Poczekam cierpliwie na ewentualna recenzje Moniki Lesz, bo ona patrzy młodszym i chyba bardziej obiektywnym okiem na świat i na filmy (książki też).

Ale czekając wyraże swoje zdanie o filmie „Polski orzeł”, którym zachwycił się sam Prezes Telewizji (z żoną, bo są na zachwyconym zdjęciu razem).

Chodzi mi o film o Staszku Marusarzu. Bardzo to piękna postać w naszej historii, zasługująca na wspaniałe opowiedzenie jego historii. Tymczaem dla mnie zrobiono szkolne „żywe obrazy” z fatalnie dobranymi aktorami (zwłaszcza Helenki Marusarzówny), fatalnym scenariuszem i fatalnie wyreżyserowanym.

Mówie to z wielkim smutkiem, bo reżyser (Marek Bukowski) to mój ulubiony aktor i każde słowo krytyki przechodzi mi przez gardło z ogromnym trudem.

Nie wiem, czy ja jestem taka zrzędliwa na starość czy ten film był kolejną patriotyczną chałą – począwszy od filmu o Bitwie Warszawskiej. Wydaje mi się, że lepiej nie robić patriotycznych filmów niż robić je tak źle.

Pan Bóg przede mną podobno powiedział to już malarzom. Żeby malowali dobrze, a nie na kolanach. Sama racja.

Autor: Jolanta Makowska
Absolwentka socjologii UW, doktorantka Instytutu Pedagogiki, dziennikarka i publicystka m.in. Twojego Dziecka, „Przegladu Katolickiego”, „Przegladu Tygodniowego”, „Listu do pani”, redaktorka „Wiadomości o Senacie”, autorka książek dla dzieci, ksiażek wspomnieniowych, varsawianów oraz wielu powieści obyczajowych.