Poczekam cierpliwie na ewentualna recenzje Moniki Lesz, bo ona patrzy młodszym i chyba bardziej obiektywnym okiem na świat i na filmy (książki też).
Ale czekając wyraże swoje zdanie o filmie „Polski orzeł”, którym zachwycił się sam Prezes Telewizji (z żoną, bo są na zachwyconym zdjęciu razem).
Chodzi mi o film o Staszku Marusarzu. Bardzo to piękna postać w naszej historii, zasługująca na wspaniałe opowiedzenie jego historii. Tymczaem dla mnie zrobiono szkolne „żywe obrazy” z fatalnie dobranymi aktorami (zwłaszcza Helenki Marusarzówny), fatalnym scenariuszem i fatalnie wyreżyserowanym.
Mówie to z wielkim smutkiem, bo reżyser (Marek Bukowski) to mój ulubiony aktor i każde słowo krytyki przechodzi mi przez gardło z ogromnym trudem.
Nie wiem, czy ja jestem taka zrzędliwa na starość czy ten film był kolejną patriotyczną chałą – począwszy od filmu o Bitwie Warszawskiej. Wydaje mi się, że lepiej nie robić patriotycznych filmów niż robić je tak źle.
Pan Bóg przede mną podobno powiedział to już malarzom. Żeby malowali dobrze, a nie na kolanach. Sama racja.
Autor: Jolanta Makowska
Absolwentka socjologii UW, doktorantka Instytutu Pedagogiki, dziennikarka i publicystka m.in. Twojego Dziecka, „Przegladu Katolickiego”, „Przegladu Tygodniowego”, „Listu do pani”, redaktorka „Wiadomości o Senacie”, autorka książek dla dzieci, ksiażek wspomnieniowych, varsawianów oraz wielu powieści obyczajowych.
Nie zgodzę się z Panią. Właśnie jestem po filmie. I jestem tym filmem zachwycony. W kategorii film telewizyjny oczywiście. Mnie także marzyłby się wielki kinowy film. Ta historia ma potencjał na pełen metraż i przede wszystkim na kinowy budżet. Ale biorąc pod uwagę kategorię telewizyjną, zwykle zawłaszczoną przez fabularyzowane dokumenty, to jest to film, który warto obejrzeć. I tu chciałbym pochwalić reżysera i scenarzystę. Za to, że nie próbowali opowiedzieć całego życia, że zrobili ładne klamry, za przeskoki czasowe, za dobre zdjęcia. Wielki plus za gwarę góralską. Olga Szustak zaskoczyła mnie gwarą, bo piękna polszczyzna przy składanej przysiędze nieco mnie zdziwiła, a potem ładny powrót do gwary. Podobnie Mateusz Janicki, który wcielając się w Staszka, nawet mówiąc po polsku z żoną czy z innymi zachował delikatny akcent, a mówiąc z siostrą mówi już znacznie bardziej gwarowo. Miło się tego słucha. Mała Helenka i mały Staszek może nieco zbyt sztuczni, ale to co w filmie kinowym mogłoby trochę razić w filmie telewizyjnym wpisuje się w ramy konwencji. Gdy polskie kino zasypywane jest filmami typu Dziewczyny z Dubaju, Jak pokochałam gangstera, czy wojenne np Historia Roja, to tutaj mamy kawałek dobrego i wartościowego kina.
Mnie za to ujęli bohaterowie w dzieciństwie. Mała Helenka! Fantastyczna. Staszek – piękny chłopak. Idealnie dobrany wyglądem do Stanisława Morusarza. No i doskonała, wiarygodna gwara!
Dobry film. Łza się kręci w oku.