Czytając takie wpisy mam wrażenie, że każdy z nas jest uwięziony. Nie tylko w lękach, także nadziejach, stawianych sobie celach, odpowiedzialności, która często bywa fałszem, złudą i nie pozwala czegoś w życiu zmienić.

Szczególnie takie rzeczy widać w więzieniu. Wiele osób za kratami ma poważny problem, żeby – wyrażając się figuratywnie – zobaczyć swoją twarz w lustrze. Oni uciekają od tej twarzy, ona ich męczy, nęka, prześladuje, jest dla nich wyzwaniem, często naprawdę przykrym.

Jednak, jak pisał Leon Petrażycki, niepodobna ujść Eryniom, ścigają one i dręczą przestępcę bezlitośnie, dokąd by uciekał.

Te słowa, kiedyś przeczytane, często mi się przypominają, kiedy jestem na widzeniach, osadzonymi. Zaprawdę, nie powinno się zaniedbywać resocjalizacji.

Większość osób w życiu trafiła lub trafi kiedyś do takiego psychoterapeuty, chociaż nie każdy do profesjonalisty. Niektórzy spotykali go na bardzo wczesnym etapie, już w rodzinie, czy wśród znajomych z podwórka. Ale nie każdy miał tyle szczęścia, a są tacy, którzy mimo podeszłego wieku nie trafili na niego nigdy i też nigdy nie skonfrontowali się ze swoją twarzą. Nie wyszli z więzienia.

Rozglądajmy się więc. Może ktoś potrzebuje pomocy. A może to my sami, chociaż nawet o tym nie wiemy. Może słowa takie jak „zdrajca”, „moskiewski agent”, „lewak”, „prawak” itp. to tylko kajdany, to getto, po którym łazi jak jakaś mara nasza jaźń? A ci, co je narzucają to strażnicy pilnujący, żebyśmy nie uciekli?

Jak śpiewał pewien rockman: if you really want destroy the Babylon, first we ought to burn the getto!

Projekt Prozak pisze: – „Ofiary traumy nie mogą wrócić do zdrowia, dopóki nie poznają odczuć płynących z ciała i nie zaprzyjaźnią się z nimi.” – Bessel van der Kolk

To jest trochę trudne jak doświadczasz traumatycznego zdarzenia w dorosłym życiu, a z różnych względów masz założoną blokadę na kluczowe emocje od wczesnego dzieciństwa.
Strach, lęk i bezsilność.
Żeby poznać odczucia płynące z ciała i emocje, które te odczucia wywołują, trzeba ich doświadczyć.
Jeżeli mózg w trzy milisekundy odłącza ci zasilanie to staje się niemożliwe.
Żeby moja terapia miała szanse przynieść jakikolwiek efekt, musiałam najpierw zmierzyć się z dysocjacją.
I to była taka praca non stop, zwłaszcza pomiędzy sesjami.
Głównie trening uważności, odwyk od słuchawek, pilnowanie żeby na sesje nie zakładać np. bransoletek, bo w trudnych momentach zaczynałam się nimi bawić i odpływałam.
Wymagało to też dużej uważności mojej psychoterapeutki, bo wyłączam się bardzo szybko a ona musiała się nauczyć równie szybko te momenty łapać.
Żebym nie zdążyła się za bardzo zapaść i żeby miała szansę szybko mnie z tego wydobyć.
Z czasem zaczęłam czuć więcej.
Cały czas to poznaję.
Czy kiedyś się zaprzyjaźnię?

– Co się dzieje?
– Rzygać mi się chce.
– Czy to może być spowodowane jakąś emocją?
– Nie wiem.
– Czy ludziom czasem chce się wymiotować jak odczuwają lęk?
– Mi się chce rzygać.
– Czy to może być lęk?
– Nie.
– Dlaczego?
– Bo ja się nie boję.

Wiem, że każdy czasem czuje strach i lęk.
Wiem, że to jest ok.
W wielu sytuacjach potrafię coś odpuścić nie czując się zbyt pewnie i komfortowo.
W wielu sytuacjach, zwłaszcza dotyczących innych, częściej działam zapobiegawczo niż nie.

Ale w takim momencie, kiedy to wjeżdża zbyt mocno – odzywa się dziecko, które sobie wbiło, że nie będzie tego czuło.
Które właziło na drzewo zawsze wyżej albo leciało 70 km/h na wrotkach.
Które nie pozwało sobie na to, żeby się bać i ciągle sobie coś udowadniało.
I które bardzo szybko odpala złość, jeżeli ktoś zauważa, że mimo wszystko czegoś się boi.

Trudna ta przyjaźń, a z bezsilnością mam układy jeszcze gorsze”.

Obraz Stefan Keller z Pixabay