W Polsce każdy już wie, że Elon Musk „wyłączył” Starlinki dla Rosjan na froncie. Spowodowało to szereg poważnych problemów dla nich i było jednym z powodów sukcesu ukraińskiego kontruderzenia w obwodzie dniepropietrowskim. Należy jednak zauważyć, że ten negatywny wpływ wyłączenia Starlinków to czynnik tymczasowy. Rosjanie już się przesiadają na inny system łączności; pewnie będzie on „wolniejszy”, przez co ich szybkość reakcji i jakość koordynacji sił na froncie ucierpi. Tym niemniej oni tę sytuację naprawiają.

Ale zwróciłbym uwagę również na wnioski, które obie strony konfliktu wyciągają z tej sytuacji. Zarówno Rosja, jak i Ukraina postawiły sobie za priorytet uruchomienie WŁASNYCH SYSTEMÓW ŁĄCZNOŚCI SATELITARNEJ. O ukraińskim planie już wcześniej pisałem – mają prywatną firmę, która rozwija własną sieć dla ukraińskich sił zbrojnych i pierwszego satelitę planuje mieć na orbicie za kilka miesięcy. Czego natomiast, podejrzewam, większość z Was nie wie, to fakt, że ten ukraiński plan już jest w tyle za rosyjskim, bo Rosjanie mają już pierwszą grupę podobnych satelitów na orbicie. Kilka dni temu z powodzeniem wystrzelili rakietę, umieszczając grupę 16 satelitów na orbicie, i teraz zaczyna się ich testowanie.

Dronowe pole walki bez łączności satelitarnej, jak się okazało, po prostu nie działa. Jest to na tyle ważny czynnik, że obie strony wyciągnęły wniosek, iż muszą mieć kontrolę nad takim systemem. Dla wielu z Was to wszystko może brzmieć jak abstrakcja, dlatego warto to jakoś zilustrować. Przykładowo: dron typu umownego Shaheda może pokonywać dystans nawet kilku tysięcy kilometrów, ale w normalnych warunkach jego precyzja i możliwości są ograniczone. Da się go zakłócić, zmienić jego trajektorię lotu. Natomiast z zainstalowanym tam terminalem łączności satelitarnej zamienia się on w precyzyjny pocisk dalekiego zasięgu, który może być kierowany przez pilota siedzącego gdzieś we Władywostoku, 8000 km stąd.

Powszechna dostępność takiej łączności pozwala również pilotom prowadzić operacje na froncie z drugiego końca kraju, bez narażania ich życia. Mało tego, jedna grupa pilotów może zdalnie w ten sposób prowadzić operacje na dowolnym odcinku frontu, gdzie dostępny jest taki satelitarny internet. W terenie, na samej linii, pozostają wtedy tylko grupy, które obsługują te drony w sensie technicznym. Jeżeli jakaś jednostka nie ma wykwalifikowanego pilota do konkretnego zadania, może w ten sposób przekazać kierowanie misją komuś, kto znajduje się tysiąc kilometrów od frontu. Po stronie ukraińskiej takie eksperymenty już mają miejsce i ten proces odsuwania pilotów od linii frontu jest już w toku.

___________________________________________________________
Zachęcam do wspierania mojej niezależnej publicystyki:
Patronite.pl: https://patronite.pl/Frontiersman
buycoffee: https://buycoffee.to/frontiersman
Patreon: https://www.patreon.com/frontiersmannews