Na temat katastrofy w Podkamennej Tunguskiej napisano wiele publikacji i książek a w  nich wiele hipotez. Jednak wydarzenie to pozostaje nadal wielką tajemnicą nad którą pochylają głowy najsławniejsi naukowcy.

Otóż rankiem 30 czerwca 1908 roku (według starego stylu XVII) na niebie nad Syberią pojawił się świetlisty obiekt z długim ognistym ogonem, a o godzinie 7:17 czasu lokalnego w dorzeczu Podkamennej Tunguskiej słychać było eksplozję. Tajga została zniszczona na obszarze około 2 tysięcy kilometrów kwadratowych, a wiele zwierząt zginęło. Pierwotnie naukowcy doszli do wniosku, że spadł meteoryt.
Akademik Wernadski, twórca współczesnych nauk o Ziemi w Rosji, zlecił Leonidowi Aleksiejewiczowi Kulikowi przeprowadzenie niezbędnych badań.  W dniu 5 września 1921 roku rozpoczęła się też pierwsza ekspedycja naukowa badająca wydarzenie „Tunguska”  z 30 czerwca 1908 roku. Ta pierwsza wyprawa zakończyła się niepowodzeniem, ale  Kulik badając to wydarzenie jednocześnie jeździł po Syberii i kolekcjonował meteoryty. W 1922 roku na bazie kolekcji meteorytów Muzeum Mineralogicznego utworzono Dział Meteorytów. ( http://pressmania.pl/historia-kolekcji-meteorytow-rosyjskiej-akademii-nauk/ )

Kulik jednak postanowili kontynuować poszukiwania sześć lat później i zrekrutowali nową wyprawę. W tej wyprawie wziął udział Konstantin Dmitriewicz Jankowski został przyjęty jako robotnik. Z tego co o nim wiadomo to Konstantin Dmitriewicz Jankowski (1904-1982) był pisarzem, menadżerem gier, badacz. Pracował w ramach wypraw naukowych badających miejsce upadku meteorytu Tunguska. Jankowski jest honorowym obywatelem wsi Shitkino w dystrykcie Taishet. Jest odpowiedzialny za odkrycie hiszpańskiego złoża drzewców Chambinsky oraz autorem trzech książek: „Dzikie kamienie”, „Nad rzeką Bobrową” i „Serce tajgi” a także wielu esejów i opowiadań o przyrodzie. Jankowski nazywany jest syberyjskim Priszwinem.

Podczas wyprawy Konstantin Jankowski wykonywał nie tylko swoje obowiązki robotnicze – kopał studnie, wiercił doły, ale także prowadził obserwacje meteorologiczne i dostarczał konno pocztę z placówki handlowej Vanavara trudno przejezdną ścieżką tajgi. Czasami w czasie wolnym od pracy lub przy złej pogodzie brał broń i szedł do tajgi, aby polować na zwierzynę, aby uzupełnić skromny stół swoich towarzyszy.
Interesował się także fotografią.

Konstantinowi Dmitriewiczowi udało się sfotografować niezwykły kamień, z którego pochodzeniem naukowcy wciąż się zmagają. Otóż, podczas jednej ze swoich wypraw przez tajgę, w górnym biegu potoku Czurgim, Jankowski odkrył rzadki, niezwykły kamień: o długości 2 m, szerokości 1 m i wysokości 80-90 cm, który uderzał niezwykłą porowatą strukturą i był jakby pokryty jasnożółtą glazurą. Myśliwy sfotografował swoje znalezisko, ale nie wytyczył do niego ścieżki.  Wydawało mu się, że dobrze pamięta to miejsce. Wkrótce po tym odkryciu Jankowski został ukąszony przez żmiję. Długo leżał w zapomnieniu, przez kilka miesięcy wracał do zdrowia i musiał opuścić tajgę. A kiedy wrócił, błąkał się długo, próbując znaleźć ten dziwny kamień, ale bezskutecznie. Szukało go także kilkudziesięciu innych badaczy, ale nikt nie mógł go znaleźć. Wielu naukowców wątpiło nawet w istnienie kamienia w rzeczywistości, a znawcy meteorytów i geolodzy wciąż spierają się o jedyne zdjęcie wykonane przez Jankowskiego. 

