W tłumaczeniu z francuskiego oznacza współzamieszkiwanie dwóch osób, różnej płci, pod jednym dachem, bez „papierka”. W Polsce będziemy mieć kolejną, polityczną bo rząd i prezydent pochodzą z różnych obozów. I trzeba się wreszcie do tego przyzwyczaić bo jest to demokratyczny standard. Obie strony tego „współzamieszkiwania” muszą pokazać, że są zdolne do kompromisu. To ideał, do którego warto dążyć choć nikt nie mówi, że będzie łatwo.
Zacznę żartobliwie, z uwagi na różne położenie dwóch „pałaców”, prezydenckiego i KPRM, mogą urządzać marsze protestacyjne, albo z Krakowskiego Przedmieścia w Aleje Ujazdowskie, albo odwrotnie. W zależności od tego, kto jest organizatorem.
W wariancie „nasz prezydent, nasz premier” byłoby to niemożliwe choć cuda się w polityce zdarzają.
A na poważnie.
Wiem z autopsji jak taki układ funkcjonuje.
I za pierwszej kadencji prezydenta Kwaśniewskiego, który „współzamieszkiwał” z opozycyjnym rządem kierowanym przez prof. Buzka, jakoś on funkcjonował.
I to całkiem nieźle.
Do dziś wspominam z rozrzewnieniem wspólne komunikaty z Rady Gabinetowej, które pisałem wraz z Tomkiem Tywonkiem, kumplem z Radia „Solidarność”, a wówczas, rzecznikiem rządu.
W pałacu prezydenckim często też odbywały się nieformalne spotkania Kwaśniewskiego z Buzkiem by przegadać jakieś ważne kwestie w polityce zagranicznej. Ale nie tylko.
Dlaczego?
Bo zarówno mój były już szef jak i prof. Buzek byli otwarci na dialog prowadzący do kompromisu.
Mimo różnic politycznych obaj traktowali siebie nawzajem z szacunkiem i byli otwarci na argumenty drugiej strony.
Obaj nie byli za to „politycznymi zakapiorami”, stawiającym interes własnego obozu politycznego na pierwszym miejscu.
Mam nadzieję, że i teraz może być podobnie.
Nawrocki musi schować do kieszeni swój temperament boksera, a Tusk, ogarnąć swój język i chęć narzucenia swoich poglądów lokatorowi z „Dużego Pałacu”.
Zdaję sobie sprawę, że moja nadzieja może być płonna bo istnieje duże ryzyko, że prezydentem będzie sterował Naczelnik z Żoliborza.
Bo będzie oczekiwał jego spolegliwości jako odpłaty za „namaszczenie” go na kandydata „obywatelskiego” wspieranego przez PiS.
Ponadto, Nawrocki może mieć problem ze zrozumieniem, że nie on rządzi, ale rząd.
On zaś jest takim monarchą konstytucyjnym, który panuje, ale nie rządzi.
Co oznacza, że może coś ładnie rządowi sugerować, ale się nie wpieprzać w rządzenie.
Jak to się kiedyś o damach mówiło, niech „ładnie pachnie i leży na szezlongu” oraz wiesza ordery.
Zostaw komentarz