Tureccy konserwatorzy zabierają się za renowację słynnej kolumny wężowej w Konstantynopolu, odlanej z brązu na pamiątkę zwycięstwa Greków pod Platejami w 479 r. p.n.e. Mamy zatem piękną okrągłą 2500. rocznicę powstania zabytku. Kolumnę wywiezioną z Delf do Konstantynopola uszkodzić miał podobno pijany polski ambasador. Ale to oczywiście fake news z początku XVIII wieku. Jak było naprawdę, czy może jak było najprawdopodobniej, opisałem w książce Hellenopolonica. Miniatury z dziejów polsko-greckich:

„Po zwycięskiej bitwie pod Platejami (479 r. p.n.e.) Grecy ofiarowali Apollonowi w Delfach niezwykłe wotum. Była to mierząca 8 metrów kolumna, składająca się z trzech splecionych węży, których głowy rozchodziły się od siebie, tworząc trójnóg, na którym ustawiono złotą czarę. Czarę tę zrabowali Fokejczycy już podczas III wojny świętej w 345 r. p.n.e., kolumna zachowała się natomiast w Delfach bez jakiegokolwiek uszczerbku, aż w 324 r. cesarz Konstantyn polecił przenieść ją do swej nowej stolicy. W Konstantynopolu ustawiono ją na hippodromie, gdzie stoi do dziś. Mierzy sobie jednak już tylko 6 metrów, utraciła wężowe głowy. Jedna z odpadniętych głów znajduje się obecnie w muzeum archeologicznym w Stambule.

W jakich dokładnie okolicznościach odpadły z kolumny wężowe głowy? Szczękę jednej głowy miał wedle pewnej legendy utrącić buzdyganem sam Mehmed Zdobywca po zajęciu Miasta w 1453 r. Druga legenda mówi, że wszystkie trzy głowy odciąć miał szablą pijany polski ambasador w Stambule. I że stało się to nocą dnia 20 października 1700 r.

Pierwsza legenda o utrąceniu szczęki przez sułtana Mehmeda po raz pierwszy została usłyszana przez Salomona Schweiggera w 1578 r., kapelana habsburskiego ambasadora Joachima von Sinzendorffa w Stambule, a zapisana Annales Sultanum Othmanidarum Johannesa Leunclaviusa, opierających się na jakiejś tureckiej historii przekopiowanej w 1550/1 roku. Jeśli jednak przyjrzymy się późniejszym tureckim źródłom, to winowajcą utrącenia szczęki stają się coraz to inne postaci: a to wielki wezyr Ibrahim pasza, stracony w 1536 r., a to sułtani Sulejman I, Selim II lub Murad IV,, a to jakiś janczar. Co ciekawe, Selim II miał przydomek Mest, czyli Pijak, a Murad IV zakazał w Stambule używania alkoholu, tytoniu i kawy, po czym zmarł w wieku lat 28 na … marskość wątroby. Mamy więc całkiem mocną poszlakę, że w ludowej tradycji krążącej z ust do ust to właśnie pijak miał być niszczycielem wężowej kolumny. Ale dlaczego tym pijakiem miałby być akurat polski ambasador?
Za źródło tej plotki uchodzi francuski podróżnik Aubry de La Mottraye (1674-1743), który od czerwca 1699 do 1714 r. zamieszkiwał, z przerwami na podróże, w Stambule i w 1723 r. opublikował opis swych podróży w języku angielskim (wydanie francuskie wyszło dopiero cztery lata później, gdyż w owym czasie hugenota de La Mottraye był dyplomatą na służbie Wielkiej Brytanii).

Francuski obieżyświat pisze, że jeszcze w 1699 r. miał okazję widzieć całą kolumnę z trzema wężowymi głowami, jednak w roku następnym została ona uszkodzona. Jest w ten sposób de La Mottraye pierwszym źródłem, które o tym uszkodzeniu wspomina. A stać się to, jego zdaniem, miało tak: w kwietniu 1700 r. przybył do Stambułu polski dyplomata i został zakwaterowany w „wielkim pałacu z kopułami” na Hippodromie, czyli w pałacu Ibrahima Paszy. Świta dyplomaty bawiła się w towarzystwie pewnego polskiego renegata, który odwiedził ich, aby zaopatrzyć się w … wódkę. Jednak podczas drugiej wizyty renegata, ambasador rozkazał obciąć mu głowę i wyrzucić nocną porą wraz z ciałem na środek placu Hippodromu, zwanego wówczas Atmeydanı, „Koński Plac”.