Po zakończeniu prac nad wyprawą Jankowski pozostał na północy. Warto dodać, że wracając po chorobie na wyprawę, na stacji kolejowej w Taiszet, Konstantin spotkał dziewczynę. To krótkie spotkanie głęboko zapadło w serce młodego człowieka. Lena Razumowska wkrótce została jego żoną. Pracował jako strażnik zwierzyny łownej a następnie jako sekretarz komitetu wykonawczego okręgu Vanavara-Ilimsky. Brał udział w spisie ludności.
W 1931 roku Jankowski dokonał kolejnego ważnego odkrycia: w rejonie Podkamennej Tunguskiej nad rzekami Chambo i Chuszma odkrył złoża islandzkiego drzewca. Komisja ds. Odkrywców Wydziału Geologicznego w Krasnojarsku zdecydowała: „Za odkrywcę złoża Czambinskoje (Chrustalny) i występowania drzewców wzdłuż rzeki Chuszmy należy uznać K.D. Jankowskiego”. Był jako żołnierz a następnie został dowódcą baterii i walczył na Wybrzeżu Kurskim. Był wielokrotnie ranny. Wrócił z frontu jako porucznik Gwardii w maju 1945 roku jako inwalida 2 grupy z ciężkimi ranami odłamkowymi klatki piersiowej. Po wojnie Jankowski ponownie pracował jako strażnik zwierzyny łownej. Jednak myśl o niezwykłym kamieniu znalezionym niegdyś w tajdze nie opuściła Jankowskiego: chciał go odszukać. W 1958 roku ponownie udał się na wyprawę na miejsce upadku meteorytu, jednak wszelkie próby odnalezienia tajemniczego kamienia pozostały bezowocne. Podczas tej wyprawy amatorskiej Jankowski spotkał geologa Wrońskiego, który później wielokrotnie go odwiedzał we wsi Szitkino a także napisał wiele miłych słów o Konstantynie Dmitriewiczu w książce „Na ścieżce Kulik”. 

Tajemniczym kamieniem Jankowskiego i jego odnalezieniem interesowały się wszystkie następne ekspedycje w rejon Tunguskiej. 

Interesował się nim również Walentyn Iwanowicz Ćwietkow z którym (wraz z moją żoną Tiną) miałem możność spotkać się w Moskwie w październiku 2021 w przede dniu jego 83 urodzin. Od niego usłyszałem wiele ciekawych historii na temat poszukiwań w rejonie Tunguskiej oraz innych wypraw z jego udziałem w poszukiwaniu meteorytów. Walentyn Iwanowicz Ćwietkow jest astronomem i byłym członkiem zespołu Komitetu Meteorytowego Rosyjskiej Akademii Nauk, autorem wielu publikacji, ostatnio autorem Encyklopedii Kosmosu, uczestnikiem wielu ekspedycji naukowych w czasach ZSRR, m.in. Ekspedycji w Góry Sikhote-Alin w poszukiwaniu meteorytów ze spadku deszczu meteorytów w 1947 roku, ekspedycji w rejon Tunguska, dwukrotnego uczestnika Wypraw na Antarktydę i innych. Warto dodać, że Walentyn Ćwietkow przez całą swoją karierę był jednym z nielicznych naukowców bezpartyjnych. 

Na bardzo ciekawy ślad dot. Tunguskiej natrafiłem też we wspomnieniach astronoma Witalija Aleksandrowicza Romeiko ( http://tunguska.ru/all/exp2002.htm )

„Nasza wyprawa nosi nazwę KSE-44, z czego wynika, że ​​pierwsza kompleksowa wyprawa amatorska (KSE) odbyła się latem 1959 roku. Dla mnie jest to dwudziesty od 1966 roku. To właśnie na Pristanie Walentin Cwietkow nauczył mnie starożytnego rytuału łaźni Tunguskich, a legendarny Borys Iwanowicz Wroński nauczył mnie gotować zupę rybną i odkrył przepis na okropny koktajl „Wujek Borya”. To właśnie tutaj poznałem młodego człowieka, który stał na czele grupy „bezpłatnych” poszukiwań. Miał na imię Jan.

