Publikujemy tekst refleksyjny ks. Jarosława Wiśniewskiego, misjonarza z 30-letni stażem. Tekst został opublikowany bez ingerencji dziennikarskiej. Jest żywy i naturalny.
KAZANIE OSTROBRAMSKIE
1. Priorytet wiernych kobiet
Na wędrówkę do OSTREJ BRAMY pobłogosławił pielgrzymów z całej Polski Białostocki Metropolita abp Józef Guzdek zagadkowym kazaniem.
Przytoczył on wystrój białostockiej katedry jako przykład kresowych priorytetów.
Białostoczanie mają w katedrze dwa wielkie boczne ołtarze zwrócone twarzą do siebie we w nękach bocznych naw.
Oba jednakowo piękne.
Jeden na cześć Jasnogórskiej, drugi na część Ostrobramskiej.
Przy pierwszej o dziwo nie ma tłumów. Druga obwieszona wotami przyciąga jak magnes. Metropolita wyjaśnił ten fenomen słowami prostej kobiety z Podlasia.
„Kiedy się modlę przed wizerunkiem Ostrobramskim to jestem szczera. Mówię jak kobieta do kobiety co mnie boli i czuję się wysłuchana i zrozumiana. Przed Jasnogórskim wizerunkiem malutki Jezus podsłuchuje. Onieśmiela mnie i przeszkadza.
2. Zraniona twarz biskupa
Na inauguracyjnej mszy był też obecny biskup pomocniczy Henryk. Upadł niedawno ponoć siedząc na murku a może podczas jazdy rowerem. Wcale nie krył swoich ran, nie chował się. Na odwrót stanął na czele procesji i wędrował z nami dobre 2 godziny do kościoła w Karakulach czyli do pierwszego postoju. Patrząc na tę twarz z
Pokrytą brzydkimi strupami przypomniałem sobie tytuł książki: „Zraniony pasterz”.
To stało się dla mnie aforyzmem tych trudnych czasów gdy tylko leniwy nie rzuca kamieni na księży i nawet biskupów a oni pomimo tego wędrują dalej jak karawana beduinow pośród jazgotu psów.
Mało tego. Te przypadkowe rany biskupa Henryka przypomniały mi fenomen ran Maryi z Jasnej Góry.
Z niej też wiele osób szydzi. W przeszłości próbowano jej obraz zniszczyć a i dziś akty profanacji mają miejsce o czym niedawno donosiła Białostocka kuria prosząc o ekspiację.
Taki jest obraz naszego kraju i naszego kościoła podczas niepotrzebnych wojenek o katechezę w szkole i przywrócenie aborcji.
3. Mnich na rowerze
W Supraślu tak jak i w Karakulach na pielgrzymów czekały łakocie. Trudno w to uwierzyć ale tak miało być każdego dnia na każdym postoju aż do OSTREJ BRAMY.
Gdy wędrujesz z Podlasia do Częstochowy to gościnność gospodarzy kończy się na Bugu we wsi Nur albo troszkę później gdzieś na granicy Wisły. Im bliżej Częstochowy tym gorzej
Gdy wędrujesz do Wilna to mijając Niemen wiesz ze gościnność tylko wzrośnie.
Gdyśmy opuszczali miasto wyjechał nam naprzeciw wschodni mnich na rowerze. Przypominał jako żywo sceny z filmu „U Pana Boga za piecem”. Takie scenki rodzajowe na Podlasiu nie potrzebują reżysera i kamery. Codzienność na Podlasiu to przepiękny film. Warto tu być i napełniać się tym klimatem kresowym. Ludzie tutaj są dobrzy z natury. Nie trzeba nic inscenizować. Tu po prostu tak jest.
4. Historie księdza Adama
Z ks. Adamem siedziałem razem w Seminarium na tej samej długiej ławie na łączonych wykładach. Wyrósł na dzielnego kaznodzieję o patriotę.
