Kilka dni temu spotkała mnie bardzo przykra sytuacja, która pozostawiła stygmat na duszy i w ciele. Nie chcę się powtarzać. Zapewne ¾ z Was wie o czym piszę, bo temat był szeroko komentowany zarówno na oficjalnej stronie/profilu, jak i w kuluarach prywatnych wiadomościna FB.
W końcu „legion” poczynił wszelkie starania, aby poinformować całą rzeszę wspólnych znajomych, jak również zupełnie obce osoby o niepopełnionym przeze mnie uczynku, godnym ukamienowania.
Zastanawia mnie jedna rzecz, otóż skoro „legion” pisze, że ma prywatne życie, że musi pracować, i że nie ma czasu aby śledzić poczynania na Facebooku przez 24 godziny na dobę, to jakim cudem tak precyzyjnie monitoruje każdy mój ruch na portalu, mało tego i poza nim?! Muszę sprawdzić, czy aby przypadkiem nie wie, co robię w łazience. Ale do rzeczy. Po tym incydencie, kilka osób, zupełnie mnie nieznających, wskoczyli jak Filip z konopi. Zarzucili mi, że zależy mi tylko na uznaniach, dyplomach, sukcesie…
Litości!!! Milion i jeden raz więcej powtarzałam i powtarzam, aż do znudzenia, że wszelkie uznania, dyplomy, etc. wstawiam tylko po to, aby podziękować osobom, które pochyliły się nad moim wierszem. Dla mnie mają wartość li tylko i wyłącznie sentymentalną. Notabene 99% poetów i osób piszących wiersze, także wstawia takowe „sukcesy” na swoje profile i nikt nie ma im tego za złe. Dlaczego więc, kiedy ja to uczynię z szacunku i wdzięczności dla Czytelnika. jestem piętnowana?! Wiem, jestem nikim, ale to chyba nie powód, abym mnie biczowano hejtami i wyssanymi z palca oskarżeniami w komentarzach?! A może się mylę?
Zarzucono mi także „powtórkę z rozrywki”, że tak długo choruję, a jeszcze żyję, .że żebrzę na leczenie mamy i na ratowanie własnego życia. Że w ogóle jakim prawem żyję i oddycham, skoro powinnam już wieki temu „wąchać kwiatki od spodu”. Wręcz wykrzyczano, że jestem znajdą, która tylko zawadza na portalu, w grupach, w poezji. Zatem kim są osoby, które używają takich słów wobec drugiego człowieka?
Po raz enty przekonałam się, że kilka osób mniemających się przyjaciółmi, okazali się wilkami w owczych skórach. Choć w tym przypadku wilk nie dorównuje okrucieństwu tych osób.
Jednak wracając do sukcesu. Czym on jest? Czym jest w moim pojmowaniu tego słowa? Otóż, dla mnie sukces to: otwarcie oczu po wybudzeniu ze śpiączki farmakologicznej lub narkozy, to złapanie oddechu po zapaści, to uczucie ulgi po szoku anafilaktycznym, to dotyk matuli po rocznej izolacji, to poczucie bliskości i zrozumienia, to odczuwalny puls serca mimo linii prostej na monitorze respiratora. To także napisanie tego tekstu ¾ martwą dłonią (notabene pisałam go tydzień czasu), bądź wstanie z ziemi, gdy kręgosłup zakleszczył się w pozycji embrionalnej. To wreszcie możliwość podziwiania świata oczyma, które z każdym dniem widzą coraz mniej.
Mogłabym ułożyć litanię z sukcesu pojmowanego moim tokiem rozumowania, jednak po co, skoro „legion” wie lepiej ode mnie. Mało tego, uparcie twierdzi, że biorę udział w „owczym pędzie” po sławę i uznanie. Jednak na szczęście, to mnie nie dotyczy. Nie umiem oceniać ludzi i mierzyć ich zachowań własną miarą, jak nagminnie czyni to „legion” wobec nie tylko mojej osoby, ale wszystkich innych.
„Legion” uważa się za lepszy od nas maluczkich. szkoda tylko, że tak uważając patrzy w krzywe zwierciadło, które deformuje „wartość człowieczeństwa” w spojrzeniu „legionu”.
Na tym etapie, będąc wolną od wszelkich uraz, poczucia traumy etc., mogę tylko współczuć, że ktoś taki samozwańczo nazywa się poetą/poetką, że ma tak bardzo ograniczony system neurolingwistyczny i sposób myślenia.
