Brygady, które ostały się po procesach „restrukturyzacji” przeprowadzanych przez ministrów obrony z PO prezentowały w większości niski poziom tzw. ukompletowania, były wyposażone w większości w przestarzały sprzęt bojowy.

W czasie pokoju nie utrzymuje się wojska w gotowości do natychmiastowego użycia. W razie zagrożenia można wcześniej rozpoznać jakie siły zebrał przeciwnik i doprowadzić własne wojska do odpowiedniej gotowości bojowej. Nie powinno to jednak trwać zbyt długo. A tymczasem spośród kilkunastu brygad wojsk lądowych przeznaczonych do odpierania agresji tylko trzy mogły wejść do walki w ciągu 1-2 tygodni. Osiem brygad potrzebowałyby na to 2-3 miesiące, dwie brygady mogły by ruszyć do walki po 4-5 miesiącach.
Na najbardziej zagrożonym kierunku królewieckim Polska miała trzy brygady; dwie zmechanizowane z czasem uruchomienia 2-3 miesiące i jedną pancerną zdolną do walki po upływie 4-5 miesięcy (sic!) Od strony Białorusi w zasadzie nie było niczego, dopiero w Warszawie brygada pancerna zdolna do działań po upływie 2-3 miesięcy. Widać wyraźnie, że ministrowie obrony z PO mocno wierzyli, że wojny nie będzie!
Foto: Twitter/@MON_GOV_PL
Autor: prof. Romuald Szeremietiew
Polski polityk, publicysta, doktor habilitowany nauk wojskowych, nauczyciel akademicki, m.in. profesor nadzwyczajny Akademii Obrony Narodowej i Akademii Sztuki Wojennej, poseł na Sejm III kadencji, były wiceminister i p.o. ministra obrony narodowej.
Zostaw komentarz