To on nas wprowadzał w tutejsze klimaty Księstwa Litewskiego objaśniajac wiele zjawisk wieloscia kultur wyznan i językow. Każdy mijany krzyż powstańczy potrafił opisać i przybliżyć dzieje Podlasia. Na terenie Litwy okazał się tak samo kompetentny. Podobnie jak nasz seminaryjny mistrz profesor Kragel, ks. Adam jest przy okazji osobą skromną. Wędrował w pocie czoła cicho i nie bez trudu nie zważając na bezlitosny pesel.
5. Posiłek w remizie
Między Supraśl a Szudziałowem nie napotkaliśmy już żadnego kościoła.
Na odpoczynek i poczęstunek sołtys pewnej wioski zaprosił nas do remizy strażackiej.
Cała wieś wybiegła nam na spotkanie. Pielgrzymów było więcej niż mieszkańców a mimo to każdy dostał zupę, kiełbaski i chleb.
6. Czarne Chmury w Szudziałowie
Tuż przed Szudziałowem chmury się zagęściły i lunął ulewny deszcz. Mieszkańcy wioski przyjęli nas w szkole. Wielu zabrało nas też do domów.
Plebania bez domofonu stała otworta na oścież.
Podniosłego nastroju nie zamącił deszcz.
Grzyby i maliny obrodziły tego roku.
Smaczne wypieki świadczyły że i tu jesteśmy mile widziani.
7. Popatrz na obiad i nie jedz
Prócz dań na postojach na pielgrzymów czekały nie mniej smaczne konferencje.
Niezawodny ksiądz Karol podczas swych konferencji zarzucał nas pikantnymi przykładami jak dbać o swoją kondycję duchową. Jako przykład duchowego fastfoodu podał siebie samego mówiąc że podczas wędrówki w górach czuje ze nie może pokonać dystansu bo mu przeszkadza otyłość. Tak będzie też u bramy nieba. Ci co nie dbali o swoją duszę i karmili się byłe jaką strawą duchową nie przecisną się przez bramy nieba bo wrota są wąskie jak ucho igielne.
Tym co myślą że po telewizyjnej czy radiowej mszy świętej dusza się napełni do syta podał przykład katechety który radził popatrzeć jak mama gotuje obiad ale gdy obiad gotowy to już nic nie jeść. Taki sobie telewizyjny obiadek.
Następnego dnia czekała nas niespodzianka w Klimówce gdzie egzotyczne dania serwowali za darmo Polscy Tararzy z renomowanej jadłodajni z Sokółki.
8. To co za kadrem: „sos burakowy, osmiokątna chrzcielnica, zgoda”
Inny utalentowany kaznodzieja przeżył porażkę. Okazało się że jego konferencją się nie nagrała i nie można jej było powiesić w internecie. Szkoda bo przemawiał płomiennie.
Opowiedział czemu chrzcielnica bywa ośmiokatna.
Okazuje się że to symbolizuje ósmy dzień czyli wieczność do której zdążamy.
Wyjaśnił na przykład że gdyby kapłan na mszy św. użył sosu burakowego i ziemniaków zamiast chleba i wina to mszal, ołtarz i szaty liturgiczne nic nie pomogą. Podobnie z małżeństwem.
Gdy kandydaci nie są dobrze przygotowani, gdy nie wiedzą co to za sakrament i nie mają w duszy pełnej gotowości do podjęcia obowiązków małżeńskich nic to im nie pomoże. Mimo pięknych strojów, organowej muzyki i mnóstwa gości sakrament może nie zaistnieć jeśli jedno z dwojga było niedysponowane: oszukane lub przymuszone.
9. Łzy młodego kapłana
Pewien młody Redemptorysta odprawił w Kuźnicy na białoruskiej granicy swoją pielgrzymkową prymicję. Wyjaśnił a raczej opisał dziwny fenomen.
