Witajcie kochani po dłuższej przerwie.

Co prawda nie miałam w planie pisania kolejnego felietonu, ale to, co mnie wczoraj spotkało, nie pozostawiło złudzeń na dwulicowość, zdawałoby się przyjaznych osób. Mimo, że otaczam się Aniołami, jednak jeden z nich okazał się sarkastycznym demonem ze skrzydłami.

Ale zacznę od początku.

Otóż wczoraj po długim i męczącym dniu spędzonym na badaniach i zabiegach, kiedy wreszcie wróciłam do domu i chciałam krzynę odpocząć, spotkała mnie przykra niespodzianka. Gdy zalogowałam się na portal społecznościowy, nim zdążyłam jeszcze przeglądnąć profile znajomych osób i poczytać co w „świecie piszczy”, odruchowo kliknęłam na ikonkę wiadomości i…

Aż zaniemówiłam po tym, co tam przeczytałam. Najlepiej będzie jak skopiuję treść piosenki zadedykowany dla mnie, okraszonej życzeniami miłego dnia (sic!):

Zdzisława Sośnicka/Czy to warto

Czy to warto Nie wiem, czy to warto Wciąż być taką hardą Dumną być jak paw Jestem sama Tak, jak pragnie mama Młoda – stara panna Której szczęścia brak Jestem inna Sama sobie winna Ładna, ale zimna Bez najmniejszych szans A ja też bym chciała mieć Kogoś, kto by kochał mnie, jak nikt Kogoś, kto by znalazł klucz Och, i do serca i do ust Już dziś O, czy to warto Taką być upartą Zostać białą kartą Którą zniszczy czas Jestem sama Tak, jak pragnie mama Młoda – stara panna Której szczęścia brak A ja też bym chciała mieć Kogoś, kto by kochał mnie, jak nikt Kogoś, kto by znalazł klucz Och, i do serca i do ust Już dziś O, czy to warto Nie wiem, czy to warto Wciąż być taką hardą Dumną być jak paw Jestem inna… Ładna, ale zimna… Bez najmniejszych szans Czy to warto… Zostać białą kartą, którą zniszczy czas Jestem sama, młoda – stara panna Której szczęścia brak.

To miął być żart, z którego owa osoba bardzo się roześmiała, ale ja niestety nie mam takiego wyrafinowanego poczucia humoru.

Choć pierwotnie nie miałam takiego zamiaru, to jednak postanowiłam odnieść się do tej sytuacji w jedyny mi znany sposób – szczerością. Ci, którzy mnie znają doskonale wiedzą, że jestem szczera, czasami aż do „rozlewu krwi”. Dlatego i teraz pozostanę wierna swojej zasadzie, szczerość nade wszystko i mimo wszystko.

Tekst tej piosenki bardzo mnie zabolał pod wieloma względami. Po pierwsze to, w jakim momencie swojego życia teraz się znajduję jest moim świadomym wyborem, i nic nikomu do tego. Może i jestem sama, ale nie samotna. To, że można mnie zaliczyć do stanu „staropanieństwa” nie jest dla mnie hańbą. Lepiej być samą, aniżeli patrzeć w czyjeś zakłamane oczy i widzieć w nich litość, współczucie, lub co gorsza, pogardę z jaką darzy się „śmieci”, „bezużyteczne rzeczy”. Ja za takie spojrzenie dziękuję… wolę swoją samotnię, w której czuję się bezpieczna i kochana, przez tych, którzy traktują mnie jak człowieka.

To, że opiekuję się chora mamą i nie zawsze jestem w stanie zapewnić jej środki na leczenie, faktycznie jest to dla mnie „szpikulcem”, który coraz bardziej przebija moje serce, cierpiące z rozpaczy i bezsilności. Serce, które boleje, gdy patrzy na cierpienie bliskiej osoby, i nie może nic zrobić, by odjąć jej bólu, trosk i cierpienia. Ktoś, kto tego nie doświadczył nie wie, co czuje dziecko patrzące się na męki swojego rodzica.

Wiem, że osoba, o której piszę przeczyta to, co tu zostało napisane, i bardzo dobrze. Może wówczas zrozumie swój błąd, którego mam nadzieję, nie popełni w stosunku do innych osób. Bo do mnie na pewno już się nie odważy, ba… a nawet na to nie pozwolę. Szanuję ją za pomoc, jakiej mi udzielił, ale nie zmienia to faktu, że sprawiła mi ogromny ból, a prosiłam by tego nie czyniła.

Mam swoją dumę i godność, „pomimo zużycia”. Zresztą nie ma nic zabawnego w kpieniu z czyjegoś życia, nie „chodząc w jego butach” chodź jednego dnia.

Ktoś może zarzucić, że jestem przewrażliwiona, i ma do tego pełne prawo, takie samo jak ja do obrony/ochrony osoby, którą kocham i nie pozwolę krzywdzić. 

Na tych słowach kończę, zarówno mój felieton jak i wszelkie bolączki. Nie wiem czy jest prawdą fakt, że jeśli się wyrzuci z siebie to, co leży na wątrobie, człowiek czuje się lepiej…

Ja się tak nie poczułam, przeciwnie jest mi po prostu żal takich osób, które zamiast starać się polepszać „swój świat”, same rzucają sobie kody pod nogi. A ja tych kłód nie mam zamiaru usuwać. To nie mój ogródek… ja swój mam uporządkowany.

Strona autorska: KATARZYNA DOMINIK