Od początku było wiadomo, że misja stworzenia nowego rządu, przez Morawieckiego skazana jest na porażkę. PiS nie ma w sejmie tzw. zdolności koalicyjnej bo żadna partia nie chce w nią wchodzić w układy. Byłby to dla niej pocałunek śmierci i zdrada wyborców głosujących w październiku za zmianą rządu i rozliczeniem partii Kaczyńskiego z występków popełnianych przez nią przez ostatnie 8 lat. Dlaczego się więc jej podjął narażając się na kpiny i krytykę sporej części opinii publicznej i obecnej jeszcze opozycji, która za moment przejmie władzę?

Trzy powody

W najbliższy poniedziałek poznamy nazwiska ministrów w nowym rządzie Morawieckiego. Na ten dzień zaplanowano zaprzysiężenie u prezydenta Dudy. Jeśli wierzyć oświadczeniom liderów pozostałych partii, żadna nie przyjęła jego propozycji by go współtworzyć. Poza tym, nawet gdyby jakichś pojedynczych posłów z obecnej opozycji udało się skusić tekami ministerialnymi, przy obecnej arytmetyce sejmowej, nowy gabinet nie ma szans uzyskania wotum zaufania parlamentu. Komu zatem jest na rękę ta hucpa? Na pewno nie wyborcom PiS tylko temu kto na niej najbardziej skorzysta czyli partyjnym działaczom tej partii. Powody tej gry w ciucibabkę są przynajmniej trzy, choć nie wykluczam innych. Generalnie, PiS potrzeby był czas by przygotować się na lata posuchy oraz zatrzeć ewentualne ślady niezgodnych z prawem działań.

Kasa, Misiu, kasa

Ostatnie decyzje, choćby min. kultury Glińskiego dotyczące przekazania olbrzymich pieniędzy rozmaitym fundacjom czy samorządom sympatyzującym z PiS pokazują, że chodzi tu o zapewnienie miękkiego lądowania pisowskim działaczom, którzy za chwilę zostaną bez pracy. W wielu ministerstwach i instytucjach państwowych ruszyła karuzela stanowisk. Awansuje się wiernych pretorian by zapewnić im, po zwolnieniu, większe odprawy. Upycha się ich w radach nadzorczych spółek skarbu państwa by jeszcze na końcówce zarobili parę groszy na „czarną godzinę”. To tylko wierzchołek góry lodowej pisowskiej pazerności, bo o jej prawdziwych rozmiarach dowiemy się, kiedy nadejdzie czas rozliczeń.

Niszczarki pracują pełną parą

Nie tak dawno media donosiły o zniszczeniu przez ministerstwo spraw zagranicznych tysięcy rozmaitych dokumentów twierdząc przy tym, że odbyło się to zgodnie z procedurami. Nie wiemy jednak jakie dokumenty zniszczono i czy ich zutylizowanie akurat po przegranych przez PiS wyborach to tylko przypadkowa zbieżność czasowa. Jeśli wierzyć mediom i posłom opozycji, identyczny proceder dokonuje się innych resortach i instytucjach państwowy.

Morawiecki – człowiek bez kręgosłupa

Jest też powód psychologiczny. Nie od dziś wiadomo, że Morawiecki nie ma kręgosłupa i wykonuje posłusznie każde polecenie Jarosława Kaczyńskiego. Bo to on wyciągnął go z politycznego niebytu i zrobił premierem. Kazał bawić się w tworzenie rządu z góry skazanego na porażkę, no to Morawiecki spolegliwie to robi, narażając się na krytykę, śmieszność i kpiny. Brak mu po prostu odwagi by powiedzieć „Naczelnikowi” – „nie, nie zrobię tego”. Jest jak trzcina na wietrze, każdy podmuch z Nowogrodzkiej kładzie go na ziemię. A mógłby odejść z godnością bo jak powiedział onegdaj Leszek Miller – „prawdziwego mężczyznę poznaje się po tym nie jak zaczyna, ale jak kończy”. Ale widać, Morawiecki nie chce nim być i woli by przezywano go Pinokio.

Zapewne komisje śledcze, których rychłe powołanie zapowiedzieli i Tusk i Hołownia odkryją część prawdy o kulisach rządów PiS. Opinia publiczna ma do niej prawo.

Antoni StyrczulaAutor: Antoni Styrczula
Opinii publicznej kojarzę się jako rzecznik prasowy Prezydenta RP, a także dziennikarz radiowo-telewizyjny i prasowy. Od wielu lat zajmuję się szkoleniami i doradztwem w zakresie public relations i marketingu politycznego. Jestem ekspertem w kreowaniu wizerunku firmy w e-przestrzeni i social mediach oraz zarządzaniu informacją w sytuacjach kryzysowych. W wolnych chwilach podróżuję. Przede wszystkim do Azji. Więcej tekstów autora przeczytacie na blogas24.pl