Zadzwonił do mnie wieczorem.

– Michał z tej strony. Ktoś dał mi pana numer… Powiedział, że pan zbiera takie historie. Te, które nie mają grobów. Może pan zapisze moją. Żeby coś po niej zostało.

Mówił wolno. Czuć było, że nosi tę opowieść w sobie od dawna, może i całe życie, i że musi ją wreszcie wypowiedzieć.

– To było dawno. Sześćdziesiąty dziewiąty, może siedemdziesiąty rok. Samotna wędrówka przez Bieszczady i Beskid Niski. Cisza, zarośnięte wsie, popękane fundamenty, zdziczałe sady. I nagle – trafiłem na cerkiew. Chyba Płonna, ale pewny nie jestem. Kamienna, z resztkami witraży, w środku chłód i zapach wilgoci. Stała opuszczona, jakby nawet Bóg o niej zapomniał.

Wszedłem do środka. I wtedy ją zobaczyłem.

Stała w świetle wpadającym przez wybite okno. Dziewczyna. Młoda. Biała suknia, czerwony sznur we włosach. Piękna – ale w jej oczach było tyle smutku, że aż coś ścisnęło mi gardło. Spojrzała na mnie tak, jakby czekała całe życie właśnie na tę chwilę. I wyszeptała jedno słowo:

– „Paweł.”

A potem zniknęła. Tak po prostu.

– Myślałem, że mi się zdawało.

Że to cisza, zmęczenie, gra wyobraźni. Ale to nie dawało mi spokoju.

Kilka lat później spotkałem starego człowieka. Takiego, co pamiętał jeszcze tamte czasy i ludzi. I od niego usłyszał historię, której nie mogę zapomnieć.

Oksana – dziewczyna z tej wsi. Paweł – chłopak z sąsiedniej osady. Ona Ukrainka, on Polak. Byli młodzi i zakochani. Spotykali się po kryjomu, wiedząc, że ani jedni, ani drudzy im tego nie wybaczą. A jednak wierzyli, że miłość wystarczy. Mieli swoje marzenia. Planowali ucieczkę.

Ale w tę noc, kiedy mieli odejść – przyszli po nich.
Zabili. Zakopali obok cerkwi.

I od tamtej pory mówiono, że ona wraca. Że jej cień błąka się po ruinach, że nie może odejść od kamieni, które pamiętają jej śmierć.

– Myślę, że wtedy wzięła mnie za niego – powiedział Michał cicho. – Może w jej świecie czas się zatrzymał.

Po tych słowach zapadła długa cisza. W końcu dodał jeszcze jedno:

– Pan to zapisze. Ja mam swoje lata. Ale może Oksana… może ona jeszcze czeka. Żeby ktoś o niej napisał. Albo, żeby choć raz… ktoś ją wspomniał.

I tak zakończyła się nasza rozmowa.

Dziś piszę tę historię. Kolejną z tych, które nie mieszczą się w żadnych ramach wyobraźni. Michał prosił, by ją ocalić. Nie dla siebie – dla niej. Dla Oksany, która kiedyś kochała. Która czekała. Która może nadal czeka….

Może nie wszystko w tej opowieści jest spójne. Może światło wpadające przez wybite okno cerkwi zagrało na zmysłach samotnego wędrowca. Może dawna historia o zakazanej miłości połączyła się z rzeczywistością.

Ale jedno jest pewne – nie sposób o niej zapomnieć. Po tej rozmowie jest coś, co zostaje w człowieku długo po tym, gdy milknie głos opowiadającego.

Nie wiem, czy Oksana naprawdę wraca.
Może to tylko cień dawnej miłości, zrodzony z ciszy ruin i zranionej ziemi.
Ale wiem jedno – Michał ją widział.
Niósł ją w sobie przez całe życie.
I zostawił mi jej imię, żebym ocalił je od zapomnienia.

Autor: Jędruś Ciupaga