Mobilizacja elektoratu miejskiego przełożyła się na dobry wynik Opozycji. Nie można powiedzieć, że mieszkańcy małych miejscowości nie głosowali, ale jednak frekwencja była tam o 13..14 % niższa niż w największych miastach. Pokazuje to wyraźnie, jak bardzo PiS pomylił się odpuszczając zupełnie elektorat miejski, zaprzeczając nieomal w każdym punkcie jego ambicjom i aspiracjom. Efekt wielkich miast będzie jeszcze spotęgowany przy okazji ustalania mandatów w poszczególnych obwodach, gdyż tam uwidoczni się wpływ dość masowego zjawiska rejestrowania się wielkomiejskich wyborców Opozycji poza ich miejscem zamieszkania – właśnie po to, aby osłabić wynik wyborczy PiS w mniejszych miejscowościach.

Pani Agnieszka Romaszewska zwróciła mi uwagę, że moja ulubiona minister Jadwiga Emilewicz przegrała w tych wyborach miejsce w Sejmie na rzecz Bartłomieja Wróblewskiego – katolickiego ultrasa, który był autorem projektu wniesienia do TK wniosku o rozpatrzenie zgodności ustawy aborcyjnej z Konstytucją – de facto – autora wyborczej porażki PiS.

To jest tragedia (czytaj więcej)!

No i teraz najciekawsze – czy na prawicy nastąpi jakakolwiek refleksja, czy utrzymana będzie narracja, że „wygraliśmy, ale wraże siły nie pozwalają nam rządzić”?

Jeśli na prawicy nie nastąpi refleksja, jeśli nadal pierwsze skrzypce będą grali tam politycy w rodzaju Bartłomieja Wróblewskiego, to – uważam – ten projekt polityczny jest skończony, niewarty funta kłaków. Każdy kolejny rok będzie go przesuwał w stronę hałaśliwej parlamentarnej kanapy bez żadnego znaczenia – niczym jakichś współczesnych monarchistów, czy innych „Rycerzy Chrystusa”.

Oczekuję, że refleksja nastąpi. Albo prawica otworzy się na nowe idee i nową krew, albo sczeźnie na ławeczce obok zdezelowanego Korwina. Ludzie pokroju Bartłomieja Wróblewskiego, to śmierć!

Albo zostanie to zauważone, albo prawica jest trupem. Wóz albo przewóz! Możliwości kontynuacji dotychczasowej strategii są wyczerpane.