Z każdym dniem letnie wakacje nieubłaganie zbliżają się do ich zakończenia kreując jednakże miłe, reminiscencyjne momenty i wydarzenia z nimi związane. Częstokroć te reminiscencje wibrować będą wobec pierwszych; amoryczno-młodzieńczych zafascynowań, a nawet niewinnych miłostek oraz wyimplikowanych na tym tle marzeń i fantazji…
W uprzednim felietonie pt. Parasolki, parasolki w sposób reminiscencyjny odnieśliśmy się do znanego szlagieru Marii Koterbskiej sprzed wielu dziesiątek lat. Następczo posiłkując się tytułem w/w piosenki poruszona została niezwykle ważka sprawa związana z rozpostartymi w wielu dziedzinach społeczno-politycznych TENKRAJU (bywsza premierka kopaczka…) tzw. parasolami ochronnymi. Takowa ich funkcja jest niezwykle łatwo zauważalna nawet dla różnorakich lemingów, a zatem człeków i człeczki wprawdzie wyposażonych w szare, ale bezrozumne komórki wymaga jedynie wysnuwania niezbyt skomplikowanych wniosków związanych z dawien, dawna znanym równaniem: a + b= c.
W tymże miejscu odniesiemy się właśnie także nostalgicznie do wymowy dawnego filmu w reżyserii niezapomnianego, genialnego komediancko Stanisława Barei pt. „Mąż swojej żony”. Treść tego filmu z 1960r filmu odnosi się do małżeństwa kompozytora Michała Karcza w którego roli wystąpił B. Pawlik i sławnej lekkoatletki-sprinterki Jadwigi Fołtasiówny, a jej rolę odegrała urocza A. Zawieruszanka. M. Karcz jako kompozytor odnosi znaczące sukcesy, jednakże sława żony przyćmiewa jego osiągnięcia co w sposób negatywny oddziaływuje na funkcjonowanie ich małżeństwa. Nie bez kozery dokonujemy tej reminiscencji, bowiem wypada nam w tym miejscu odnieść się do profesorskiego stadła państwa Sitków. Okazuje się bowiem jak paralelnie to wspomniano w treści filmu prof. W. Sitek pełni swoje stanowisko przewodniczącego RDN żyjąc jednocześnie w cieniu jako małżonek słynnej z dokonywanych ówdziej, aczkolwiek sprekludowanych plagiatów swojej połowicy.
Nie miejsce tu z uwagi na obszerność jej dokonań plagiatorskich szczegółowe ich wymienianie, a tym bardziej opisywanie. W ramach ćwiczeń intelektualnych rekomendujemy P.T. Czytelnikom stosowne surfowanie w internecie. Dla ułatwienia; przewodnicy w tym temacie to m.in. słynny łowczy plagiatów prof. M. Wroński, dr J. Wieczorek, a także portal FORUM AKADEMICKIE sponsorowane przez MNiSZW, jak również portal Fundacji Watch Science Polska z Gliwic.
Zasadność tytułu felietonu została zatem stosownie spełniona.
Niestety nie tylko w domenie akademickiej, aleć także w wielu sferach triumfy święci nihilizm, woluntaryzm, działania zaprzeczające wszelkiej aksjologii z cyklu: kto pod kim dołki kopie… tym szybciej awansuje.
W efekcie finalnym z daleko idącym smutkiem, zażenowaniem wręcz i wstydem skonstatować musimy niezwykle niską, światową listę rankingową polskich uczelni mającą dalszą tendencję spadkową.
Każdy skutek ma swoją aprioryczną przyczynę; to niezwykle notoryjna konstatacja…
Zilustrujmy tę konstatację na autentycznym i jednocześnie skandalicznym przykładzie odnoszącym się osoby prof. (niestety jeszcze) B. Śliwerskiego w jego korelacjach z Radą Doskonałości Naukowej, a przede wszystkim do jej przewodniczącego profesora praw W. Sitka.
Dla przypomnienia: B. Śliwerski dopuścił się haniebnego czynu w postaci naruszenia cudzych praw autorskich co prawomocnie orzekł dnia 31.01.2024r w swym wyroku Sąd Apelacyjny w Warszawie. Kolokwialnie takowy bezczelny zamach na cudzą własność zwany jest plagiatem, który polega na bezprawnym przypisaniu sobie autorstwa całości lub części cudzego utworu bądź celowym wprowadzeniu w błąd co do autorstwa utworu.
W praktyce rozróżniamy 2 jego formy:
1. plagiat jawny polegający na bezpośrednim przypisaniu sobie autorstwa nad utworem lub jego częścią, a w szczególności poprzez podpisanie się pod cudzym utworem (całością względnie częścią) własnym imieniem lub nazwiskiem albo pseudonimem.
2. plagiat ukryty polegający na przypisaniu sobie autorstwa cudzego utworu, poprzez włączenie do swojego dzieła całości lub części innych utworów.
Przebogaty w synonimy język polski zatem według indywidualnej koncepcji definiowania tego nieaprobowalnego zjawiska przez jakikolwiek podmiot uprawia do dualizmu w tym zakresie. Róbta co chceta, czyli niech każdy sam na swój wyłączny użytek w tym zakresie się „synonimuje”. Liczy się finalny efekt; bowiem zarówno naruszenia cudzych praw własności jak i plagiat oznacza po prostu prozaiczną kradzież !!!!!
Retoryczne pytanko: czy zatem przewodniczący RDN jako małżonek słynnej z plagiatów swojej połowicy jest zainteresowany pozbawianiem synekury i przywilejów Bogusiowi Śliwerskiemu ???? Niechaj zatem każdy sam sobie na takowe pytanie odpowie konstatując przy okazji, że co nad poniektórymi osobnikami rozciągany i permanentnie jest utrzymywany tzw. parasol ochronny; stanowiący o meritum felietonu Parasolki, parasolki…..