Oto gdy wędrował na Jasną Górę każdy raz gdy się zbliżał do Cudownego Obrazu oczy zalewały się łzami mimowolnie. W Ostrej Bramie nic takiego nie czuł. Tego paradoksu nie potrafił wyjaśnić jedynie opisał.
10. Dobra śmierć
W Kuźnicy pielgrzymi pomodlili się za proboszcza Sylwestra który przed miesiącem stracił życie na szosie jadąc motocyklem.
Od czasu do czasu słychać, że nieostrożna jazda kierowców kończy się tragicznie. Tego samego dnia gdyśmy szli do Kuźnicy w pobliskiej Sokółce odbywał się pogrzeb czterdziestoletniej mamy i dziesięcioletniego synka. Wracali z Jasnej Góry.
Ich samochód został staranowany przez TIR-a.
Modlitwa o dobrą śmierć nie przestaje być aktualna. Pielgrzymek do licznych Sanktuariów jest tak wiele że nie powinno to wzbudzać szoku gdy niektóre kończą się tragicznie.
Z drugiej strony patrząc to śmierć pielgrzyma podczas wędrówki to jak śmierć żołnierza na polu boju.
Śmierć straszna ale bohaterska.
11. Studzieniczna
Od czasu gdy „baćko Łukaszenko” zamknął granicę kraju dla pielgrzymów, atrakcyjność wędrówki zmalała. Kilka dni po Grodzieńszczyźnie zamieniono kilkugodzinnym rejsem autobusami.
Zamiast Grodna ujrzeliśmy na postoju Sanktuarium w Studzienicznej.
To tutaj ze studentami na kajakach pływał młody Wojtyła. Posiedzieliśmy w chwilkę w uroczym drewnianym kościółku i pojechaliśmy do przestronbej świątyni w Ejszyszkach na Litwie.
Wiozło nas 5 autokarów. W każdym siedziało po 55 osób. Łatwo policzyć ilu nas było. W każdym autobusie po dwu kapłanów. Śpiewane były godzinki, głoszono konferencje. Ja też nareszcie dorwałem się do mikrofonu.
12. Chicago na motocyklu
Po litewskiej stronie w drodze do Butrymowiec produkował się afrykański misjonarz z Podlasia rodem Ks. Adrian o pseudonimie Chicago.
Opisał swe podróże po bezdrożach Tanzanii. Nie da się tam dotrzeć samochodem. Opowiadał o afrykańskich potrawach i zabobonach plemienia Masajów.
Wszystko to robił z werwą i z humorem toteż padało wiele pytań a ciekawość pielgrzymów tylko rosła. Prywatnie dowiedziałem się że przed wstąpieniem do seminarium ks. Adrian prowadził w Chicago życie „bez Boga” aż go któryś z kolegów wyciągnął w niedzielę do kościoła św. Konstancji. Bezbożnik w kościele zalał się łzami i od tej pory nie mógł żyć bez bez kościoła. Skończyło się na tym że trafił do seminarium i na misje, na których czuje się jak ryba w wodzie.
13. Zakrystianin z Butrymowiec
W Butrymowcach grupka parafian czekała przed kościołem. Wyróżniał się pośród niej zakrystianin Józef który mimo podeszłego wieku bez skrępowania skakał z radości na nasz widok.
Przyjął do swego domu obu misjonarzy czyli mnie i Chicago. Mało tego. Choć bogaczem nie jest do skromnego domu zabrał dodatkowo jeszcze 6 pielgrzymów.
Nakarmił suto i każdemu wręczył na pożegnanie litr miodu z własnej pasieki.
14. Łomot na plebanii nocą
Proboszcza Aszkiełowicza niestety nie było. Wedle słów Ks. Karola ten wiekowy kapłan witał zawsze pielgrzymów w sposób „charyzmatyczny”. Szkoda że tego nie doświadczyliśmy.
Był w drodze powrotnej ze zjazdu „Piłsudczyków”.
