Najwyraźniej wszelkie teorie zakładające posiadanie inteligencji u zarówno pozaparlamentarnej jak i parlamentarnej opozycji można spokojnie wsadzić sobie w dupę.

Oto stanowiący zaplecze intelektualne Konfederacji, pospolicie zwani polskojęzycznymi Rosjanami nagle zauważyli podobieństwo nazewnictwa największego planu nie tylko PiS, ale generalnie po 1989 roku, do… Hitlera.

Oto jeden z czołowych antysemitów i antyukraińców pisze bez ogródek:

Zapożyczenie przez PiS nazwy od nazistów to policzek w twarz polskiego narodu. „Będziemy musieli jeszcze stoczyć wiele walk, ale niewątpliwie doprowadzą one do najwspanialszych zwycięstw.” – mówił Goebbels w tamtych czasach.

Jak widać za wizją i koncepcjami ekonomicznymi i gospodarczymi wodza III Rzeszy podąża dziś całkowicie ślepo partia rządząca, czyli PiS, przedstawiając Polakom, przepisany przez nich niemal słowo w słowo plan ,,Nowego Ładu” autorstwa Adiego Hitlera, jako rzekomy ich własny pomysł uratowania państwa polskiego, po tzw. kryzysie plandemicznym, który w rzeczywistości nie jest dla Polaków żadnym ratunkiem, ale dosłownym kamieniem młyńskim, który przywiążą do szyi każdego z Nas, by w tenj prosty sposób pociągnąć cały Narów i Państwo na dno, dokonując tym samym, w ten prosty sposób ostatecznego rozwiązania kwestii polskiej, czyli tego, czego nie udało się osiągnąć 80 lat temu, autorowi tego planu, a który postanowili wprowadzić w życie obecni zarządcy krainy Polin.

Czym jest w istocie tzw. ,,Nowy Ład” przedstawiony niczego nie pojmującym z niego Polakom? Ano na pewno nie planem ratunkowym, ale drogą, która wpędzi Nas wszystkich do pułapki, z której już nigdy nie będzie żadnego wyjścia, jeśli się nań bezwolnie zgodzimy.

By było weselej – ten hitlerowski Nowy Ład tak naprawdę należałoby określić mianem bliskoznacznym, aczkolwiek deczko innym. Tak bowiem się już przyjęło, że słowo ordnung na polski przekładamy jako porządek.

A zatem Nowy Porządek. Albo lex germanica. Granice ówczesnych Niemiec określał bowiem Wehrmacht.

To jednak nie daje i nie powinno dawać tej lekkości pojęciowej, pozwalającej utożsamiać Kaczyńskiego z Hitlerem, Zjednoczoną Prawicę zaś z NSDAP.

Jako niezbity dowód polskojęzyczny Rosjanin przedstawia pochodzące… sprzed 80 lat opracowanie niejakiego Stanisława Ożgi.

Najwyraźniej był to jakiś jasnowidz w rodzaju Ossowieckiego i musi przewidział PiS i Kaczyńskiego. ;)

Na szczęście od lat …nastu, a nawet …dziesięciu przyjmuje się bez dowodu, że ten, kto w dyskusji sięga pod argumentum ad hitlerum poległ w dyskusji. I to na własne życzenie. Zatem polskojęzyczni Rosjanie wyautowali się na własne życzenie.

Ale mamy również oPOzycję umocowaną za Odrą. Ta z kolei widzi rodowód planu PiS w Leninie.

Oczywiście znowu musimy zaprotestować. Lenin swój program nazwał zupełnie inaczej. W sowieckim wydaniu była to Nowa Ekonomiczna Polityka (w skrócie NEP). Tak naprawdę „nowość” polegała na wycofaniu się z lansowania rozwiązań komunistycznych i powrót do tego, co było w kapitalistycznej Rosji.

Ten „krok wstecz”, oczywiście zdaniem komunistycznych ortodoksów, uchronił Rosję przed klęską głodu na miarę tej, jak wykosiła kilka lat później ¼, czy nawet 1/3 ludności sowieckiej Ukrainy. Tyle, że na skalę całego Związku Sowieckiego, a nie ograniczonej tylko do drugiej pod względem ludności i obszaru republiki. Co może na dobre wyszłoby Światu, gdyż bez Stalina Hitler zwyczajnie wojny by nie zaczął, nie mówiąc już o zdobyciu władzy w Niemczech.

Jak zatem widać matematyka w nauce o społeczeństwie ma niewielkie zastosowanie. Bo jeśli nawet ½ + ½ = 1, to dwa półgłówki do kupy wcale nie oznaczają powstanie jednego inteligenta. ;)

Generalnie szury makrelskie i szury putinowskie mają jeden cel. Jako zbyt ograniczeni nie są w stanie zaatakować planu PiS merytorycznie.

Zatem trzeba go ośmieszyć.

Ta sama strategia, jaką ówczesne prorządowe media rozpoczęły po Katastrofie smoleńskiej.

Zamiast argumentów meriti było tylko gromkie hahaha.

A szkoda, bowiem merytorycznie plan Zjednoczonej Prawicy również jest atakowany.

Oto dr hab. Robert Gwiazdowski, ongiś przewodniczący Rady Nadzorczej ZUS w czasie, gdy wybuchnęła tzw. afera ZUS, przewyższająca skalą nawet tzw. aferę paliwową, ustępując nieznacznie jedynie aferze FOZZ, szlocha zatroskany losem samozatrudnionych.

