Najwyraźniej czeka nas zmiana w Budapeszcie. W miejsce jak się wydawało niektórym dożywotniego premiera Viktora Orbána wchodzi Piotrek Węgier (Peter Magyar).

Tak przynajmniej wynika z wstępnych szacunków, opublikowanych m. in. w Republice.

Co więcej wygrana Tiszy pozwoli jej na samodzielne sprawowanie władzy.

Liberałowie zatriumfują już nad całą długością Dunaju.

Rzecz jasna z punktu widzenia Węgra taka zmiana jest pożądana.

Układ władzy, w którym jedna osoba sprawuje urząd premiera przez 16 lat nie tylko mógł, ale obrósł w szereg powiązań korupcyjnych.

Widziałem to w moim rodzinnym mieście, gdzie mieliśmy jednego prezydenta przez blisko ćwierć wieku (23 lata).

Taka sytuacja o wiele bardziej rujnuje demokrację niż nawet chwilowe dopuszczenie do rządów miernot, z perspektywy rozkładających Państwo.

Silne Państwo połączone z nędzą obywateli to model stalinowski.

Teraz zaś na siłę podobny model usiłuje wprowadzić Putin.

Ale Rosja AD MMXXVI to tylko kiepska farsa w porównaniu z Rosją bolszewicką.

I dlatego bierze w dupę na UA aż miło.

Przypominam, że wedle szacunków osób niekoniecznie wielbiących Putina stawianie oporu „drugiej armii świata” już przez dwa tygodnie byłoby poczytywane za sukces ukraińskiego oręża. Tymczasem wkroczyliśmy w piąty rok wojny a Rosja zajmuje ok. 19,25% ukraińskiej ziemi, choć latem 2022 roku było to… 27%,

Tak wyglądają „racjonalne” spekulacje.

Dzisiaj zapewne też oparte na „racjonalnych” spekulacjach społeczeństwo Węgier powiedziało STOP Victorowi.

Taka kalka z naszych wyborów w 2023 roku. Co prawda polski elektorat dał się uwieść „cieciej drodze”, która wszak prowadziła do Tuska, zaś kompromitacja 13 grudnia zwana też egzotyczną koalicją okazała się niezdolna do zarządzania Państwem średniej wielkości, to przecież zmiany, szczególnie gospodarcze, wbiły skutecznego klina w plany PiS-u.

Polska wróciła na miejsce ustalone dla niej jeszcze w XX wieku.

To samo czeka Węgry.

Do tej pory Orbán był jedynym, który sypał piach w brukselskie tryby.

I pomimo mikrej wielkości Węgry były krajem liczącym się w Unii. Po 13 grudnia 2023 r. bardziej niż Polska.

Piotrek Węgier natomiast sprowadzi Węgry na należne im miejsce.

 A to oznacza kolejny triumf eurolewicy.

Sięgnijmy jednak do klasyka…

Wg Józefa Stalina upadek Państwa poprzedza jego maksymalne wzmocnienie.

Upadek Unii Europejskiej musi zatem poprzedzać likwidacja (a co najmniej ograniczenie roli) Państw narodowych.

Polska została już spacyfikowana (przynajmniej częściowo) pora zatem na Węgry.

W kolejce czeka jeszcze Słowacja.

Tymczasem w tzw. starej Unii głowy podnosi prawica.

Czy jednak nie za późno?

Myślę, że zbyt często bierzemy pozory za prawdę.

A przecież blisko dwa wieki temu wieszcz Adam pisał:

Nasz naród jak lawa,
Z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa;
Lecz wewnętrznego ognia sto lat nie wyziębi,
Plwajmy na tę skorupę i zstąpmy do głębi.

Węgrów teraz czeka bolesna rzeczywistość.

Co prawda przez najbliższe dwa lata Piotrek Węgier będzie jechał na aferach Fideszu, ale co potem???

Popatrzcie na Tuska. Deficyt budżetowy, rosnące bezrobocie i utrata marzeń dot. rozwoju kraju.

Tak wygląda Polska po dwóch latach rządów kompromitacji 13 grudnia.

To samo będzie nad Dunajem.

Swoją drogą ciekawe, co stanie się z węgierską mniejszością na Ukrainie?

Czy Magyar zapomni o niej tak samo jak Tusk o Polakach na Litwie?

Trawestując słowa jednego z naszych poetów:

Chcieliście Węgier? No to je macie!

Skumbrie w tomacie! Pstrąg!

I to na razie byłoby na tyle.

12.04 2026

il. AI