Od Jarosława Kaczyńskiego, poprzez polityków PiS, a skończywszy na dziennikarzach słyszymy „wybory parlamentarne w 2023 r. będą na miarę tych z 1989 r.

Premier M.. Morawiecki – „Wybory wy­gramy, dalej będziemy prowadzili dobrym kursem polskie sprawy. Szansę na trzecią kadencję są bardzo duże. A jeszcze większa jest konieczność jej wygrania. W siedem lat zmieniliśmy Polskę, wzmocniliśmy fundamenty jej rozwoju i bezpieczeństwa. Jeśli uzyskamy zgodę Polaków na ko­lejne cztery lata, to perspektywa 12 lat daje pewność domknięcia kluczowych projektów. Tak by nikt już nigdy Polakom nie za­ciągnął hamulca, nie wepchnął znowu w biedę, brak nadziei, przymusową emigrację albo w pracę za 5 zł za godzinę” (…) „To będzie zasadniczy wybór między projektem rozwoju, który reprezentuje nasz obóz, a stagnacją połączoną z potulnością wobec sił zewnętrznych znaną Polakom z przeszłości”

Gdy słyszę oskarżenia opozycji o potulność, i porównam ją z hardością premiera w stosunku do Unii, to nie wiem czy się z nich śmiać czy płakać.

Ponieważ od zawsze najważniejsze są dla mnie rodzina, religia, tożsamość narodowa, dbanie o wartości narodowe, tradycję, dlatego głosowałam do tej pory na PiS, które jako ugrupowanie propolskie odpowiadało mi światopoglądowo i programowo.

Jednak od chwili wygrania wyborów rządzący obóz coraz bardziej odchodzi od swoich wartości i programu. Jestem tym coraz bardziej zawiedziona. Nie tylko odnosi się to do nieudanych: „Piątki dla zwierząt”, Polskiego Ładu”, czy reformy sądów.

Przez te ponad siedem lat rządzenia zamiast twardego bronienia swoich decyzji mieliśmy: wycofanie się z nowelizacji ustawy o IPN, zaostrzenia przepisów dotyczących aborcji, ustawy o radiofonii i telewizji, znanej jako „lex TVN”, projektu ustawy reprywatyzacyjnej, przygotowanego przez europosła Patryka Jakiego, przywrócenie sędziów wysłanych w stan spoczynku do Sądu Najwyższego.

Mając władzę PiS nie wypowiedział:

  • tzw. klauzuli solidarności (Trakt Lizboński ustawa 1066 z 24.01.2014 r.) pozwalającej służbom innych krajów na użycie broni palnej na zasadach Policji Polskiej, na terytorium Polskim,

  • Konwencji Stambulskiej, która godzi w nasz porządek prawny, ma ideologiczne podłoże,

  • nie bronił małopolskiej kurator oświaty Barbara Nowak, i łódzkiego kuratora oświaty Grzegorza Wierzchowskiego,

Premier każdorazowo po serii hardych wypowiedzi, gdy dochodzi do podjęcia decyzji, to wywiesza białą flagę. W ten sposób nie buduje prestiżu zarówno swojego jak i kraju na czele którego stoi.

Gdy uczestniczący w „Sylwestrze marzeń z Dwójką” muzycy grupy Black Eyed Peas wystąpili z tęczowymi opaskami na ramionach, spotkało się to wśród telewidzów z wielką krytyką jako „promocja LGBT”. Premier Morawiecki odnosząc się do zaistniałej sytuacji oznajmił Nie będziemy cenzurowali w najmniejszym stopniu ekspresji artystycznej”, a europoseł Joachim Brudziński Jesteśmy partią pełną tolerancji, szanujemy każdego człowieka. Nieważne są dla nas jego poglądy, wyznanie religijne, orientacja seksualna”.

Więc amerykańskiego zespołu cenzurować nie będą, ale krajowe portale jak najbardziej. Nigdy nie przypuszczałam, że za prawicowego rządu powróci cenzura.

Zaczęło się ona, od momentu gdy przestali być zapraszani do TVP prawicowi dziennikarze którzy wskazywali błędy rządu M. Morawieckiego i ich skutki. (Ł. Warzecha, W. Gadowski, S. Michalkiewicz, P. Lisicki, R. Ziemkiewicz). Następnie usunięty został program Jana Pospieszalskiego „Warto rozmawiać”, po nim nastąpiła blokada portalu internetowego dwutygodnika Najwyższy CZAS, zablokowane zostały również strony wRealu24.pl oraz wrealu24.tv.