Rankiem Turcy ze zdziwieniem spostrzegli ciało swego umęczonego prozelity i, choć mieli pewne podejrzenia, z braku dowodów zabrali zwłoki i pochowali je po kryjomu. Nieco później, dwie pozostałe głowy na wężowej kolumnie (de La Mottraye odnotowuje w ten sposób, że trzecia już wcześniej została uszkodzona) odłamały się i zniknęły pewnej ciemnej nocy, o czym Turcy nie mieli żadnej innej wiadomości, jak tylko, że stało się to z powodu śmierci ich prozelity. Frankowie podejrzewali natomiast, że wywiózł je pojazd ambasadora i tyle.

Powstaje zatem pytanie, czy słudzy ambasadora specjalnie ułamali i wywieźli owe dwie głowy, jak podejrzewano, czy też może kolumna się sama przewróciła, jak w 1701 r. opowiadano francuskiemu botanikowi o nazwisku Joseph Pitton de Tournefort, który wówczas odwiedził Stambuł. Relacja, którą usłyszał, zakładała, że w owym feralnym 1700 r. były już tylko dwie głowy na kolumnie, a trzecią wcześniej zniszczyć miał sułtan Murad IV. Sprawę rozwiązuje kronika Nuṣretname, której autorem jest Silahdar Fındıklılı Mehmed Ağa (1658-1723), opisująca szczegółowo lata 1687-1721. Wśród wydarzeń pierwszego miesiąca dżumada 1112 roku po hidżrze (od 14 października do 12 listopada 1700 r.) odnotowano:
„W nocy w czwartek ósmego dnia miesiąca, w czasie wieczornej modlitwy, wszystkie trzy brązowe węże na Hippodromie, które stały mocno przez 1500 lat, złamały się razem przy swych szyjach i spadły na ziemie; nie ma żadnej możliwości, że zostały uderzone i zniszczone, ponieważ w owym czasie nie było nikogo w pobliżu. Odłamały się z hałasem, jak gdyby bardzo silny mężczyzna ścinał drzewa, a ludzie, którzy słyszeli hałas donieśli, co się stało.” (tłum. z angielskiego przekładu Simeonowej)

W ten sposób turecki kronikarz jednoznacznie oczyszcza polskiego ambasadora od zarzutu zniszczenia kolumny wężowej. A był tym ambasadorem nie byle kto, bo Rafał Leszczyński (1650-1703), starosta generalny wielkopolski i ojciec króla Stanisława Leszczyńskiego. Wbrew temu, co pisze de La Mottraye, przybył do Stambułu już w 1699 r., a w maju miał uroczyste posłuchanie u sułtana. Kolejny polski ambasador przybył do Stambułu dopiero w 1706 r. Tak że jeśli ktoś miał po pijaku obciąć głowy kolumnie wężowej, to tylko Rafał Leszczyński, choć w rzeczywistości niczego takiego on nie zrobił, ani nawet nikt go o to w owych czasach nie oskarżał, dopiero z czasem urosła z niczego dragomańska legenda, w której pijaków–sułtanów, uderzających buzdyganem w szczękę jednej z głów, złączono z polskim ambasadorem, no bo przecież wszyscy wiedzą, że Polacy to pijacy.

W rzeczywistości de La Mottraye oskarżył jednak polskiego ambasadora o czyn znacznie poważniejszy, a mianowicie o skrytobójcze zamordowanie rodaka, który przeszedł na islam. Sprawa nie do rozwikłania, pamiętać jednak należy, że Leszczyński przybył do Stambułu bezpośrednio po pokoju karłowickim, kończącym 27-letnią wojnę polsko-turecką, przerywaną jednie rozejmem w Żurawnie. Różne emocje mogły więc brać górę nad rozsądkiem, zwłaszcza podlewane wódką.”

Autor: prof. Gościwit Malinowski
Profesor w Instytucie Studiów Klasycznych, Śródziemnomorskich i Orientalnych Uniwersytetu Wrocławskiego; więcej na blogu:
http://hellenopolonica.blogspot.com  oraz na stronie:
https://wroc.academia.edu/GosciwitMalinowski