Co prawda jakoś dziwnie pomija dziesiątki a może nawet setki tysięcy samozatrudnionych tak naprawdę nadal pracujących na etacie, ale dzięki fikcji prowadzenia działalności gospodarczej odciążający budżet firmy ich zatrudniających (vide: przedstawiciele handlowi, agenci ubezpieczeniowi, a nawet pracownicy budowlani i pielęgniarki!) i skupia się jedynie na interesach kadry zarządzającej.

Wszak od lat wiadomo, że dla obejścia przepisów antykominowych, uchwalonych jeszcze za rządów Leszka Millera itp. prezesi wielkich firm z udziałem Skarbu Państwa są zatrudniani jako przedsiębiorcy. Zatem ograniczenie zarobków ich zwyczajnie nie dotyczy. Oni, przedsiębiorcy, swoje pieniążki odbierają w ramach tzw. kontratu menedżerskiego.

Gwiazdowski pisze wszak wyraźnie:

Ten pisowski ład jest kontynuacją linii politycznej, która od zarania była polityką konfrontacyjną. Tym razem na cel wzięci zostali „samozatrudnieni”. Kiedyś nazywani byli „burżujami” lub „kułakami”. To oni mają sfinansować zwiększenie wydatków rządowych i zmniejszenie podatków dla najuboższych. Oraz ci, którzy na etatach lepiej zarabiają.

(…)

Dlatego jest to program antydemokratyczny. Demokracja – jak słusznie sugerował już Arystoteles – opiera się na klasie średniej. A klasa średnia to nie ci, którzy mają „średnie” zarobki. Można do niej zaliczać osoby, które spełniają dwa kryteria: dochodowe lub partycypacyjne. Kryterium dochodowe to osiąganie odpowiednio wysokiego dochodu – wyższego od średniego. Kryterium partycypacyjne to odgrywanie istotnej roli w życiu gospodarczym – jak tworzenie miejsc pracy, kreowanie zmian na rynku, wyznaczanie wzorców konsumpcyjnych, generowanie oszczędności, a także tworzenie popytu na dobra z „wyższej półki”.

https://biznes.interia.pl/podatki/news-felieton-gwiazdowskiego-oto-nowy-pisowski-lad,nId,5235845#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox

Gwiazdowski celowo zapomina, albo też w jego doświadczeniu życiowym brak miejsca dla najuboższych, zwanych już nie tylko przeze mnie lumpenbiznesmenami, o potężnej grupie pracujących, którzy pozbawieni są ochrony przewidzianej dla każdego zatrudnionego na etacie tylko dlatego, że zatrudniający ich wcześniej zakład wypchał ich w przestrzeń zarezerwowaną dla rzeczywistych przedsiębiorców.

To, jak już wyżej wspomniałem, tzw. przedstawiciele handlowi, agenci ubezpieczeniowi, pracownicy budowlani, pielęgniarki… Katalog otwarty, bowiem pomysłowość ludzka w dziedzinie cięcia kosztów jest praktycznie nieograniczona.

Osobiście spotkałem się nawet z ekspedientką, która nie była na etacie, ale świadczyła usługi jako przedsiębiorca.

Płacz zaczyna się zazwyczaj po dwóch latach. Kończy się tzw. mały ZUS, opłaty rosną więc prawie dwukrotnie… Proste obliczenia wskazują, że taka zamiana była w interesie podmiotu silniejszego, jakim jest były pracodawca, obecnie zaś partner handlowy. Jedyny.

Brak prawa do urlopu, zasiłek chorobowy wypłacany dopiero po 35 dniach ciągłej choroby, brak ochrony przed wypowiedzeniem…

Doprawdy, czy tacy ludzie kreują nowe trendy konsumpcyjne? Tworzą popyt na dobra z wyższej półki???

I tak czytając dr hab. Gwiazdowskiego zastanawiam się, czy jest aż tak oddalony od życia czy też po prostu stanowi inny rodzaj durnia.

Statystycznie bowiem samozatrudnieni stanowią najuboższą grupę polskich przedsiębiorców. Oraz najbardziej wrażliwą na choćby lekkie zachwianie rynku.

Jednocześnie, mimo fikcji samozatrudnienia, którą to ZUS w innych przypadkach demaskuje bez zastanowienia, sądy zaś przyklepują często zupełnie nie wnikając w szczegóły, akurat lumpenbiznesmeni traktowani są jak najprawdziwsi przedsiębiorcy.

Czy Nowy Ład coś zmieni w tej materii?

Trudno wyrokować. Na razie bowiem mamy tylko zapowiedzi, co do których oPOzycja już startuje tak, jakbyśmy mieli do czynienia nawet nie z projektami, ale z nowo uchwalonymi ustawami.

Kiedy więc ustawy ujrzą światło dzienne, przynajmniej w fazie projektu, nadejdzie czas na krytykę.

Mielenie ozorem teraz jest niepoważne po prostu.

Zwracam jednak uwagę, że program 500+ podobnie był wyśmiewany zaraz po ogłoszeniu zamiaru jego wprowadzenia.

.

I to by było na tyle, jak mawiał ongiś profesor mniemanologii stosowanej Jan Tadeusz Stanisławski.

.

21.05 2021