W Barcelonie wszystko wygląda jak dzieło sztuki — nawet chodniki mają swoje mozaiki, a słońce umie tu świecić tak, żeby człowiekowi chciało się żyć, nawet gdy spóźnia się pociąg. Ale jest w tym mieście jedna rzecz absolutnie pozbawiona harmonii. Coś, czego Gaudí nie zaplanował, a Picasso nie odważyłby się namalować. Relacja między FC Barcelona a Espanyolem.

Bo żeby było jasne: to nie jest zwykła rywalizacja sportowa. To sąsiedzka miłość, jaką trudno znaleźć w poradnikach psychologicznych. Miłość niespełniona, podszyta pretensją, zazdrością, historią i tym szczególnym poczuciem: „dlaczego oni mają lepiej, skoro mieszkamy pod jednym słońcem?”

Barça – symbol Katalonii.

Espanyol – symbol tego, że w Katalonii mieszkają nie tylko Katalończycy.

I tu się zaczyna telenowela.

Barça to duma regionu, sztandar tożsamości, hasło „més que un club”, które kibice wymawiają z taką powagą, jakby składali przysięgę wojskową. A Espanyol? Klub, którego część lokalnych nacjonalistów najchętniej wysłałaby w delegację… do Madrytu. Na zawsze.

Jedni chcą niepodległości, drudzy — spokoju. Jedni mają Camp Nou, drudzy — poczucie, że ich własne miasto patrzy na nich jak na dalekiego kuzyna, który z niewiadomych przyczyn nadal siedzi przy stole.

I tak, sport tylko to podkręca.
Jak Espanyol przegrywa, to boli.
Jak przegrywa z Barceloną — to aż parzy.

A kiedy Barcelona zdobywa tytuł?
No to świętuje, a jakże — w Barcelonie.
Czyli na podwórku Espanyolu.
A nic tak nie wzmacnia miejskich emocji jak widok sąsiada, który wraca do domu z pucharem i jeszcze parkuje na twoim miejscu.

„Ale to tylko piłka nożna!” — powiedział ktoś, kto nigdy nie widział Wisły i Cracovii.

Rywalizacja o miasto zawsze jest najgorętsza.
Bo z sąsiadem możesz żyć drzwi w drzwi, ale nie musisz go lubić. Wystarczy, że kibicuje „tym drugim”.

Czy FC Barcelona i Espanyol kiedyś się pogodzą?
Może kiedyś.
A może nie.

Bo żeby powiedzieć do kogoś „hola”, trzeba najpierw uznać, że jest kimś, a nie tym drugim klubem.

A tu — podobnie jak u nas — zanim zapanuje zgoda, ktoś musi pierwszy odłożyć na bok flagę, szalik i dumę. A z tym w piłce jest gorzej niż z upałem w południe.

Zbigniew Grzyb
z serii: PITOLENIE STAREGO GRZYBA 🍄