Teraz Jan Fedorowicz Anfinogenow i ja prowadzimy spokojne rozmowy, jakbyśmy kontynuowali długą rozmowę, która rozpoczęła się latem 1966 roku. Moim ulubionym tematem są tajemnicze znaleziska. To przede wszystkim tajemniczy kamień Jankowskiego i kamień Jana. W odniesieniu do tego ostatniego Anfinogenow poinformował, że zdjęcia lotnicze z 1938 roku wyraźnie pokazują otwartą bruzdę w ziemi powstałą w wyniku ruchu tego 10-tonowego bloku po szczycie góry Stoikovich. I co ciekawe, generalnie pokrywa się ona z trajektorią kosmicznego ciała Tunguska. Jest jednak jeden „problem” – kamień składa się ze skał osadowych pochodzenia lądowego, nie spotykanych w tym rejonie. Ale według Jana meteoryty mogą być również pochodzenia ziemskiego. To odkrycie ponownie ostro stawia pytanie o naturę kamienia i jego tajemnicę. A jeśli to meteoryt Tunguska! W naszą rozmowę wtrącił się Evenk Slava Iwanow. Jego odkrycie wiosną 2002 roku było prawdziwą sensacją także od czasów myśliwego Jankowskiego. W kwietniu podczas inspekcji terenów dawnych obozów na zachód od epicentrum w rejonie grzbietu Chuvar w pobliżu potoku Torfwanoj odkrył w śniegu wydłużony, czarny blok kamienia o wielkości około metra. Coś w nim przyciągało myśliwego. Niezwykły kolor i swego rodzaju prążkowany relief. A że zbliżał się wieczór, trzeba było szukać zimowej chaty na noc. Podobnie jak nieszczęsny Konstantin Jankowski w 1930 r., Slava nie pozostawił niezbędnych śladów, a jedynie kilka nacięć na małych sosnach. Wszelkie próby wykrycia czarnej bryły w czerwcu tego roku zakończyły się niepowodzeniem. Nawet tak doświadczony badacz z Tomska, jak Igor Doroszin, nie pomógł. Zatem ten kolejny meteoryt Tunguska leży gdzieś w tajdze i czeka na szczęśliwca…”

Cóż, bezsprzecznym śladem tej katastrofy są odkryte w latach 1964-68 przez J. Lwowa z Uniwersytetu Tomskiego mikroskopijne kuleczki szklane o rozmiarach 0,02 – 0,15 mm. Zostały one przebadane m.in. w USA. Według analiz Instytutu Geologii i Geografii Akademii Nauk  ZSRR (obecnie Rosji) stwierdzono, że sylikaty znajdujące się w kulkach nie są spotykane ani w naturalnych glebach Ziemi, ani w produktach przemysłowych, ani w obiektach kosmicznych. We wnętrzu kulek znaleziono takie gazy, jak wodór – H2, siarkowodór – H2S  i dwutlenek węgla – CO2. Kulki te są podobne do małych tektytów!!!        ( Dlatego też ponad 20 lat temu też wysunąłem swoją teorię z pogranicza science fiction   którą przedstawił w swojej książce R.K. Leśniakiewicz https://hyboriana.blogspot.com/2012/06/bolid-syberyjski-29.html?m=0

Sprawa Katastrofy Tunguskiej nadal po prawie 115 latach nie została definitywnie wyjaśniona. Miejmy nadzieję, że kiedyś zostaną odkryte niezbite dowody wyjaśniające tę niezwykłą katastrofę. 

Zdjęcie tajemniczego kamienia Jankowskiego z prywatnych zbiorów Walentyna Iwanowicza Cwietkowa. Pozostałe zdjęcia wykonane przez autora tego tekstu w  Instytutcie Geochemii i Chemii Analitycznej Rosyjskiej Akademii Nauk im. W.I. Wernadskiego, gdzie mieści się Komitet Meteorytowy oraz ze spotkania z dyrektorem dr Dmitrijem Dmitriewiczem Badiukowem oraz Walentynem Iwanowiczem Ćwietkowem.

Źródła:

  1. Наши люди, Константин Дмитриевич Янковский, https://www.t24.su/nashi-lyudi-pervootkryvatel-konstantin-yankovskij/  (dostęp 11-09-2023)
  2. В.Ромейко, 20-я экспедиция к Метеориту, http://tunguska.ru/all/exp2002.htm  (dostęp 11-09-2023)
  3. Ольга Контышева, Виктория Попова, Первооткрыватель Константин Янковский, http://baik-info.ru/kopeika/2005/15/010001.html  (dostęp 11-09-2023)