Czyli o tym, jak zamienić przykry może obowiązek na skuteczną autoterapię.

Mycie okien może być doskonałym treningiem, ale też autoterapią.
Jesteś ty, ścierka i szyba. Ścierając brud z szyb można przy okazji oczyścić umysł ze złych myśli, a serce z niedobrych emocji.

Myłem dziś z żoną okna bo zrobiło się odrobinę chłodniej, a szyby już wołały o ścierkę i wodę.
Zresztą bardzo to lubię i mam już wypracowaną przez lata technikę więc nie zajmuje mi to zbyt wiele czasu. Dziś pięć, w tym jedno o powierzchni ponad dziesięciu metrów kwadratowych, we dwie godziny.

Skupiałem się tylko by równo, raz za razem, ściągać ściągaczką wodę.
Potem płyn do mycia szyb.
A na koniec polerować do błysku ręcznikiem papierowym.
Powtarzalność czynności – namocz, wykręć, przeczyść – sprawiała, że kompletnie się wyłączyłem.
Miałem wrażenie, że wraz z każdym ruchem ścierki czy też ściągaczki, pozbywam się natrętnych, złych myśli.

Oczyszczam umysł by stać się szybą.

Owiewającym mnie wiaterkiem.

Wodą spływającą po szybie.

Potem, pustkę, do której potem mogę „nalać” dobre myśli, a do serca, dobre emocje.
Podobny trening przechodzą kandydaci w klasztorach buddyjskich, odłamu zen zanim zaczną medytować by potem właściwie zinterpretować „koan”.

Muszą przez długi czas oczyszczać umysł z dotychczas znanych pojęć, kryteriów, związków przyczynowo -skutkowych czyli „śmieci” dotychczasowego życia.

Mycie okien, dla ludzi zapieprzających w życiu z pustą taczką bo nie mają czasu jej załadować, to dobre ćwiczenie by odpowiedzieć sobie na kilka podstawowych pytań.

Po co żyję?
Co jest dla mnie w życiu ważne?
Co warto zmienić b żyć bardziej świadomie i w pełni?

To ważne by znać odpowiedzi na te pytania, dopóki możemy coś jeszcze zmienić.

Bo tak koło 70. może być już za późno.

Zasłużyłem potem na jagodziankę.