Tym niemniej pozostawił otwartą dla pielgrzymów plebanię. Ci się w niej nocą zabarykadowali ale musieli otworzyć bo w środku nocy rozległ się straszny łomot.
To proboszcz wracał by nas powitać na porannej liturgii.
15. Ochrzczone ufoludki
Największym celebrytą pielgrzymki był jedyny Ukrainiec w grupie ks. Andrzej Zalewski, werbista.
Ze wszystkimi robił sobie zdjęcia „za darmo” uczył nas śpiewać „modlitwę Jezusową” na różańcu. Wyjaśnił niuanse liturgiczne wschodniego obrządku, słuchał spowiedzi wygłosił finałowe kazanie w OSTREJ Bramie.
Ludzie byli w zachwycie.
Objaśniając uniwersalność kościoła zauważył że gdyby misjonarze znaleźli na Marsie lub księżycu istoty podobne do człowieka to mogliby ich ochrzcić bo kościół katolicki jest otwarty na wszystkie narody, kontynenty i planety.
Zaskoczył nad też swoim „Ostrobramskim Kazaniem” i wierszem.
16. Gwoździem po karoserii
Pewien tato zakochany w swym nowym samochodzie zauważył że jego dziecko coś rysuje gwoździem po karoserii. Niewiele myśląc schwycił kij i „dał po łapach” tak mocno że trzeba było się udać do szpitala i założyć gips. Po powrocie tato sprawdził stan karoserii i zaskoczony znalazł napis: „tatusiu ja cię kocham”.
Jego zaskoczenie było tak wielkie że znów chwycił za kij i tym razem pobił samochód.
Zrozumiał jaki był głupi.
W naszym życiu komputery i rowery nie zamienią nam miłości dziecka, żony, ojca. Relacje rodzinne są ponad wszelkie bogactwo i warto to zrozumieć.
Toteż na czele ideałów religijnych stoi też macierzyństwo Maryi i ojcowstwo Boga OJCA. Synostwo Jezusa też ma swoją rangę. Nasz Bóg objawił się w rodzinie a nie w komputerze. Nie przyleciał do nas na rakiecie ale zjawił się w grocie betlejemskiej.
W czasach gdy wartości ustępują technologii warto na to zwrócić uwagę. Czczone przez wieszcza Mickiewicza wizerunki z Jasnej Góry i OSTREJ BRAMY nie przestają intrygować.
17. Wiersz
TUŻ ZA LASEM NIEDALEKO, LEŻY SOBIE CICHA WIOSKA.
PRZYSZŁA DO NIEJ RAZ PODRÓŻNA – A BYŁA TO MATKA BOSKA.
LUDZIE O TYM NIE WIEDZIELI BO UBRANA BYŁA Z WIEJSKA,
NIE POZNALI GOSPODARZE ŻE KRÓLOWA TO ANIELSKA.
CZASEM WIEJSKIE GOSPODYNIE ZAPRASZALY JĄ DO CHATY.
SPOCZNIJ U NAS TY BIEDZINO – WYSUSZ PRZEMOCZONE SZATY.
A NAJCZĘŚCIEJ TA PODRÓŻNA TAM CHODZIŁA GDZIE SIEROTY.
MIAŁA DLA NICH POCIESZENIE.
MIALA DLA NICH UŚMIECH ZŁOTY.
I DZIWILI SIĘ LUDZISKA, ŻE NAJGORSZE WE WSI PSISKA, DO PODRÓŻNEJ SIĘ ŁASIŁY – PODCHODZIŁY DO NIEJ Z BLISKA.
TAK CHODZIŁA MATKA BOSKA, POCIESZAŁA LUDZKIE BIEDY,
MOŻE I DO WASZEJ CHATKI, TA PODRÓŻNA PRZYJDZIE KIEDY.
ks. Jarosław Wiśniewski
Zostaw komentarz