Przykre w tym wszystkim jest to, że „legion” wpierw oskarża mnie o to, że żyję, choć nie powinnam, a później mam mi za złe, że skoro jestem chora to powinnam leżeć i użalać się nad sobą. Że powinnam tylko wegetować i ewentualnie raz na czas popatrzeć w sufit ale tez nie za często.
Może teraz to ostro napiszę, ale jakim prawem, ktoś kto mnie zupełnie nie zna, ma w ogóle śmiałość wypowiadać się na mój temat, skoro nigdy nie założył moich butów i nie zrobił w nich choćby jednego kroku!!!
Zapomniałam dodać, że jako chora osoba powinnam przesypiać całą noc… Hm „zarzutem” tym akurat się ubawiłam. Już nie pamiętam, kiedy spałam choćby 4 godziny ciągiem. Choroba wyniszcza nie tylko ciało, umysł, organizm, ale sen. Nie znam chorej osoby, która nie miałaby problemu z zasypianiem. Absurd goni absurd w postaci słowotoku „legionu”, i jest raczej efektem demonicznego pragnienia aby zaistnieć. Nie ważne co i na kogo napisać, byle by wstawić komentarza i wbić kolejny gwóźdź do trumny. A co, w końcu tym właśnie żywic się na co dzień „legion”. Chyba musi zmienić dietę, bo nabawił się sporo fałdek na ciele i zmarszczek na twarzy :) Tak, tak wiem kim jest „legion”, ile i które to osoby. Przez wszystkie lata byłam bacznym obserwatorem, cichym, ale wnikliwym.
Są też dobre strony takich sytuacji, ponieważ pod moim poprzednim postem/felietonem wielu z Was, co bardzo mnie ucieszyło, okazało mi ogromne wsparcie, za co dziękuję. Nie obyło się bez gorzkich słów prawdy. Ale takowe były też potrzebne, aby swoją nieświadomość starała się okiełznać i trzymać w ryzach świadomości. Dzięki Wam, waszym komentarzom i wiadomościom w prywatnej korespondencji odzyskałam wiarę w dobro człowieka. To jest dla mnie sukces, poczucie, że mam prawdziwych przyjaciół, którzy nie tylko poklepią po ramieniu i powiedzą: będzie dobrze, ale i jak trzeba, to dadzą reprymendę. Jednak nigdy nie zostawią, gdy „legion” napisze kolejne kłamstwa wyssane z małego palca.
Jesteście jak Anioły na dobre i na złe, nie zaś jak wielu innych, którzy na podobieństwo Piłata, umyli ręce, kiedy złowieszcza szarańcza rzucała we mnie kamieniami, kiedy zawiść rzucała „moim imieniem” na prawo i lewo, jak ochłapem na pożarcie cmentarnym hienom.
Ktoś zarzuci mi, że nie powinnam, a tym bardziej nie przystoi komuś takiemu jak ja, używać tak dosadnych i mocnych słów. Niemniej zapewniam, iż są one nazbyt delikatne wobec tych, które przeczytałam w komentarzach pod postem zamieszczonym w jednej z grup, który nie przedstawiła wizji lokalnej sytuacji, a jedynie jej szczątkowe ślady oraz od tych, które zalewały mnie w prywatnych wiadomościach.
Oj wiele by można było pisać, w końcu dobrze kpie się leżącego, który nie może się podnieść, ale… jeśli wstanę, a mam taką nadzieję, to nadal, a może nawet bardziej, będę tą samą dziewczyną z sąsiedztwa, z tym tylko, że mocniejszą o kolejną bliznę zadaną przez ludzi. I nadal będę przemytnikiem słowa na granicy poezji.
Na koniec, nie proszę o nic, jedno do pozwolenie mi żyć w spokoju, który każdego dnia jest zakłócany przez zawistne, zionące zazdrością i nienawiścią „ślepia legionu”.
To tyle, albo aż tyle
Kasia – wasza i niczyja inna dziewczyna z sąsiedztwa.
Ps. Notabene „legion” traci na sile za każdy razem, kiedy się przebudza. Czyżby jednak miewał bezsenne noce i problemy ze snem? :)
Tym razem zrozumienie i wsparcie okazały mi nawet te osoby, które onegdaj wtórowały „legionowi”. Zatem każda zła sytuacja niesie ze sobą pierwiastek dobra, który z perspektywy czasu przeistacza się z brzydkiego kaczątka w pięknego łabędzia.
zdj. Pixabay
Zostaw komentarz