Wyjazdy i rozłąka!
Kiedy pytają mnie, jak to jest nie widzieć żony przez całą zimę, odpowiadam: NIE WIEM. Zaraz obalę kilka mitów.

Zaczynamy?
Każda dyscyplina sportu rządzi się swoimi prawami, kalendarzem, specyfiką przygotowań startowych itd. Jako skoczek narciarski nie mogę narzekać. Do domu wracam po prawie każdych zawodach – zawodach(!), nie konkursie. Na ogół powrót zajmuje kilka(naście) godzin. Po Europie przemieszamy się głównie kadrowymi samochodami Renault. Latamy do Skandynawii, Azji, Rosji i często tam, gdzie do przemierzenia jest ponad 1000 km.

W sezonie weekend w domu zaczynam więc w poniedziałek, a w środę lub czwartek jadę do pacy. Najdłuższe wyjazdy to Igrzyska Olimpijskie – 3 tygodnie i Mistrzostwa Świata, Turniej Czterech Skoczni, Raw Air – niecałe 2 tygodnie. Mimo to, uważam, że w domu jestem, a nie bywam.

Czy zabieram żonę na zawody? Zadam pytanie inaczej. Czy zabieram żonę do pracy?

Zanudziłaby się! Są oczywiście konkursy, które Ewa ogląda na żywo. Kibicuje biało-czerwonym, ale i całej dyscyplinie. Najczęściej na zawody wzywają ją obowiązki zawodowe. Cieszę się kiedy jest na skoczni i kiedy umawiamy się gdzieś na kawę, bo na wyjazdach mieszkamy oddzielnie.

Jak wygląda czas w domu poza sezonem?

Temu warto poświęcić kolejny post i zmierzyć się z przekonaniem, że latem skoczek odpoczywa.

Co Wy na to?

Czekam na Wasze pytania w komentarzach. Miłej niedzieli! Ja spędzam ją w drodze do Predazzo.

Autor: Kamil Stoch

Źródło: Facebook/strona oficjalna Kamila Stocha.