100 procent racji : rząd przegrywa wizerunkowo kwestię migracji z mateckopodobnymi robiącymi furnowaye filmiki i wrzucającymi je do sieci.
Rząd przegrywa walkę wizerunkową w kwestii imigrantów. Być może jest już za późno żeby to uratować a być może jeszcze można skutecznie walczyć z manipulacją prawicowych i prorosyjskich kont.
Pytanie tylko czy ktoś to umie zrobić? 🤷♂️
Ps. Tematem imigrantów przegrywa się wybory…
— Michał Chmielewski (Ten_Psycholog) (@Ten_Psycholog) June 27, 2025
Jeszcze na początku XXI wieku Polska była krajem raczej emigracyjnym — miliony obywateli wyjeżdżały do krajów Europy Zachodniej (zwłaszcza po 2004 r., po wejściu do UE). Jednak od około 2014–2015 roku trend ten zaczął się zmieniać. Polska zaczęła przyciągać coraz większą liczbę cudzoziemców, stając się ważnym kierunkiem imigracji w Europie Środkowo-Wschodniej.
W latach 2015–2023 liczba legalnych imigrantów dynamicznie rosła: w 2015 roku: ok. 200–300 tys. cudzoziemców zarejestrowanych w ZUS, kiedy już w 2022 roku było to już ponad 1 milion cudzoziemców legalnie pracujących, z czego 700–800 tys. stanowili obywatele Ukrainy.
Obecnie Ukraińcy dzierżą palmę pierwszeństwa jeśli chodzi o ilość imigrantów w Polsce – zwłaszcza po 2022 r. (pełnoskalowa inwazja Rosji), liczba Ukraińców w Polsce znacząco wzrosła.
Kolejnymi grupami imigrantów są Białorusini (tu też zdecydowały represje Wąsatego Łukaszenki, zwłaszcza po 2020 roku).
Dalej idą Gruzini, Mołdawianie, Ormianie – ci wybierają nas jako kraj migracji zarobkowej.
Znaczna jest również grupa Azjatów (np. Nepalczycy, Hindusi, Filipińczycy) – głównie w sektorze usług i przemysłu lekkiego, z których wybijają się na czoło Wietnamczycy – obecni od lat 90., głównie w handlu i gastronomii.
Polska posiada relatywnie elastyczny system zezwoleń na pracę, w tym:
1. Oświadczenia o powierzeniu pracy (dla 6 krajów, m.in. Ukrainy i Białorusi)
2. Zezwolenia na pobyt czasowy i stały
3. Zezwolenia na pobyt rezydenta długoterminowego UE.
W ostatnich czasach różni prawicowi aktywiści robią jakieś durne filmiki pokazujące najczęściej osoby o ciemnej karnacji i tłumaczą, że „Niemcy nam ich podrzucają”.
Tymczasem Jacek Czaputowicz, minister spraw zagranicznych za czasów PiS, podkreśla, że transmisja jest normalną praktyką państw i miała ona miejsce również za rządów PiS.
Jednak od czasów, kiedy na granicy z Białorusią w 2021 r. rozpoczął się kryzys migracyjny z udziałem migrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki, przemycanych przez reżim Łukaszenki liczba prób nielegalnego przekroczenia granicy wzrosła z kilkuset do kilkudziesięciu tysięcy rocznie.
Rozbudziły się anty imigranckie emocje.
Państwo zareagowało w zasadzie modelowo, chociaż odbyło się to z dużym uszczerbkiem dla poszanowania praw człowieka:
1. Wprowadzono stan wyjątkowy w rejonie przygranicznym z Białorusią.
2. Zbudowano fizyczną zaporę (mur) na granicy.
3. Wzmocniono Straż Graniczną i służby specjalne.
Ta reakcja wywołała jednak kryzys humanitarny — migranci utknęli między granicami, bez pomocy, pojawiły się zarzuty o łamanie praw człowieka (np. tzw. push-backi). Ówczesny rząd był krytykowany przez organizacje pozarządowe i część opinii publicznej.
W ostatnim czasie wydaje mi się, że nastroje anty imigranckie są podgrzewane przez środowiska prawicowe. Filmiki pokazujące młodzieńców śpiewających:
„cała Polska śpiewa z nami
Wyp…ć z migrantami”
zdobywają duże zasięgi i są przedmiotem zarzutów pojawiających się pod adresem rządu, że „przyjmuje cały syf z Reichu”.
Doświadczenie dnia codziennego jednak temu przeczy. Absurdalne wydają się sytuację, jakoby niemiecka policja miała np. pod osłoną nocy przewozić imigrantów przez Odrę.
Nie mogę oczywiście wykluczyć, że taka rzecz mogła się zdarzyć, ale trudno mi uwierzyć, że ma to charakter systemowy. Granica z Niemcami jest otwarta, nawet, jeśli pojawiają się tam kontrole.
Trzeba zwrócić uwagę, że imigracja ma pozytywne skutki. Są to:
1. Uzupełnienie niedoborów siły roboczej (budownictwo, rolnictwo, przemysł).
2. Wzrost wpływów do ZUS i systemu podatkowego.
3. Rozwój sektora usług skierowanych do cudzoziemców.
4. Wzmocnienie więzi kulturalnych (np. z Ukrainą i Białorusią, co naprawdę nie jest bez znaczenia. Jeszcze nie wiadomo co się stanie w Rosji).
Niewątpliwie imigracja,zwłaszcza niekontrolowana ma też skutki negatywne, do których można zaliczyć:
1. Przeciążenie systemu administracyjnego (urzędy wojewódzkie, Straż Graniczna).
2. Napięcia społeczne w części lokalnych społeczności.
3. Konieczność integracji – edukacja, rynek mieszkaniowy, usługi publiczne.
Z punktu widzenia każdorazowego rządu główne zagrożenie to dezinformacja i polityczne wykorzystanie tematu migracji. Granie na emocjach ludzi, zwłaszcza z terenów oddalonych od granicy, którzy zaczynają wierzyć, że zalewają Polskę „hordy imigranckich nachodźców z Afryki i Bliskiego Wschodu”.
Uważam, że rząd powinien rozpocząć szeroko zakrojoną kampanię informacyjno-edukacyjną na temat imigracji. Konsultacje w terenie.
Polska pozostanie krajem atrakcyjnym dla imigrantów zarobkowych z Azji i Europy Wschodniej.
Wydaje się przy tym, że otwieranie się na imigrację z Afryki i Bliskiego Wschodu (nawet w ograniczonym zakresie) nie zyska akceptacji naszych obywateli. O tym też należy rozmawiać .
W mojej ocenie tylko w ten sposób można myśleć o wypracowaniu midelu zintegrowanej polityki migracyjnej, której obecnie brakuje.
Polityka taka powinna uwzględniać kwestię reformy urzędów ds. cudzoziemców, opracowanie spojnej polityki integracyjnej, czy nowoczesnych procedur ochrony granic, przy jednoczesnym poszanowaniu praw człowieka.
Jeśli rząd tego zaniecha, to Matecki i jemu podobni staną się bardzo ważnymi postaciami polskiej polityki.
Koszmar.
Zostaw komentarz