Przypominam sobie jak posłowie PiS krzyczeli o cenzurze, gdy minister nauki i szkolnictwa wyższego Barbara Kudrycka zdecydowała o nadzwyczajnej kontroli na Wydziale Historycznym Uniwersytetu Jagiellońskiego w związku z pracą Pawła Zyzaka o Lechu Wałęsie(2009), czy w sprawie Roberta Frycza, (2011) autora strony antykomor.pl, zamkniętej po akcji ABW.

Jak był krytykowany rząd PO-PSL, gdy funkcjonariusze ABW wyrywali redaktorowi naczelnemu tygodnika „Wprost” S. Latkowskiemu laptopa i nośnik USB.

Jaki grzmieli prawicowi politycy i sprzyjające im media, gdy wypłynęła nocna rozmowa Grasia z Hajdarowiczem, po której wyrzucono1 prawie cały zespołu redakcyjny tygodnika „Uważam Rze”. Był to zamach na wolne media i wolność słowa.

Co się stało, że dziś sami ograniczają wolność słowa? Przecież to nie tak miało być. Widać jak punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia.

Tyle PiS mówi o suwerenności a premier ogłaszał „Suwerenność i bezpieczeństwo Polaków nie mają ceny” i zgodził się na powiązanie europejskich funduszy z praworządnością. Politycy PiS od lat przekonują, iż UE nie ma kompetencji, dotyczących ustroju sądów, który jest domeną wyłącz­nie państw członkowskich, marszałek Sejmu E. Witek mówiła „nie będzie nam Bruksela pisała ustawy w polskim Sejmie”. By odbloko­wać kasę z KPO wpływ na kształt nowelizacji ustawy o SN miała Komisja Europejska, co przyznał rzecznik Sądu Najwyższego.

Zarówno prezydent, jak i prezes oraz wielu znawców tematu twierdzi, że wynegocjowany kompromis to droga do anarchiichaosu w wymiarze sprawiedliwości.

Redaktor Michał Karnow­ski mimo tego opowiada się za podjęciem ryzyka, bo uważa, że co ustawą wprowadzono, ustawą można będzie kiedyś zmienić. Gdy to przeczytałam, to ogarnął mnie pusty śmiech. Czy wypowiadający te słowa sam wierzy w to, co mówi. Gdyby ustawę podpisał prezydent, to każda próba jej odkręcenia spotkałaby się z natychmiastową reakcją Unii.

Na skutek dotychczasowych „twardych stanowisk” i nieprzekraczania kolejnych „czerwonych linii” straciłam zaufanie do M. Morawieckiego i PiS, dlatego kolejna sprawa która budzi mój niepokój związana jest z Międzynarodową Orga­nizacją Zdrowia (WHO).

Jak pisze Jerzy Karwelis, w artykule „Globalny rząd w pandemii”, („Do Rzeczy”, 06.03.2023, nr 10) trwają międzynarodowe prace nad Traktatem Pandemicznym mającym zmienić Międzynarodowe Przepisy Zdrowotne (IHR). Wynika z niego, że to WHO praktycznie będzie decydować o tym czy w danym kraju jest pandemia i to ona będzie ją ogłaszać. Wówczas cała władza, nie tylko w zakresie zdro­wotnym, przechodzi w jej ręce. Będzie mogła wymagać określonych badań lekarskich, dowodów na stosowanie określonej pro­filaktyki, posiadanie szcze­pionki, śledzenia kontaktów, wprowadzać kwarantanny i globalne certyfi­katy zdrowotne, formularze lokalizacyjne pasażerów.

Może uchylić każdą decyzję państwa dotyczącą zdrowia, a uchylenie takie jest ostateczne. Może nakazać cenzurowanie wiadomości, które uzna za fałszywe.

Państwa członkowskie WHO uzgodniły, że traktat będzie prawnie wiążący dla tych, którzy go podpiszą.

Ponieważ nigdy nie słyszałam, by premier kiedykolwiek zasygnalizował, iż Polska się od powstającego Traktatu Pandemicznego odcina i nigdy go nie podpisze, bo odbierze on część naszej niezależności. W związku z tym chciałabym wiedzieć czy szef rządu go podpisze i odda kolejną części naszej suwerenności. A jeżeli tak, to czym ją będzie uzasadniał.

