Rosja ogranicza ruch przy granicy z Estonią. Warszawa milczy. Gdzie jest ta słynna gotowość do wojny?
Rosja wprowadziła czasowe, nocne ograniczenia w przemieszczaniu się ludzi i pojazdów w pasie przygranicznym w rejonie Narwy. To jeden z najbardziej wrażliwych punktów wschodniej flanki NATO. Miejsce, które od lat jest wskazywane przez analityków jako potencjalny kierunek rosyjskiej presji i prowokacji.
Nie twierdzę, że Moskwa właśnie przygotowuje się do ataku na Estonię. Przyczyna tych działań może być zupełnie inna. Jednym z możliwych wyjaśnień jest próba uszczelnienia granicy przed ewentualną falą ucieczek z Rosji, choćby w związku z kolejną mobilizacją. Ale właśnie dlatego sytuacja wymaga uważnej obserwacji i analizy.
I tutaj pojawia się pytanie: gdzie jest polski rząd?
Przez ostatnie lata Donald Tusk, Radosław Sikorski i inni przedstawiciele obecnej władzy wielokrotnie przekonywali Polaków, że wojna za naszą wschodnią granicą jest realnym zagrożeniem, a Polska musi być na nią przygotowana. Słyszeliśmy o konieczności budowania armii, wydawania ogromnych pieniędzy na bezpieczeństwo i przygotowania społeczeństwa na najgorsze scenariusze.
Tymczasem pojawia się konkretny sygnał z jednego z najbardziej wrażliwych obszarów rosyjsko-natowskiej granicy… i co? Cisza.
Brak poważnej reakcji. Brak publicznej analizy ryzyka. Brak informacji, czy polskie służby i wojsko zwracają na to szczególną uwagę. Brak choćby komunikatu, który wyjaśniałby Polakom, jak Warszawa interpretuje działania Rosjan.
Czy tak wygląda państwo „gotowe na wojnę”?
Można oczywiście godzinami mówić o tym, że Polska musi być silna, że trzeba się przygotować i że Rosja stanowi zagrożenie. Tyle że prawdziwa gotowość do kryzysu nie polega na efektownych przemówieniach. Polega na obserwowaniu rzeczywistych wydarzeń, analizowaniu sygnałów ostrzegawczych i reagowaniu, zanim sytuacja wymknie się spod kontroli.
Dlatego trudno nie zadać prostego pytania: czy wcześniejsze buńczuczne deklaracje o gotowości Polski do wojny były rzeczywiście elementem przemyślanej strategii bezpieczeństwa, czy przede wszystkim politycznym PR-em?
Bo kiedy trzeba było straszyć Polaków wojną, mikrofony były zawsze pod ręką.
Kiedy natomiast dzieje się coś niepokojącego przy granicy NATO… nagle zapada cisza.
A właśnie wtedy chcielibyśmy usłyszeć od premiera i ministra spraw zagranicznych nie kolejne wielkie słowa, lecz konkretną odpowiedź: co się dzieje i czy Polska jest na to przygotowana?
Zostaw komentarz