Lewica liberalna umiejętnie wytworzyła cały potężny system nagradzania i wyróżniania „swoich” w kompletnym oderwaniu od ich realnych zasług, ale wyłącznie za sprawą realizacji „wizji” świata odpowiadającego lewacko-liberalnemu imaginarium. Na tej zasadzie pokojowego Nobla dostał Barak Obama, który żadnego pokoju nie zaprowadził a wywołał kilka wojen. Ale nagrodę, o której wie cały świat otrzymał i to stanowi wartość samą w sobie.

Prawica, która „nie umie” w instytucji nie ma podobnego systemu.

Na przykład jest nagroda „Fontane di Roma” (czytaj) przyznawana za działalność w obszarze publicystyki i kultury przez rzymską Accademia Internazionale la Sponda, którą otrzymało wielu prawicowych konserwatystów, także z Polski, ale próżno się dowiedzieć o niej nawet z Wikipedii. Sam o niej nie wiedziałem, dopóki nie dowiedziałem się, że jej laureatem jest m.in. Pan Krzysztof Sitko – tak bardzo jest „niszowa”.

Ta fundamentalna nieumiejętność w zakresie dystrybucji prestiżu prowadzi do trwałego upośledzenia prawicowego poglądu na rzecz nawet najbardziej żenujących przykładów z obozu przeciwnego.

Nie bardzo rozumiem, dlaczego tak się dzieje, ale widzę to w kategoriach ogólnej niewydolności prawicy w obszarze szeroko rozumianej kultury masowej – braku pewnego zrozumienia, czy wręcz negacji jej politycznego znaczenia. Tymczasem to gorzej niż zbrodnia – to błąd!

Prawica potrzebuje zaistnienia na tym obszarze, potrzebuje własnych kanałów dystrybucji prestiżu – wolnych od konfesyjności i sekciarstwa. To wiąże się z umiejętnością budowania narracji o znaczeniu ogólnospołecznym, która jest autonomiczna – oparta o własny system pojęciowy i własną ideologię, z której wynika „ważność” określonych działań – całkowicie niezależną od tego, co ma na ten temat do powiedzenia lewica liberalna. Takie kryteria narzucają obiektywność – kto je spełnia powinien być wyróżniony a to samo powinno dawać mu legitymację polityczną – prawo głosu osoby publicznej której głos jest niezależny od partyjnych umocowań.

Zarazem – sformułowanie kryteriów jest wyrazem owej bazowej ideologii. Jeśli chce się coś nagradzać, to trzeba być silnym na tyle, żeby wyrazić to, co chce się nagradzać! To nie musi być wcale zgodne z oczekiwaniami mainstreamu, ale musi być akceptowalne w elektoracie prawicy.

Jednak już samo sformułowanie takich kryteriów stanowi dla prawicy wyzwanie – dlatego „Fontane di Roma” jest taką niszową nagrodą, bo jest przyznawana w ramach konsensusu grupy włoskich konserwatystów afiliowanych pod egidą Watykanu, lecz poza głównym nurtem Kościoła kierowanego przez papieża Franciszka. Watykańska afiliacja wyklucza mocniejsze deklaracje ideowe. Jest to zatem nagroda „skryta” – wyróżnienie „klubowe”, lecz bez głośnej oficjalnej publicznej reprezentacji.

Powtarzam – współczesna prawica musi umieć wyrazić czym w istocie jest. Nie da się dłużej podtrzymywać mitu, że jej cele pokrywają się ze społeczną nauką Kościoła. Ale dopóki tych celów jawnie nie ogłosi, dopóki nie ogłosi jaką ideologię polityczną wyznaje – dopóty będzie marginalizowana, chociażby przez to, że nie nie ma własnej nagrody, którą laureaci mogliby się chwalić. Obecne nagrody są zawsze „zamiast” a nie „za to”, czym prawica chciałaby by być.

Czytaj więcej.

Foto. Gov.pl