Teraz nieco jurydycznego wywodu wobec zachowań RDN, PAN i MNiSZW.
Opinia Komisji d/s Etyki w Nauce działającej przy Polskiej Akademii Nauk rzekomo nie stwierdziła naruszenia !!!! przez prof. B. Śliwerskiego warunku sine qua non posiadania nieposzlakowanej opinii i przestrzegania zasad etyki naukowej.
Zdaniem Komisji prof. B. Śliwerski
został ukarany (!!!??? – HD) za niestaranne z punktu widzenia prawa autorskiego posłużenie się cudzą własnością intelektualną w autorskiej wypowiedzi na blogu w ramach działalności paranaukowej. Wyrok Sądu wskazuje, że naganny czyn członka RDN nie miał znamion plagiatu, wobec czego nie można go kwalifikować jako rażące naruszenie zasad etyki w nauce. W opinii Komisji rzeczą wtórną jest przy tym to, czy czyn prof. B. Śliwerskiego miał miejsce w zakresie jego działalności naukowej, popularyzacyjnej czy paranaukowej.
Komisja wyraźnie podkreśliła, że prof. B. Śliwerski w swej paranaukowej działalności (której – jak przekonuje lektura materiałów zamieszczanych na blogu PEDAGOG – nie obca jest dbałość o przestrzeganie etycznych standardów w uprawianiu nauki i w życiu naukowym)
czynu naruszającego zasady obowiązujące pracownika nauki nie popełnił intencjonalnie. Jego jednorazowy czyn jest następstwem niestaranności redakcyjnej. Jest on zaniedbaniem stosunkowo niewielkiej rangi (sic !!!!),o czym świadczy również niski wymiar kary (!!!???) nałożonej przez Sąd.
Synonimicznie ubogacony język polski posiłkuje się wieloznacznością odnosząc się do różnego rodzaju zjawisk i wydarzeń. Sama w/w Komisja wpadła we własną pułapkę słusznie wywodząc, że B. Śliwerski dopuścił się w istocie rzeczy popełnienia czynu nagannego, jednakże w niczym jej to nie przeszkadza, aby dokonać wobec niego totalnej absolucji. To kompromitujący; całkowicie fałszywy pogląd względnie słynny, kolokwialnie spersonalizowany mylny błąd. Absolutnie w swoim wyroku Sąd tak nie orzekł !!! Zobowiązał wyłącznie B. Śliwerskiego, aby ten wobec dr Józefa Wieczorka złożył na swoim blogu stosowne przeprosiny oraz poniósł koszty procesu.
WYŁĄCZNIE!!!
To horrendalnie fałszywe, skandaliczne zachowanie Komisji PAN-u, a więc instytucji zaufania publicznego premedytacyjnie wprowadzające opinię publiczną RP w błąd posługując się przy tym ewidentnym ordynarnym kłamstwem, albowiem SA nie orzekał o jakiejkolwiek karze wobec tegoż delikwenta.
Mamy zatem w tym zakresie do czynienia z deliktem odnoszącym się do treści kłamliwego, fałszywego wobec społeczności RP oświadczenia Komisji PAN; co winno zaskutkować poniesieniem stosownych konsekwencji wobec osób, które w ramach działania w/w Komisji się tegoż czynu dopuściły.
Koniecznym zatem jest w tym miejscu wspomnieć treść art. 304 kpk:
§ 1.Każdy, dowiedziawszy się o popełnieniu przestępstwa ściganego z urzędu, ma społeczny obowiązek zawiadomić o tym prokuratora lub Policję. Przepisy art. 148a oraz art. 156a stosuje się odpowiednio.
§ 2.Instytucje państwowe i samorządowe, które w związku ze swą działalnością dowiedziały się o popełnieniu przestępstwa ściganego z urzędu, są obowiązane niezwłocznie zawiadomić o tym prokuratora lub Policję oraz przedsięwziąć niezbędne czynności do czasu przybycia organu powołanego do ścigania przestępstw lub do czasu wydania przez ten organ stosownego zarządzenia, aby nie dopuścić do zatarcia śladów i dowodów przestępstwa.
Ten obowiązek zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa przez męża swojej żony tj. W. Sitka za zaniechanie odwołania B. ŚLIWERSKIEGO z gremium RDN, a także fałszywe oświadczenie Komisji PAN-u spoczywa na ministrze NiSZW.
Opinia publiczna śledzić będzie z należną uwagą jego działania w tym zakresie.
Tenże minister ius cogens czyli z bezwzględną mocą ustanowionego prawa, a konkretnie kpa i działając z urzędu posiada obowiązek zawiadomienia organów ścigania o m.in. zaniechaniu realizacji określonych działań względnie pogwałcenia terminów ich realizacji; vide: art. 231 kk. W sprawie B. Śliwerskiego wielokrotnie pogwałcono stosowne terminy ich realizacji o czym minister NiSZW był nawet dodatkowo powiadamiany, jednakże zaniechał złożenia organom ścigania stosownego zawiadomienia o popełnieniu przez RDN deliktu. W konsekwencji sam podpada pod restrykcje tegoż w/w artykułu kk dopuszczając się zaniechania w tym względzie. Nie złożył także tegoż zawiadomienia wobec członków Komisji ds. Etyki w Nauce PAN, którzy w sporządzonej i dostarczonej do ministerstwa opinii w sprawie B. Śliwerskiego dopuścili się kreacji kłamliwych informacji.
I to byłoby na tyle jak mawiał śp. prof. J.T. Stanisławski.
8.08 2024
fot. pixabay
Zostaw komentarz