla nas mogą być nawet poważniejsze niż dla samych Stanów. W kontekście omawianego tematu ważne jest przede wszystkim zużycie najważniejszych efektorów w arsenale armii USA. Amerykańskie ośrodki analityczne zupełnie otwarcie piszą, iż obecny stan jest krytycznie niski i nie jest wystarczający do skutecznego odstraszania Chin. Jeżeli przed wojną można było mieć wątpliwości co do tego, czy przy ograniczonej produkcji Amerykanie zdecydują się zużyć swoją strategiczną rezerwę w potencjalnej wojnie z Rosją, to w obecnych warunkach odpowiedź na to pytanie w traktowaniu Kremla będzie oczywista – jest to bardzo mało prawdopodobne. W Polsce często się mówi, jak to NATO będzie inaczej walczyć z Rosją, akcentując uwagę na dominacji powietrznej. Ale to nie NATO będzie inaczej walczyć, tylko w tłumaczeniu na język faktów oznacza to, iż oczekujemy, że przybędzie tutaj siła, która posiada większość zdolności uderzeniowych NATO, czyli USA, i zawalczy nam tutaj inaczej. No to warto sobie wreszcie uświadomić, że po wojnie z Iranem dla Rosji ten czynnik już nie działa odstraszająco. Kreml będzie uważał za bardzo mało prawdopodobny scenariusz, w którym tysiące Tomahawków polecą na Moskwę w obronie umownej Narwy, dlatego że Stany nie będą chciały zużyć swoich ostatnich rezerw na kierunku, który sami oficjalnie traktują jako drugorzędny w stosunku do Chin. No a dominacja w powietrzu przecież potrzebuje przede wszystkim amunicji, żeby tę przewagę przekuć w zwycięstwo. Wojna z Iranem zużyła przecież nie tylko efektory dla obrony przeciwrakietowej, słynne pociski do systemów Patriot, pociski manewrujące typu Tomahawk, czy AGM-158 JASSM, ale też i o wiele prostsze, takie jak różnego rodzaju bomby szybujące. Te jeszcze wcześniej w ogromnej liczbie zostały też przekazane Izraelowi dla uderzeń na Gazę i Liban. Dziesiątki tysięcy sztuk.
7. Zachodnie lotnictwo nie takie straszne. Kolejny wniosek z wojny z Iranem dla Rosji jest taki, że USA, zużywając cały ten swój arsenał w kampanii lotniczej, nie pokonały przecież państwa dziesięć razy mniejszego i słabszego od Rosji. Więc subiektywnie to w dodatku przekonuje Rosjan, iż nawet jeżeli jakimś cudem, wbrew własnym interesom, Amerykanie wystąpią w obronie wschodniej flanki NATO i zużyją te swoje rezerwy, to nadal to ich z nóg nie powali. No bo przecież Iranu nie powaliło.
Można byłoby przytoczyć jeszcze kilka mniej ważnych czynników, ale tekst i tak już jest przydługi. Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że w traktowaniu Rosjan większość tych czynników tymczasowo tylko działa na ich korzyść. Europejskie armie rosną liczebnie, produkcja systemów przeciwdronowych i przeciwrakietowych wzrośnie, produkcja środków rażenia „długiej ręki” się rozkręci, armie europejskie nauczą się działać w warunkach tzw. „strefy śmierci”, Trump może przegrać wybory i polityka USA może zostać skorygowana. Inaczej mówiąc, to wszystko razem tworzy w percepcji Rosjan niebezpieczne dla nas okienko możliwości. A jaki byłby cel takich działań dla Rosji? Chcieliby upiec dwie pieczenie na jednym ogniu – storpedować NATO, ujawnić brak amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa, ale przede wszystkim – wygrać wojnę na Ukrainie na poziomie strategicznym, niszcząc samą podstawę, na której obrona ukraińska się trzyma – czyli pieniądze europejskie.
I żeby było jasne, ja tak naprawdę jestem dobrej myśli co do reakcji przynajmniej części społeczeństw europejskich – Putin moim zdaniem się przeliczy dokładnie tak samo, jak przeliczył się wcześniej z Ukrainą. Efekt będzie zupełnie inny niż to, czego oczekuje. Ale nie to jest tematem tekstu. Uważam, że Rosjan koniec końców czeka porażka, natomiast należy po prostu zdawać sobie sprawę, że rachunek strategiczny Kremla w tej chwili skłania ich do działań przeciwko Europie i to w najbliższych miesiącach, może w perspektywie roku. I żeby najgorszego scenariusza uniknąć – należy zadbać o jedną jedyną rzecz, która tak naprawdę może Rosjan powstrzymać albo zmniejszyć skalę ich potencjalnej agresji – czyli fizyczny brak zasobów dla tego typu ataku.
Uwaga! Dla tych, kto nie ma czasu na czytanie, TUTAJ znajdą Państwo wersję audio tego tekstu: https://open.spotify.com/episode/0KZtrZUYFOuzurDaJhoGoN?si=09ba24ced4874e16 którą mozna spokojnie wysłuchac w wolnej chwili. Jedynie 12 minut.
___________________________________________________________
Zachęcam również do wspierania mojej niezależnej publicystyki, linki w pierwszym komentarzu. —->
Zostaw komentarz