Dlaczego? Trzeba być odklejonym, żeby normalność nazywać „konserwatyzmem”. Bo jeśli ktoś mówi, że są dwie płcie, że małżeństwo to kobieta i mężczyzna, że płci nie da się zmienić jak skarpetek, a pies to nie dziecko – to on nie jest żadnym konserwatystą. On jest po prostu normalnym człowiekiem. A cała reszta – ta tęczowa, tępo-progresywna sekta – to są chorzy na głowę i nienormalni ludzie.
Ale nie, oni zawsze mają swoje etykietki. Jak tylko powiesz, że istnieje biologia i zdrowy rozsądek, to od razu jesteś „populistą”, „skrajną prawicą”, „faszystą”. A jak oni wymyślają kolejne chore absurdy – jak 72 płcie, „rodzicielstwo psa”, „mężczyznę rodzącego dzieci” – to nagle to jest „postęp”. Postęp? Tak, chyba w stronę psychiatryka.
I tu warto sięgnąć do psychologii. Normalność nie jest żadnym politycznym wyborem, tylko opisem tego, co jest zgodne z naturą i umożliwia zdrowe funkcjonowanie człowieka. Zaburzenie zaś zaczyna się tam, gdzie rzeczywistość jest wypierana, a w jej miejsce wstawia się fantazje. Jeśli ktoś uważa, że płeć można sobie dowolnie „wybierać”, to nie ma do czynienia z wolnością – ma do czynienia z klasycznym zaburzeniem. I właśnie takie zaburzenia lewica podnosi dziś do rangi dogmatów.
Problem w tym, że cała ta ideologia nie jest niewinnym wymysłem garstki odklejonych aktywistów. To jest gnojowica, którą postkomunistyczne elity wylewają na społeczeństwo od lat. Tylko zamiast nawozić pola, to oni nawożą tym umysły. I tak rośnie nam pokolenie ludzi, którzy boją się powiedzieć, że dwie płcie istnieją.
Dlatego potrzebne jest jedno – fizyczne usunięcie tej gnojowicy z przestrzeni publicznej. Wylać, spłukać, zdezynfekować. Bo albo bronimy normalności, albo zostaniemy na zawsze w świecie, gdzie pies może być twoim „synkiem”, a facet z brodą i biustem żąda, żebyś mówił do niego „pani profesor”- np na Uniwersytecie we Wrocławiu.
I tu nie chodzi o żadną prawicę czy lewicę. Chodzi o to, że życie ma zasady. Biologia ma zasady. Psychologia jasno pokazuje granicę między zdrowiem a zaburzeniem. A ci, którzy próbują zakrzyczeć te fakty swoimi hasłami o „tolerancji”, to tak naprawdę wrogowie zdrowego rozsądku. I wrogowie Polski.
Dlatego apeluję – nie dajmy się zastraszyć. Mówmy głośno, że normalność to nie „ideologia”, tylko fundament życia. Nie pozwólmy, żeby dzieci w szkołach karmiono kłamstwem, a media robiły z zaburzeń cnotę. Jeśli nie obronimy prawdy, to wkrótce obudzimy się w świecie, gdzie normalność będzie karana, a szaleństwo nagradzane.
Zostaw komentarz