– Czemu jak piszesz, zaczynasz od wielkiej litery – zapytał przygarbiony pasterz wołoski nachylając się nade mną i moim komputerem tak, że poczułem intensywny zapach jego i jego owiec.
– Bo takie są reguły gramatyki w większości języków na świecie. Zdania zaczyna się od wielkiej litery.
– Mogę otworzyć okno? – zapytał kudłaty pasterz.
– Oczywiście – odparłem – i wówczas wołoski pasterz otworzył okno, z którego widać było niemal cały Park Pokoju.
– Piękny widok – powiedział – szkoda tylko, że tak rozległe usytuowane w centrum miasta pastwisko jest niewykorzystane.
– W śródmieściach nie ma pastwisk, są parki, tereny rekreacyjne – rzekłem nieco zdumiony.
– Ta wasza miejskość was kiedyś zgubi – powiedział Wołoch. – Przedkładacie estetykę nad etykę, wielkomiejską finezję nad życie. Ja bym w tym Parku z piętnaście owiec wypasł pod korek. Taka bujna trawa – rozmarzył się.
– No ale ta polanka to przestrzeń dla dzieci i dla oka, żeby było na co popatrzeć. – powiedziałem.
– Od owiec na polance oko nie pęknie, a i dzieci zbliżyłyby się do natury, przez co mniej ich by było na tiktokach – odparł Wołoch.
– To prawda, westchnąłem – a jeśli chodzi o tę wielką literę, od której zaczynamy pisać zdania to…
– Nieważne, tak tylko zapytałem, żeby mieć pretekst do rozmowy o tej niewykorzystanej polance w Parku Pokoju, wielkie litery są nabzdyczone, za grube i za wielkie, zupełnie niepotrzebne, skoro można napisać małą literą a i tak wszyscy zrozumieją dokładnie to samo.
– W sumie tak – potwierdziłem i poczułem lekki dyskomfort z faktu, że to Wołoch zaczął dyktować tempo rozmowy.
– W Lugoj mam znajomego pasterza, uczciwego człowieka, który ma kilka owiec ale trzyma je w garażu i tylko od czasu do czasu nocą pasie na miejscowych trawnikach. Mógłbym go tu zaprosić, żeby zajął się Parkiem Pokoju. To skromny i uczciwy człowiek. Nocą mógłby mieszkać w tej wiacie koło pomnika Szersznika. Jest niewielki wzrostem, jak się skuli, to nawet nie będzie go widać. – zaproponował pasterz wołoski.
– A czy on dużo pije? – zapytałem.
– Niestety sporo, ale jak wypija, od razu kiśnie i jakby go nie było przez kilka godzin. No jakąś słabość przecież musi mieć! Poza tym ma już tylko same zalety – rzekł Wołoch.
– Czyli jakie na przykład? – zapytałem.
– Wy, którzy zaczynacie zdania od wielkiej litery od razu chcielibyście wszystko wiedzieć – zaśmiał się Wołoch. – To jak, zapraszać kolegę?
– Zapraszać! – odpowiedziałem nie wiedząc na co się piszę.
Zostaw komentarz