Witajcie kochani! 

Spotkała mnie dziś bardzo przykra sytuacja, a właściwie to rozmowa. Od razu zaznaczam, że nie jest to skarga, ani tym bardziej użalanie się nad swoim losem, ale próba zrozumienia dlaczego przyciągam takie osoby.

Niemniej do rzeczy. Tuż po trzeciej nad ranem zalogowałam się na Facebook. Chciałam zrobić sobie przerwę w nocnej korekcie i zresetować umysł przed dalszą pracą. Po kilku sekundach dostałam wiadomość od Karola. Bez przywitania, bez zagajenia rozmowy, wprost rzucił zapytaniem czy „urzędniczka”(jak mnie nazwał) mogłaby przeczytać jego tekst i się wypowiedzieć.

Czemu nie, pomyślałam. Zgodziłam się, ale po kilku wymianach krótkich wiadomości, szybko pożałowałam swojej decyzji.
Po przeczytaniu tekstu (na szczęście nie był długi) odpisałam, że „kawał dobrego utworu”. Jednak to nie wystarczyło rozmówcy. Chciał abym zrobiła mu dłuższy wywód i sprawdziła korektę.

Tak wynikało z tego co pisał. Powiedziałam, że uczynię to później, skoro ma to być głębsza analiza, bowiem teraz muszę wracać do korekty. Ale on niemal zażądał, abym natychmiast zrobiła to co chce.

Pozostawał głuchy na moje odpowiedzi, więc napisałam, że zrobię to ale za odpłatnością. Bo skoro mam jemu poświęcić czas, który z kolei mam przeznaczony na wykonanie pracy, bym mogła zarobić na leczenie, to niech to będzie uczciwa wymiana „dobra” za „dobro”. Miałam nadzieję, że mnie zrozumie, skoro wyartykułowałam mu na co potrzebuję pieniądze, że są dla mnie źródłem utrzymania życia. Wówczas on oburzył się, bo jak mogę prosić go o zapłatę, a poza tym rzucił mi w twarz, że naszej wspólnej znajomej zrobiłam podobną usługę za darmo, a jego poprosiłam o zapłatę Aż mnie wbiło w fotel!!!

Nie widziałam podstaw do dalszej konwersacji i chcąc zakończyć tą jałową rozmowę, odpisałam, aby znalazł sobie kogoś bardziej odpowiedniego, kto wykona jego polecenia/rozkaz tu i teraz, natychmiast. I kolejny raz o mało nie zaliczyłam guza. Rozmówca zaczął, jakby wpadł w słowotok, wypisywać inwektywy, mając nadzieję, że mnie złamie. Cóż, nic nie zyskał. Przeciwnie, usunęłam go ze znajomych.

Może mnie za to skarcicie, skrytykujecie, może nie pochwalacie tego, co zrobiłam, ale nie widziałam innego rozwiązania, aby zakończyć obrzucanie mnie epitetami. Poza tym, jak wspomniałam, to była jałowa rozmowa. Nic nie docierało do rozmówcy, a ja traciłam czas, jakże dla mnie cenny.

Toteż nie mogę pojąć co we mnie takiego jest, że kolejna osoba, przykleja się do mnie pod płaszczem „przyjaźni”, aby w efekcie uzyskać „darmową” korektę, przysługę. Co ze mną jest nie tak? Który tryb uległ zniszczeniu, a który styk przepaleniu? Czy mam wypisane na czole „NAIWNIACZKA”? A może moja pokora i służebność aż krzyczą „dokop mi a ja będę się uśmiechać”?

Cóż, sama nie wiem. Im dłużej się zastanawiam, tym mniej rozumiem. Może wy, kochani pomożecie mi zrozumieć ten mechanizm, bo ja ni w ząb nie kumam (jakby to powiedziała młodzież).

Fot. Pixabay.com

Strona autorska: KATARZYNA DOMINIK