Za każdym razem, kiedy jestem nad rzeką …ściska moje gardło nostalgia. Świadomość okropnego deficytu, że pływanie kajakiem to już jest nie dla mnie. Chwalić Pana Boga, że jeszcze mogę jeździć na rowerze, albo rzucać kulami petanque, ale kajak, do którego teraz nie mogę wsiąść, a także i z niego wysiąść bez pomocy dobrych ludzi – pozostanie zawsze na szczycie hierarchii moich pasji. 20 lat temu, może nawet z okładem, bo szczegółowej daty nie mogę sobie przypomnieć, tylko wspomagam się tym, jakim autem wtedy jeździłem, a aut w swoim życiu miałem siedemnaście – Polonezem przemierzałem południe Polski, świętującej 1 Maja, żeby dotrzeć na spływ Sanem, który w kalendarzu wodniaków miał za patrona Plebańczyka. Mieliśmy z Antkiem płynąć w jednym kajaku. Z Sanoka do Przemyśla. Woda w rzece była duża i nas niosła. Antek, znany sybaryta przyjechał, ciągnąc za sobą przyczepę do spania z Niewiadowa, ja spałem na gołej ziemi w namiocie. W trzecim, a może po drugim etapie, wypadł nam biwak w Dynowie. Tam jakaś siła, imperatyw, którego znaczenie pojąłem dopiero po 20 latach, wywlókł mnie z namiotu, w którym zamierzałem sobie uciąć w sjestę kajakową drzemkę i wyprowadził mnie, bezwolnie jak lunatyka na dominujące nad Sanem wzgórza. Potem zerwała się straszliwa ulewa z piorunami, która spowodowała, że z owych wzgórz zaczęła spływać lawa błota. Niemożebnie nim utytłany schroniłem się pod moją, rozbitą nad samym brzegiem Sanu pałatkę. W dniu następnym 3 maja dopłynęliśmy do Przemyśla. Teraz, za każdym razem kiedy jestem nad rzeką, myślę o tym, że wtedy … dosłownie kilkaset metrów dzieliło mnie od matecznika mojej rodziny – Pawłokomy, w której mój dziadek był dzierżawcą folwarku, w której najprawdopodobniej urodziły się starsze od mojego ojca ciotki i starsi od niego stryjowie Józef i Adam.
Majowe wspomnienie
O autorze: Stanisław Wodyński
Urodzony w 1943 r. w Złoczowie działacz opozycji antykomunistycznej. Kawaler Krzyża Wolności i Solidarności, Samorządowiec, wieloletni radny, pierwszy wójt Branic, przez dwie kadencje członek zarządu powiatu głubczyckiego. Rolnik, działacz NSZZ "Solidarność" Rolników Indywidualnych, figurant w aktach "SB" pod nazwą "tandeciarz". Absolwent Państwowej Szkoły Medycznej ITZ. Założyciel pracowni ekspresji sztuki psychopatologicznej w szpitalu psychiatrycznym w Branicach. Odkrywca talentu twórcy art brut Mariana Henela. Autor licznych publikacji wspomnieniowych. Pasjonat genealogii rodzinnej. Odznaczony honorową odznaką "Za zasługi dla Województwa opolskiego" oraz honorową odznaką "Działacza opozycji antykomunistycznej lub osoby represjonowanej z powodów politycznych" (2019).
Podobne wpisy
Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.
Zostaw komentarz