W tej chwili przetacza się przez środki masowego przekazu fala oburzenia, iż prezydent Warszawy R. Trzaskowski chce zastąpić mięso robakami. Przywoływany jest raport C40 Cities, który kilka lat temu podpisali prezydenci i burmistrzowie blisko 100 miast z całego świata, m.in. Rafał Trzaskowski. Jest w nim pomysł na ograniczenie mięsa w diecie mieszkańców.

Już małymi kroczkami to się dzieje, bowiem jak pisała Lucyna Piwowarska, w artykule „Jedzenie robaków to początek wojny żywieniowej w UE”, („GPc”, 06.03.2023) na początku 2021 r. Komisja UE wydała roz­porządzenie zezwalające na wprowadzenie na rynek suszone larwy mącz­nika młynarka, szarańczę wę­drowną, świerszcza domowego i lar­wy pleśniakowca lśniącego.

Mąka ze świerszczy ma być dodatkiem do produktów ta­kich jak m.in. wieloziarniste chleby i bułki, batony zbo­żowe, ciasteczka i herbat­niki czy przetwory mięsne oraz zupy, a lar­wy pleśniakowca lśniącego można kupić w postaci mrożonej, pasty, suszonej i sproszkowanej. Wraz z promowaniem nowej żywności (novel fo­od) coraz mocniej lansowany jest trend ograniczania spo­życia mięsa. Nikt nie jest w stanie powiedzieć jak wpłynie spożywania tego obrzydlistwa na zdro­wie bowiem owady i larwy zawierają również zarazki i pasożyty.

Wszyscy zwolennicy nowej żywności zapomnieli albo udają, że zapomnieli jak na początku lat 90. XX w. na terenie Europy Zachodniej na skutek dodawania mączki mięsno-kostnej do pasz dla bydła wybuchła epidemia BSE potocznie zwana chorobą szalonych krów. Okres jej inkubacji jest długi i może wynosić nawet od 2-8 lat. Objawy choroby nasilają się powoli i zawsze prowadzą do śmierci zwierzęcia. Są mało wyraźne, niektóre zwierzęta mogą wykazywać: przyspieszony oddech, wrażliwość na hałas, strach i agresję, zgrzytanie zębami, oblizywanie się i świąd skóry. Dla jej zlikwidowania masowo wybijano stada bydła.

Od 1999 r. obowiązywał zakaz ich stosowania, który w 2003 r. został rozszerzony także na pasze dla innych zwierząt hodowlanych (poza mięsożernymi zwierzętami futerkowymi). W ten sposób UE zareagowała na masowe przypadki choroby wściekłych krów.

Od tego czasu dodawanie ich do pasz było zakazane, ale nie przebadane pod kątem wpływu na zdrowie ludzi mączki z owadów i larw mamy jeść.

PiS bije na alarm i atakuje Trzaskowskiego i PO. Okazuje się jednak, że  nie do końca szczere jest to oburzenie, bowiem Wojciech Cejrowski, w artykule „Ferment”, („Do Rzeczy”, 06.03.2023, nr 10) ujawnia, że – „Polski rząd dopłaca do badań nad jadalnymi owada­mi, a projekt polega na tym, że wybrane rodziny dostają specjalne kabiny o nazwie „SmartFood Robaczkarium”, które będą ustawione w blo­kach mieszkalnych na klat­kach schodowych. Minister się wykręca, że to nie rząd wydał na ten cel 6 500 000 zł, lecz Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, no, ale te wykręty są mało skuteczne, bo Narodowe Centrum to agencja wykonawcza rządu. Czyli rząd daje forsę Agencji, a Agencja wykonuje zadanie dla rządu, za forsę od rządu”.

Z kolei Jakub Wozinski, w artykule„Wielki reset po Warszawsku”, („Do Rzeczy”, 27.02.2023, nr 9) informuje, że „Mało kto jednak ma świado­mość tego, że pieniądze na wdrożenie zasad opracowanych przez grupę C40 warszawski ratusz pozyskał m.in. z Mini­sterstwa Finansów”

Gdy dodam do tego jeszcze spotkanie z posłem K. Smoliński, który zamiast wyjaśniać wyborcom niezrozumiałe dla nich decyzje rządu i jego politykę, oraz odpowiadać na trudne pytania, zamiast odpowiedzi miał dla jednego z pytających propozycję „jak się nie podoba to może pan zagłosować na PO”.

Ponieważ mam prawicowe poglądy i mimo, że coraz dalej mi do PiS, to na opozycję głosowała nie będę, ale mam wybór: Solidarna Polska, Konfederacja lub nie pójdę na wybory.

Foto: Tvp info