17 marca 2023 roku Międzynarodowy Trybunał w Hadze wydał nakaz aresztowania Putina za zbrodnię wojenną polegającą na bezprawnej deportacji dzieci oraz ich przesiedleniu z Ukrainy do Rosji. Nakaz objął także Marię Lwową – Biełową, rosyjską rzeczniczkę praw dziecka. Liczby dotyczące tych deportacji są różne. Od ponad 16 tys. wg. Darii Herasymczuk, ukraińskiej rzeczniczki praw dziecka, do 60,2 tys., według szefowej Komisji Europejskiej. Inne mówią o nawet pół miliona. Te statystyki skrywają tragedię ukraińskich rodziców ( o ile żyją ) , których pociechy siłą wywieziono do Rosji gdzie w rosyjskich rodzinach, które je adoptowały, przechodzą proces „prania mózgu” by stały się Rosjanami. Każdy taki przypadek to indywidualny dramat ojca i matki oraz ich pociech,  którego słowami nie można opisać. Obrazowo można powiedzieć, że pęka im wtedy serce.

Znam to z autopsji. Nie wchodząc w szczegóły, wiem co znaczy kiedy nagle znika dziecko i nie wiesz co się z nim dzieje dlatego jestem sobie w stanie wyobrazić co czuje każdy ukraiński rodzic, któremu Putin porwał dziecko do Rosji. Wiem co przeżywają, co myślą i czego pragną. 

Pierwszą reakcją na jego zaginięcie jest panika i lęk o to co się z nim dzieje. Lęk to za słabo powiedziane. Zwierzęca rozpacz, że nie ma go już przy nich i co mogło się z nim stać. Czy nie jest głodne? Czy jest ciepło ubrane? Czy nikt go nie skrzywdzi? Nie można jeść, spać, rozsądnie myśleć. Każda zabawka, każdy element ubrania przypomina, że tak niedawno jeszcze było z nimi w tym mieszkaniu. Wydaje się, że słyszą jego radosne „mamo! tato!  jestem„ kiedy przekraczało próg domu po powrocie ze szkoły. Ale to tylko omamy wyobraźni  Nie można sobie znaleźć miejsca. Matki płaczą. Mężczyźni , z trudem, panując nad łzami próbują pocieszać kobiety choć sami potrzebują wsparcia. 

Kiedy panika mija przychodzi czas na racjonalne myślenie i działanie. O ile zrozpaczony utratą dziecka rodzic jest w stanie to w ogóle robić. Dzwonią po znajomych, sąsiadach, krewnych, kolegach  czy może widzieli ich pociechę. Łudzą się nadzieją, że ktoś dla nich ma jakiś strzępek informacji, który doprowadziłby ich do niego. Gdzie tylko się da wywieszają ogłoszenia wraz ze zdjęciem bo może ktoś jednak widział ich pociechę i naprowadzi ich na jej ślad. Być może, na terenach wyzwolonych spod rosyjskiej okupacji, zawiadamiają policję. Na terytoriach okupowanych zapewne takich możliwości nie mają bo okupanci nie są zainteresowania pomocą zdesperowanym rodzicom.  Takie pewnie dostali wytyczne skoro sam Putin dekret o deportacji podpisał. Jednak nie poddają się. Kiedy natrafiają na jakiś trop jadą tam z nadzieją, że je odnajdą. Niestety, często jest to płonna nadzieja, bo nawet jeśli dziecko tam było, już go nie ma. Wywieziono je do Rosji wraz z tysiącami innych gdzie adoptują je rosyjskie rodziny. Bezprawnie i nieludzko. Tam, nawet jeśli trafią na dobrych ludzi, którzy go nie skrzywdzą, zrobią z niego Rosjanina, który kiedyś może się zwrócić przeciwko nim. 

Są też tysiące dzieci, dla których wywiezienie siłą w obce miejsce to traumatyczne przeżycie. Ich świat runął jak domek z kart. Zburzone zostało poczucie bezpieczeństwa. W jego miejsce pojawiło się uczucie stałego zagrożenia i lęk przed światem, które przez lata będą je prześladować bo jeden podpis pod dekretem o tym zdecydował. Podpis prezydenta Rosji, który musi za to ponieść karę. 

Artykuł pierwotnie opublikowano na Belsat.eu

Fot. Scren YouTube / Telewizja Republika

Antoni StyrczulaAutor: Antoni Styrczula
Opinii publicznej kojarzę się jako rzecznik prasowy Prezydenta RP, a także dziennikarz radiowo-telewizyjny i prasowy. Od wielu lat zajmuję się szkoleniami i doradztwem w zakresie public relations i marketingu politycznego. Jestem ekspertem w kreowaniu wizerunku firmy w e-przestrzeni i social mediach oraz zarządzaniu informacją w sytuacjach kryzysowych. W wolnych chwilach podróżuję. Przede wszystkim do Azji. Więcej tekstów autora przeczytacie na blogas24.pl