Czyli o tym jak emocje polityków szkodzą Polsce.
Praktycznie nie ma dnia by Nawrocki wraz z doradcami nie okładał Tuska i rządu oraz na odwrót, Tuska dyskredytującego prezydenta.
Widzą to politycy zachodni i pewnie zachodzą w głowę, kto u nas rządzi.
W polityce uczestniczę od 89 r..
Najpierw jako dziennikarz, potem, urzędnik państwowy. Trochę polityk.
Znam kulisy i mechanizmy polityki od wewnątrz.
Z autopsji, w przeciwieństwie do wielu komentatorów, którzy politykę znają tylko z mediów.
Uprawianie polityki jest wypadkową osobistych ambicji, emocji i czynnika racjonalnego, czyli programu z jakim polityk startuje w wyborach, a potem stara się, gorzej lub lepiej, ten program zrealizować.
Obserwując, za kulisami działania polskich polityków, wiem jak trudno utrzymać im równowagę pomiędzy emocjami, a rozumem stawiającym na pierwszym miejscu interes państwa i Polaków..
Przez ponad trzydzieści lat bywało z tym różnie, ale nigdy nie było tak ostrego i szkodzącego nam konfliktu, jak ten pomiędzy Tuskiem i Nawrockim, który obserwujemy od jego zaprzysiężenia.
To już nie tylko spory o wizję Polski, ale osobista wojenka obu panów o to, który z nich jest ważniejszy.
Pełna pyskówek z obu stron, rzucania kłód pod nogi rządowi w postaci wet, czy złośliwości właściwych dzieciom w piaskownicy, a nie trzech najważniejszych polityków w Polsce, bo i Czarzasty do tej dwójki dołączył.
Nie mamy zatem ustawy o „osobie najbliżej”, nie mamy normalnych sądów, nie mamy ochrony dzieci w sieci przed pornografią i przemocą itd.
I nie będziemy mieć wielu innych ustaw poprawiających życie Polaków bo „duży pałac” z „małym”, permanentnie biorą się za łby i robią sobie na złość.
Można by zażartować, że wymieniona trójka ma za dużo testosteronu i dobrze byłoby by „spuściła parę” na siłowni, w piłkę, czy na ringu.
Sprawa jest jednak znacznie poważniejsza, bo długotrwały konflikt ośrodków władzy może sparaliżować rządzenie Polską, na czym skorzystają tylko nasi wrogowie.
Niektórzy sojusznicy, także.
Jakoś nie widzę sposobu by ten stan rzeczy naprawić.
Za dużo emocji, za mało rozumu.
Czy rzeczywiście w takim razie potrzebna jest wroga, obca interwencja by nasi politycy otrzeźwieli i zjednoczyli się wokół principiów?
Pytanie gorzkie, ale zasadne i pewnie retoryczne.
Zostaw komentarz